Większość z nas przywykła do tego, że praca rolnika bywa często nieopłacalna. Jednak sytuacja, w której plantator musi dopłacić do tego, by ktoś odebrał od niego wyprodukowaną żywność, brzmi jak ponury żart. Niestety, na zachodnioeuropejskim rynku ziemniaków ten scenariusz stał się rzeczywistością. Gigantyczna nadpodaż i tąpnięcie w sektorze przetwórczym doprowadziły do rynkowej patologii: ceny ziemniaków spadły poniżej zera. Czy polscy producenci ziemniaka mają powody do obaw?
Krach na rynku ziemniaka
Sytuacja u naszych zachodnich sąsiadów, zwłaszcza w Niemczech oraz w krajach Beneluksu, jest dramatyczna. Choć rynki hurtowe przyzwyczaiły nas do wahań koniunktury, to, co dzieje się w segmencie ziemniaków przemysłowych (przeznaczonych do produkcji frytek, chipsów czy skrobi), wymyka się rynkowej logice.
Jak donoszą zagraniczne serwisy rynkowe oraz holenderska giełda PotatoNL, ceny wolnorynkowe za standardowe odmiany frytkowe (takie jak Fontane) spadły do poziomu 0–1 EUR za 100 kg. Największy szok wywołały jednak stawki za tzw. ziemniaki towarzyszące oraz odpadowe, przeznaczone na paszę dla zwierząt lub do biogazowni. W ich przypadku odnotowano ceny ujemne, sięgające nawet -2 EUR za decytonę (100 kg).
W praktyce oznacza to, że rolnik, który nie posiadał wcześniejszych kontraktów terminowych i został z nadwyżką towaru w magazynie, musi fizycznie dopłacić firmie odbiorczej za transport i utylizację swoich płodów rolnych.
Skąd wzięła się katastrofalna nadpodaż ziemniaków?
Na tak drastyczne załamanie rynku złożyło się kilka niezależnych czynników, które stworzyły tzw. efekt domina:
- Zalegający stary zbiór: W magazynach i chłodniach w całej Europie Zachodniej wciąż znajdują się potężne zapasy z ubiegłego sezonu. Towar ten nie został w porę upłynniony.
- Zamarły handel na giełdach: Na giełdzie EEX (European Energy Exchange) handel wolnotonażowy dla przetwórstwa praktycznie ustał. Przetwórcy realizują jedynie dostawy z sztywnych umów kontraktacyjnych, całkowicie odcinając rolników bez kontraktów.
- Presja ze strony wczesnych odmian: Na rynek wchodzą już pierwsze wczesne ziemniaki (zarówno z importu, jak i z rodzimego foliopisu), co ostatecznie blokuje możliwość sprzedaży starszego surowca.
Dla wielu gospodarstw, które zainwestowały ogromne środki w nawożenie ziemniaków, ochronę fungicydową oraz kosztowne nawadnianie, obecne stawki oznaczają jedno: finansową ruinę.
Czy kryzys ziemniaczany uderzy w polskich rolników?
Polscy plantatorzy z niepokojem obserwują sytuację w Niemczech. Nasz krajowy rynek rządzi się swoimi prawami – w Polsce wciąż dominuje produkcja ziemniaka konsumpcyjnego, a stopień zakontraktowania różni się od modelu zachodniego. Niemniej jednak, nowoczesne rolnictwo to system naczyń połączonych.
Presja importowa
Głównym zagrożeniem dla polskich rolników jest ryzyko, że niesprzedany na Zachodzie towar (zwłaszcza z segmentu konsumpcyjnego) zacznie być masowo i po dumpingowych cenach lokowany na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Może to drastycznie obniżyć ceny startowe polskich ziemniaków wczesnych, na które zbiory właśnie się rozpoczynają.
Koszty produkcji a opłacalność
Polscy producenci również mierzą się z drastycznym wzrostem kosztów kwalifikowanego sadzeniaka, energii potrzebnej do nawadniania oraz specjalistycznych nawozów. Przy niskich cenach skupu w kraju, które mogą zostać zainfekowane zachodnim kryzysem, rentowność uprawy w tym sezonie stoi pod wielkim znakiem zapytania.
A jak sytuacja wygląda w Waszych regionach?
źródło: agrarheute












