Co znajdziesz w artykule?
– Dostałam takiego kopa i sobie myślę: ja jeszcze wam wszystkim pokażę, jak kobieta gospodarzy – mówi z uśmiechem Beata Budzińska z Zawyk w województwie podlaskim. Z okazji Dnia Kobiet przedstawiamy historię rolniczki, która wybrała życie na wsi pokierowane miłością do hodowli koni. Jej droga nie była łatwa, ale dziś mówi wprost: – Nie zmieniłabym nic. Nawet tych najtrudniejszych momentów.
Miłość, która zaczęła się w dzieciństwie
– Wybór wydawałby się oczywisty, bo wychowywałam się na gospodarstwie rolnym. Przyszłość od początku wiązałam z hodowlą koni zimnokrwistych.
Pasję zaszczepił w niej tata.
– Wszystkie wystawy, aukcje ogierów… Od małego wszędzie z nim jeździłam. Do dziś pamiętam moment, kiedy podczas dni otwartych gimnazjum trzymałam w rękach reklamę Technikum Hodowców Koni w Supraślu. Ja już wtedy widziałam, że to będzie moja szkoła, że to chcę w życiu robić.
Najbardziej przełomowy moment przyszedł jednak niespodziewanie.
– Znaczący moment w moim życiu i w momencie przyjęcia gospodarstwa to chwila, kiedy straciłam tatę. To było nagłe pożegnanie.
Po jego śmierci zaczęły pojawiać się głosy: czy sprzeda ciągnik, czy sprzeda konie, czy sprzeda ziemię.
– Bo przecież kobieta sobie na wsi nie poradzi.
Właśnie wtedy zapadła decyzja.
– Dostałam takiego kopa. Pomyślałam: ja wam jeszcze pokażę.


Koń w XXI wieku – między tradycją a kryzysem
Dziś hodowla koni zimnokrwistych przeżywa trudny czas.
– Od dwóch lat jest ogromny kryzys, jeżeli chodzi o możliwość sprzedaży. Tylko z tego gospodarstwa nie jesteśmy w stanie się utrzymać.
Mąż rolniczki pracuje na etacie.
– On idzie do pracy i przychodzi do roboty. Często z jego wypłaty musimy zapłacić fakturę za weterynarza albo kupić ropę.
Do tego dochodzi niepewność sezonu.
– Nie wiemy, czy uda się zebrać wystarczającą ilość paszy, czy będziemy musieli ją dokupić. A pojawia się pytanie: skąd dołożymy, jeżeli nie ma chętnych na kupienie koni?
Zmieniła się też rola konia.
– Stracił swoje miejsce w obecnym świecie, bo nie służy już do pracy w polu.
Jednocześnie pojawiają się głosy krytyki wobec pracy koni w zaprzęgach.
– A ja mam pytanie w drugą stronę: gdzie oni widzą tego konia zimnokrwistego, jeżeli on nie będzie mógł pracować?
Jak podkreśla, ruch i zadania są dla konia ważne także psychicznie.
– Jeżeli koń stoi non stop w boksie, musi gdzieś tę energię spożytkować.



Rolnictwo to sposób na życie
– Gdybyśmy tego szczerze nie kochali, już dawno byśmy zrezygnowali. To nie jest tylko praca. To jest sposób na życie.
Młoda rolniczka nie ukrywa, że bywa ciężko.
– Nasza praca jest bardzo nieprzewidywalna. Zwierzęta nie rozumieją, że sprzęt się zepsuł albo pogoda była zła. One muszą dostać jedzenie.
Dlatego – jak mówi – kobieta na wsi musi być odważna, ambitna i obrotna.
– Nie ma podziału na pracę męską i damską.
Sama uczyła się wszystkiego w praktyce. Pamięta pierwsze koszenie: mały ciągnik bez kabiny, stara rotacyjna, łąki nad rzeką pełne nierówności.
– Starszy sąsiad szedł przede mną i pokazywał, z której strony mogę podjechać, żeby nie wpaść do starorzecza. Na najniższym biegu, powoli, po kawałku. Jeżeli ktoś chce, może nauczyć się wszystkiego. Trzeba próbować. Gdybym bała się wsiąść do ciągnika, nie byłabym w stanie prowadzić gospodarstwa.
Odpowiedzialność i wdzięczność
– To ogromna odpowiedzialność. Nie tylko za swoje życie, ale za życie wszystkich naszych zwierząt i rodziny.
Rolnictwo to nie tylko wysiłek fizyczny, ale też odporność psychiczna.
– Człowiek musi być gotowy na różne wydarzenia i sytuacje.
Od kilkunastu lat – jak mówi – „zaciska zęby i pruje do przodu”. Ma jednak wsparcie.
– Mam rodzinę, siostry, które mnie wspierają. Cieszę się, że ta nasza ojcowizna nie poszła pod młotek. Że trwa.
Marzenia? Na ten rok – zakończenie budowy hali na siano.
– Żeby już nie było pod plandeką, tylko pod dachem. A prywatne?Piec kaflowy z prawdziwego zdarzenia, z piecem chlebowym.
„To jest moje życie”
Beata Budzińska z czułością mówi o relacji z końmi.
– Dużo zależy od charakteru konia, ale też od tego, kto z nim pracuje. Jeżeli masz z nim prawidłową relację, on wie, co wolno, a czego nie. Czasem zaczepia, żeby dostać więcej miłości.
Uczy też szacunku do zwierząt.
– Koń ma dwa martwe punkty widzenia – bezpośrednio przed pyskiem i za ogonem. Dlatego zawsze trzeba się odezwać, kiedy się do niego podchodzi, żeby wiedział, że nie masz złych intencji.
I choć droga była wyboista, dziś mówi z przekonaniem:
– Warto spróbować. Przynajmniej na koniec dnia masz świadomość, że zrobiłaś wszystko, żeby przeżyć życie tak, jak chcesz ty, a nie jak wyobraził to sobie ktoś obok. Bo to jest moje życie. Mam cudownego męża, wspaniałego syna, konie, które uwielbiamy. Czuję się spełniona.
Historia Beaty Budzińskiej jest dowodem na to, że wieś to nie wybór z braku alternatywy. To świadoma decyzja. A siła kobiety nie polega na tym, że jest jej lekko – tylko na tym, że mimo wszystko idzie dalej.








