O tym, że kolejne ogniska afrykańskiego pomoru świń pojawią się rolnicy są pewni. Pytanie tylko kiedy wirus zaatakuje, a jego skutki będą katastrofalne nie tylko w gospodarstwach w których nagle się pojawi, ale również w całych wyznaczonych kolorami strefach. Kto zarobi na tym, a kto straci? Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Kto ma w tym biznes? Pokazujemy, jak wygląda to od strony rzeczywistej i praktycznej. |Krzysztof Grzeszczyk

Rynek trzody chlewnej miał i będzie miał swoje wyjątkowe podatności na zawirowania popytowo podażowe. Do huśtawek cenowych, rolnicy zajmujący się hodowlą trzody chlewnej się już dawno przyzwyczaili. Nie mogą za to pogodzić się rychłym widmem bankructwa, które stoi i czyha już u granic Wielkopolski i bezpośrednio zagraża ich dalszemu bytowi oraz rozwojowi gospodarstw, w dużej mierze rodzinnych.

 

Widmo kolejnej redukcji stad

Mowa o afrykańskim pomorze świń, który może nie tylko zdziesiątkować i tak już nieliczne gospodarstwa, w których prowadzona jest hodowla trzody chlewnej. Zapewne nikt nie przypuszczał, że wirus ASF „przeskoczy” na tak dużą odległość. Służby za zwalczanie ASF zadziałały, ale czy na tyle skutecznie by zatrzymać chorobę tylko w tym regionie? O dalszym losie produkcji trzody chlewnej w Wielkopolsce dyskutowano na specjalnie przygotowanym spotkaniu, które odbyło się 2 grudnia w Młodzikowie k. Środy Wielkopolskiej. Brało w nim udział ok. 400 rolników zajmujących się hodowlą trzody chlewnej. Przyjechali oni nie tylko z Wielkopolski, ale również z województw, gdzie ASF jest już obecny do 2014 roku. Spotkanie zorganizował Filip Pawlik, koordynator Agro Unii z powiatu średzkiego, brał w nim udział także lider i założyciel AgroUnii Michał Kołodziejczak i koordynator Piotr Kołodziejczak. Ta organizacja ma na celu wspierać i bronić interesy rolników oraz walczyć z nieuczciwą konkurencją. Na swoim koncie ma duże osiągnięcia, które nie byłyby możliwe do zrealizowania, gdyby nie wiara w to, że siła przebicia i działania powstaje w wyniku połączenia wspólnych inicjatyw i ich radykalnego zademonstrowania w formie strajku.

 Koniecznie spotkanie

– Spotkaliśmy się na pierwszym zebraniu w Młodzikowie w Wielkopolsce, gdzie się produkuje najwięcej trzody chlewnej w kraju. Co czwarta świnia pochodzi z Wielkopolski. Przyjechali do nas rolnicy z Podlasia i Lubelszczyzny, żeby podzielić się swoją wiedzą na temat ASF, jego konsekwencji i zwalczania. Zobaczymy przed czym będą przestrzegać i jakie będą dawać rady. Czy faktycznie jest tak jak mówi się w mediach czy różnych relacjach na wschodzie Polski. Czy tam z wirusem sobie poradzono, czy jest dobrze. Najgorsza jest panika, dlatego zorganizowaliśmy takie spotkanie dla rolników z Wielkopolski – mówi Michał Kołodziejczak lider AgroUnii.

ASF w praktyce

Swoimi doświadczeniami z walką a ASF i jej skutkami dzielili się hodowcy z woj. Lubelskiego, pan Jarosław Wojtaszak koordynator AgroUnii na powiaty radzyński i łukowski oraz Andrzej Waszczuk koordynator AgroUnii w powiecie parczewskim. Rolnicy od lat zmagają się z ASF.

Nigdy nie spodziewaliśmy, że wirus ASF do nas dotrze. Pierwsze ogniska w woj. podlaskim myśleliśmy, że będą opanowanie i choroba się dalej nie rozprzestrzeni. Tym czasem było zupełnie inaczej i to już po kilku miesiącach, na mapie terenu występowania ASF był najpierw kolor biały, później żółty, potem czerwony i zostaje na końcu niebieski – mówi Jarosław Wojtaszak.

W Polsce ASF występuje od lutego 2014 roku. W 2014 roku przypadki ASF u dzików Stwierdzono u 30 szt. Rok później u 53, w 2016 było ich 80, rok 2017 został zamknięty liczbą 741 chorych dzików. W 2018 było ich już 2443, a w 2019 do listopada stwierdzono wirusa u 2080 dzików. Natomiast ognisk ASF u świń w 2014 roku były 2, rok później 1, w 2016 – 20. W 2017 odnotowano 81 ognisk ASF u świń, a w 2018 – 109. Rok 2019 to 46 ognisk ASF u świń. Są to stada o pogłowiu 100 i więcej szt. W 2018 roku podano utylizacji 25336 świń w ogniskach, a w 2019 – 36380. A w gospodarstwach tzw. kontaktowych było ich ponad 45 tys. szt. w 2019 roku.

 

Konieczna bioasekuracja

 – W naszym regionie na Lubelszczyźnie, w strefie niebieskiej jak nie spełniasz wymogów bioasekuracji to nie wprowadzisz, żadnych prosiąt. Lekarz powiatowy nie pozwoli na to. Do dzisiaj łatwo nie jest, zawsze towarzyszy mi strach, niepewność, pojawiają się problemy finansowe w związku z ASF. Ten wirós wywraca pracę w gospodarstwie. Trzeba spełniać wymogi bioasekuracji. Pilnować wszystkiego, od dokumentacji do zasad obowiązujących w chlewni. Nie zbieram słomy z terenów przy lesie jest to za duże ryzyko przeniesienia choroby do stada. W łatwy sposób na widłach wraz ze słomą można sobie samemu wyrządzić krzywdę. Kolejny aspekt to znajomość przepisów prawa i to, że się one zmieniają. Trzeba się ich uczyć i rozmawiać z pracownikami inspekcji. Oni wam pomogą i pokierują co dale zrobić ze stadem zanim zostanie wydana decyzja od powiatowego lekarza weterynarii – mówi Andrzej Waszczuk.

Na zakończenie rolnicy dzielili się swoimi spostrzeżeniami i faktami związanymi z ASF. Były zaprezentowane gospodarstwa, gdzie można było jest postawić z wzorce pod względem przestrzegania zasad bioasekuracji. Choroba i tak wystąpiła rolnik nie otrzymał żadnego odszkodowania, przyszła decyzja odmowna, bo nie była trawa wykoszona wokół budynków.

Unikanie wypłaty odszkodowania

Wszyscy mają takie same odczucia, że inspekcja weterynaryjna będzie zawsze szukać powodu żeby nie wypłacić odszkodowania. Dlatego jest tyle wymagań i są one tak jasno sprecyzowane. Wystarczy jakaś niespójność zgłoszeń przemieszczeń w ARiMR by zakwalifikować to jako przyczynę do niewypłacenia odszkodowania. Z czego to wynika, a kosztów przede wszystkim. W woj. Lubelskim koszt badań i obsługi lekarskiej w okresie od 1 stycznia do 30 czerwca zamknął się kwotą 1127599, 08 zł, a koszty badań zostały oszacowane na 2681567 zł. Co do ASF warto wiedzieć, że najwięcej ognisk odnotowywanych jest w miesiącach czerwiec, lipiec i sierpień. ASF zawleczony do chlewni rozwija się czasie od 5 do 12 dni. Mamy zatem mało czasu, żeby wyeliminować głównego wektora roznoszenia ASF, do którego zalicza się dzika. Odstrzał sanitarny dzika, a tym samym radykalne zmniejszenie jego pogłowia tak jak miało to miejsce w innych krajach jest szansą na nierozprzestrzenianie się tej choroby. Decyzja o odstrzale sanitarnym dzików na części województwa Wielkopolskiego została wydana tego samego dnia co odbywało się spotkanie z rolnikami. Czy jest to zbieg okoliczności, czy też ktoś wziął odpowiedzialność za dalsze losy i życie rolników utrzymujących się z hodowli trzody chlewnej zobaczymy. Do tematu wrócimy.

Wyciągnijmy wnioski z tego co się stało na wschodzie kraju. Nauczmy się na doświadczeniach kolegów, którzy fachowo zaprezentowali wiedzę jak rodzić sobie z ASF. Co należy zrobić, bo wydaje się całkiem realny scenariusz, że wybiją nam trzodę chlewną w kraju, a jak już nas nie będzie, zabiorą się za dziki, aby koncerny mogły prowadzić u nas hodowlę. Nie ma z nami na spotkaniu firm paszowych, a to jest również ich interes. Trzeba też dodać, że duże firmy paszowe nie są polskie. Coś jest na rzeczy. To czy ASF u nas będzie to nie jest dobre pytanie, tylko kiedy. Tak dalej być nie może. My nie możemy pozwolić, żeby o nas decydowano bez nas. Nie możemy zamknąć się w zagrodach i czekać, aż będą wybijać nasze stada. To są gospodarstwa wielopokoleniowe, które przez ostatnie lata zainwestowały ogromne pieniądze w rozwój. My się dzisiaj nie musimy wstydzić, że jesteśmy gorsi od Zachodu. W tej chwili mamy wiele do stracenia – więcej niż nam się wydaje –Janusz Białostubski z powiatu czarnkowsko-trzcianeckiego.