Co znajdziesz w artykule?
Po miesiącach impasu, Bruksela wznawia intensywne negocjacje handlowe z rządem w Canberze, dążąc do jak najszybszego podpisania umowy o wolnym handlu. Dla polskich producentów mięsa i cukru to fatalne wieści, oznaczające widmo nierównej walki z tanim importem z antypodów.
Porozumienie, które spędza sen z powiek
Umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Australią wydawała się już pogrzebana, jednak decydenci polityczni w Brukseli postanowili przywrócić ją do gry. Trwające negocjacje mają na celu zniesienie ceł i barier rynkowych, by ułatwić wymianę towarową. Problem w tym, że o ile europejski przemysł motoryzacyjny czy maszynowy zaciera ręce na myśl o zyskach z australijskich rynków zbytu, to europejskie rolnictwo ma stać się w tej układance walutą przetargową. Bruksela jest skłonna szerzej otworzyć granice dla australijskich produktów rolnych w zamian za korzystne warunki dla europejskiego przemysłu.
Uderzenie w sektor mięsny i cukrowy
Największe obawy związane z nową umową odczuwają polscy hodowcy bydła opasowego oraz owiec. Australia to światowy gigant w produkcji wołowiny i baraniny, dysponujący gigantycznymi fermami towarowymi, które są w stanie zaoferować mięso po znacznie niższych kosztach niż rozdrobnione gospodarstwa w Europie. Równie mocno zagrożeni czują się unijni producenci cukru i nabiału. Otwarcie unijnego rynku dla potężnych kontyngentów bezcłowych z Australii z pewnością doprowadzi do załamania cen w skupach i brutalnie wypchnie część polskich rolników z biznesu.
Europejska hipokryzja i nierówne standardy
Podobnie jak w przypadku umowy z państwami Mercosur, rolnicy wytykają Unii Europejskiej rażącą hipokryzję. Od europejskich gospodarzy wymaga się bezwzględnego przestrzegania ekstremalnie drogich standardów klimatycznych Zielonego Ładu, ograniczania nawożenia i spełniania rygorystycznych norm dobrostanowych. Z drugiej strony, Bruksela chce wpuścić na nasz rynek żywność z państwa, w którym powszechnie stosuje się zabiegi i środki chemiczne dawno w Europie zakazane, a produkcja oparta jest na modelach przemysłowych z ogromnym śladem węglowym wynikającym z samego tylko transportu na Stary Kontynent.






