Ostatnie miesiące w polskim agrobiznesie stały pod znakiem ogromnej niepewności. Po wejściu w życie Przejściowej Umowy Handlowej UE-Mercosur na wsi aż wrzało od obaw – wielu rolników zadawało sobie pytanie, czy krajowy rynek nie zostanie z dnia na dzień zalany tanią żywnością z Ameryki Południowej. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ) opublikował właśnie oficjalne podsumowanie. Wyniki mogą zaskoczyć wielu producentów rolnych, ale prawdziwy problem wcale nie zniknął – po prostu przeniósł się w inne miejsce.
Import z Mercosur w dół. Tyle żywności faktycznie wjechało do Polski
Czerwiec był pierwszym pełnym miesiącem sprawdzianu po majowym uruchomieniu nowych zasad handlowych. Jak wynika z analiz zaprezentowanych przez prof. Łukasza Ambroziaka z IERiGŻ, czarny scenariusz o natychmiastowym paraliżu polskiego rynku nie znalazł odzwierciedlenia w twardych cyfrach.
Łączna wartość czerwcowego importu z państw Mercosur do Polski wyniosła 124,7 mln euro. W praktyce oznacza to konkretne spadki:
- o 11,3% mniej w porównaniu do maja tego roku,
- o 12,4% mniej w zestawieniu ze średnią miesięczną z całego 2025 r.
Nasz wywóz w tamtym kierunku również pozostaje skromny – w czerwcu zamknął się kwotą 5,1 mln euro (spadek o 12% m/m, choć w ujęciu rocznym to wzrost o 9,5%). Twarde dane pokazują jednoznacznie: bezpośredniego „potopu” południowoamerykańskich towarów na naszych punktach skupu i w magazynach na razie nie ma.
Gdzie leży haczyk? Ryzyko wypierania z rynku unijnego
Mimo że statystyki dotyczące samego wwozu do Polski dają powody do chwilowego oddechu, eksperci rynkowi przestrzegają przed huraoptymizmem. Dla polskiego gospodarza kluczowa jest bowiem sytuacja na całym rynku Unii Europejskiej.
Trzeba jednak pamiętać o kluczowym mechanizmie rynkowym. Dla polskiego agrobiznesu równie wielkim zagrożeniem, co bezpośredni import do kraju, jest ewentualny gwałtowny napływ południowoamerykańskich towarów na rynek całej Unii Europejskiej. Sektory szczególnie wrażliwe – takie jak produkcja wołowiny, drobiu czy cukru – mogą zderzyć się z silną, tanią konkurencją na Zachodzie. Jeśli tańsze surowce z krajów Mercosur zaczną zajmować miejsce na półkach w Niemczech czy Francji, polscy producenci zostaną stopniowo wyparci ze swoich dotychczasowych, najbardziej opłacalnych rynków zbytu.
Tracimy pozycję u kluczowych odbiorców. Co dzieje się z polskim eksportem?
Spojrzenie na bilans handlowy polskiego sektora rolno-spożywczego za pierwsze półrocze ujawnia niepokojący trend na naszych dotychczasowych, głównych rynkach zbytu.
Choć łączny wywóz żywności z Polski osiągnął 29 mld euro (wzrost o 1,7% r/r), a dodatnie saldo wymiany wyniosło stabilne 9,6 mld euro, to na strategicznych kierunkach w Europie odnotowujemy wyraźne spadki:
- Niemcy: spadek sprzedaży z Polski o 168 mln euro r/r (mniejszy wywóz mleka w płynie, zbóż oraz pieczywa).
- Wielka Brytania: spadek o 93 mln euro r/r (mniejsza sprzedaż kukurydzy, wołowiny i pieczywa) – Brytyjczycy stracili przez to pozycję wicelidera wśród odbiorców naszej żywności.
- Inne rynki UE: mniejszy strumień polskich towarów trafił także do Holandii, Słowacji, Danii oraz Rumunii.
To jasny sygnał, że zachodnioeuropejscy przetwórcy i sieci handlowe mogły zacząć zastępować polski surowiec tańszymi dostawami z Ameryki Południowej.
Turcja i nowe rynki ratują bilans polskiego agrobiznesu
Agro-eksporterzy z Polski nie czekają jednak z założonymi rękami i aktywnie szukają alternatywnych rynków zbytu poza Wspólnotą. Bezapelacyjnym liderem wzrostu w pierwszym półroczu została Turcja – wywóz do tego kraju skoczył aż o 167 mln euro (blisko o dwie trzecie), co jest zasługą potężnego popytu na polską świeżą i schłodzoną wołowinę.
Gdzie jeszcze rośnie sprzedaż naszych produktów rolnych?
- Francja (+131 mln euro): dzięki wywozowi drobiu, przetworów mięsnych i lodów,
- Szwecja (+82 mln euro) oraz Włochy (+40 mln euro),
- Kierunki pozaunijne: Nigeria (+49 mln euro), RPA (+45 mln euro), Białoruś (+34 mln euro), Czechy (+31 mln euro) oraz Filipiny (+27 mln euro).
Brak gwałtownego skoku importu bezpośrednio do Polski to z pewnością dobra wiadomość na start. Jednak stopniowe wypieranie polskich zbóż, mięsa drobiowego czy wołowiny z rynku niemieckiego i brytyjskiego może z czasem przełożyć się na większą podaż surowca w kraju, a w konsekwencji – wywierać presję na cenniki w lokalnych skupach.










