Pytanie o to, ile kur można utrzymywać na jednym metrze kwadratowym, powraca regularnie zarówno wśród początkujących hodowców, jak i właścicieli ferm. Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ zależy od systemu chowu, wieku zwierząt oraz obowiązujących regulacji prawnych. W chowie przydomowym przyjmuje się, że optymalnie na 1 m² kurnika przypada od 4 do 6 dorosłych kur niosek. Pozwala to na zapewnienie im swobody ruchu, dostępu do grzęd oraz gniazd. W intensywnych systemach produkcyjnych normy są bardziej szczegółowo określone i regulowane przepisami unijnymi oraz krajowymi.
Regulacje Unii Europejskiej dotyczące dobrostanu drobiu
Podstawowe akty prawne UE, które odnoszą się do gęstości obsady kur, to dyrektywa 1999/74/WE dotycząca kur niosek oraz dyrektywa 2007/43/WE regulująca chów brojlerów. Zgodnie z nimi:
w systemie ściółkowym maksymalna obsada brojlerów wynosi 33 kg żywej wagi na m², co oznacza średnio 15–17 sztuk w zależności od masy ciała,
przy spełnieniu dodatkowych warunków dotyczących wentylacji, oświetlenia i kontroli jakości powietrza dopuszcza się zwiększenie obsady do 39 kg/m²,
dla kur niosek przepisy określają minimalną powierzchnię użytkową – co najmniej 750 cm² na jedną nioskę w systemie ściółkowym oraz 1111 cm² przy chowie wolnowybiegowym.
Warto podkreślić, że przepisy unijne stanowią punkt wyjścia, a państwa członkowskie mogą wprowadzać bardziej restrykcyjne normy.
Polskie przepisy i wymagania weterynaryjne
Na gruncie prawa krajowego regulacje dotyczące utrzymywania kur wynikają z ustawy o ochronie zwierząt oraz rozporządzeń Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Polska wdrożyła przepisy unijne, dlatego w praktyce obowiązują normy obsady zgodne z powyższymi dyrektywami. Dodatkowo inspekcja weterynaryjna prowadzi regularne kontrole ferm, weryfikując parametry środowiskowe i przestrzeganie wymogów powierzchniowych. W gospodarstwach ekologicznych normy są bardziej restrykcyjne – maksymalnie 6 kur niosek na 1 m² budynku i obowiązek zapewnienia dostępu do wybiegu na świeżym powietrzu o powierzchni minimum 4 m² na sztukę.
Czynniki wpływające na dopuszczalną obsadę kur
Choć przepisy określają minimalne wymagania, praktyka pokazuje, że optymalna liczba kur na metr kwadratowy zależy również od:
systemu wentylacji – przy dobrej wymianie powietrza można utrzymać większą obsadę bez ryzyka wzrostu amoniaku,
rodzaju ściółki – jej jakość i regularna wymiana ogranicza rozwój bakterii i pasożytów,
dostępu do światła naturalnego lub sztucznego – niewystarczające oświetlenie zwiększa stres i agresję,
dostępności karmideł i poideł – ich zbyt mała liczba w stosunku do obsady prowadzi do walk o paszę,
genetyki i przeznaczenia stada – brojlery mięsne mają inne wymagania przestrzenne niż kury nieśne.
W praktyce każdy hodowca powinien obserwować zachowanie stada. Nadmierne upierzenie, kanibalizm czy zbyt częste infekcje dróg oddechowych to sygnały, że obsada została przekroczona.
Różnice pomiędzy chowem intensywnym, a ekstensywnym
W intensywnych fermach towarowych stosuje się maksymalne dopuszczalne normy obsady, aby zoptymalizować wydajność produkcji. Hodowcy muszą jednak spełniać rygorystyczne wymogi dotyczące systemów klimatyzacji, automatycznego karmienia i usuwania odchodów. W chowie ekstensywnym, przydomowym lub ekologicznym, liczba kur na m² jest znacznie mniejsza. Dzięki temu ptaki mają większą swobodę, co poprawia ich zdrowie i jakość jaj. W gospodarstwach nastawionych na produkcję ekologiczną nacisk kładzie się nie na maksymalizację obsady, lecz na naturalne zachowania ptaków i dobrostan.
Konsekwencje przekroczenia dopuszczalnej obsady kur
Przekroczenie limitów określonych przepisami może skutkować poważnymi konsekwencjami. Hodowca naraża się na kary administracyjne, a w skrajnych przypadkach na cofnięcie pozwolenia na prowadzenie działalności. Równie istotne są skutki zdrowotne dla zwierząt: większe ryzyko chorób zakaźnych, szybsze zużycie ściółki, podwyższony poziom stresu i obniżona produkcyjność. W przypadku brojlerów zbyt duża obsada prowadzi także do problemów ortopedycznych i kulawizn spowodowanych szybkim przyrostem masy ciała przy ograniczonej przestrzeni.
Praktyczne wskazówki dla hodowców
Dla osób utrzymujących kury w małej skali dobrym punktem odniesienia jest zasada mniej znaczy więcej. Nawet jeśli przepisy dopuszczają 6–7 sztuk na m², warto ograniczyć liczbę ptaków do 4–5, aby poprawić ich komfort i ułatwić utrzymanie higieny. Warto też pamiętać o:
odpowiednim zaplanowaniu układu kurnika,
zapewnieniu dostępu do wybiegów,
regularnym monitorowaniu mikroklimatu,
dostosowaniu obsady do wieku i wielkości ptaków,
prowadzeniu dokumentacji obsady, co ułatwia ewentualne kontrole weterynaryjne.
Dobrostan zwierząt staje się coraz ważniejszym kryterium zarówno w ocenie jakości produkcji rolnej, jak i w oczach konsumentów, dlatego warto planować obsadę nie tylko w oparciu o przepisy, ale też o realne potrzeby stada.
Dla plantatora buraka cukrowego cena za tonę korzeni (tzn. surowca przed przerobem) stanowi podstawowy parametr przy planowaniu dochodów, kalkulacji opłacalności i negocjacjach z cukrowniami. W warunkach rosnących kosztów nawozów, paliwa, pracy i środków ochrony roślin nawet niewielkie wahania ceny jednostkowej mają kluczowe znaczenie. Poniżej omówię stan wiedzy na temat cen buraka cukrowego w Polsce i w UE w 2025 roku, czynniki decydujące o tej cenie oraz praktyczne implikacje dla producentów.
Obecne propozycje cen w Polsce
W sezonie 2025/2026 wiele cukrowni i grup producentów przedstawia stawki gwarantowane dla plantatorów:
Krajowa Grupa Spożywcza (KGS) proponuje 33,5 euro za tonę korzeni.
Nordzucker Polska oferuje stawkę 30 euro/t.
Südzucker Polska proponuje 28 euro/t.
Pfeifer & Langen (cukrownia w Glinojecku) – oferta: 30 euro/t plus zaliczka 2 euro/t.
W odniesieniu do poprzednich sezonów takie stawki oznaczają spadek r/r: w kampanii 2024/2025 ceny kontraktowane sięgały 40–46,5 euro za tonę, w zależności od kontrahenta i jakości korzeni (polaryzacji cukru).
W polskim ujęciu indeks minimalnej ceny skupu buraków (dla surowca o standardowej zawartości cukru 16 %) wynosi obecnie 111,39 zł za tonę, co przy kursie ~4,24 zł/€ odpowiada ~26,3 €/t. Ta kwota stanowi punkt odniesienia, poniżej którego zgodnie z zapisami kontraktacyjnymi nie powinno się schodzić.
Ceny w UE i nacisk na spadek stawki
W Europie ceny białego cukru w 2025 roku kształtują się w okolicach 555–590 €/t w regionach Zachodniej UE (ex-works). To cena produktu wyjściowego — nie samego surowca (korzeni buraka).
Jeśli chodzi o ceny buraka, prognozy wskazują, że w sezonie 2025/26 w wielu krajach UE cukrownie proponują stawki niższe niż w poprzednich latach. Czynniki presji obniżkowej to nadpodaż surowca, konkurencja importowa tańszego cukru oraz osłabienie popytu wewnętrznego.
Wahania kursów walut i przekład na złotówki
Stawki proponowane w euro muszą być przeliczane na złotówki wedle kursu ustalonego w kontraktach (zwykle kurs z określonego dnia). Nawet jeżeli stawka wyrażona w euro wydaje się stabilna, to zmienność kursu może odcisnąć realny ślad na dochodzie plantatora w PLN. Dla przykładu: przy stawce 30 €/t i kursie 4,2 PLN/€, wartość w złotych wyniesie około 126 PLN/t; przy kursie 4,5 PLN/€, to już 135 PLN/t.
Ponadto minimalna cena skupu 111,39 zł/t odpowiada ~26,3 €/t — to formalna granica, której nie można przekraczać w dół.
Czynniki decydujące o faktycznej cenie dla plantatora
Proponowane stawki to jedno, lecz płacona cena może jeszcze zależeć od:
Jakości surowca i polaryzacji (zawartości cukru) Buraki o wyższej polaryzacji mogą być premiowane, a te odstające obniżane.
Odległości transportu i warunków logistycznych Koszty odbioru surowca (transport, załadunek, straty) mogą obniżyć efektywną cenę fizycznie dostarczoną.
Kontraktacja i warunki umowne Zapisy kontraktów (zaliczki, opóźnienia płatności, kary jakościowe) wpływają na płynność i realny efekt finansowy dla producenta.
Subwencje i wsparcie sektorowe Dopłaty lub mechanizmy wsparcia w rolnictwie mogą uzupełniać dochód rolnika w sytuacjach kryzysowych.
Koszty produkcji i presja inflacyjna Nawet przy identycznej cenie jednostkowej, rosnące koszty nawozów, energii i pracy powodują, że marża plantatora może być bardzo ciasna lub wręcz negatywna. Koszty uprawy 1 ha buraka szacowane są na poziomie 7–8 tys. zł.
Ryzyko nadpodaży, konkurencja importowa i ciśnienie na obniżkę
Polski i europejski rynek buraka cukrowego w 2025 roku znajdują się pod presją. W Polsce zanotowano rekordowe plony i produkcję cukru, co przekłada się na nadpodaż surowca względem popytu wewnętrznego.
Import cukru spoza UE, szczególnie z Ukrainy, dodatkowo obniża opłacalność lokalnej produkcji. Firmy cukrownicze już zapowiadały znaczne cięcia stawki skupu buraków — sięgające nawet 30% w dół względem poprzednich sezonów. Wobec tej sytuacji niektóre prognozy zakładają redukcję areału zasiewów o kilka procent w UE w sezonie 2025/26.
Wyzwania dla plantatorów przy negocjacjach
Rolnicy muszą być świadomi kilku kluczowych aspektów w negocjacjach kontraktowych:
Ustanowienie minimalnej ceny w umowie, by uniknąć jednostronnych cięć
Zabezpieczenie warunków jakościowych (polaryzacji, warunków dostawy)
Uwzględnienie kosztów transportu i logistycznych w cenie końcowej
Monitorowanie kursów walut i warunków przeliczenia
Wyszukiwanie dodatkowych mechanizmów wsparcia finansowego lub dopłat
Dążenie do korzystnych warunków płatności (zaliczki, termin płatności)
Trendy i perspektywy na dalszy czas
Analizy sugerują, że jeśli areały upraw buraka zostaną istotnie zmniejszone, podaż surowca może się ograniczyć, co przy sprzyjających warunkach pogodowych może prowadzić do stabilizacji lub nawet wzrostu cen surowca. Z drugiej strony, ciągła presja importowa i nasycenie rynku cukrem mogą hamować taki efekt.
Firmy cukrownicze w UE już odnotowują spadki zysków w segmencie cukru z powodu niższych cen i podwyższonych kosztów operacyjnych. To może skłaniać je do racjonalizacji powierzchni upraw lub negocjacji kontraktów bardziej restrykcyjnych jakościowo.
Dla wielu plantatorów kluczowym wyzwaniem będzie balans pomiędzy ryzykiem ekonomicznym a decyzją o zasiewie buraka w kolejnych latach.
Trwają późne żniwa soi. Mokra druga połowa lata i początek jesieni spowodowały, że większość opolskich rolników później niż planowali zaczęła zbierać soję. Trudne warunki pogodowe sprawiły, że dopiero w drugiej połowie października można było kontynuować zbiory. Niektórzy, jak na przykład Kombinat Rolny Kietrz jeszcze do żniw nie przystąpił. Plony są słabsze, niż w ubiegłym roku.
Pogoda spowodowała przerwanie zbiorów soi na kilka tygodni
Tomasz Cichoń, rolnik z Ostrożnicy:
– W tym roku mamy większy areał. Jedno pole zostało już skoszone, przy wilgotności 13%. Teraz czekamy na lepsze warunki pogodowe. Mamy nadzieję, że od jutra, bo od weekendu zapowiadana jest Polska Złota Jesień, czy też Babie Lato, więc myślimy, że uda nam się zebrać tą soję.
Pierwsze spostrzeżenia w tym roku, bardzo ładny plon wyszedł, bo niecały rok był na tym poziomie. Całe 4 tony, więc na nasze warunki jest dobrze. Tylko tu znowu mówimy o ekonomii.
Niektórzy mają niezły plon, ale cena ich nie zadowala
– Powiem tak: pierwszy posialiśmy soję 7 lat temu. Jeszcze w tym roku popatrzyłem specjalnie na faktury sprzed 6-ciu lat. Dostaliśmy 2400 złotych netto za tonę. W tym roku cena w skupach oscyluje pomiędzy 1400 a 1500 zł/t. Powiedzmy sobie szczerze, jakie wtedy były koszty, a jakie są teraz? Wszystko poszło do góry.
Soję warto uprawiać
– Jest to na pewno dobra uprawa, gdyż nie wymaga tylu wjazdów, jak na przykład rzepak. Jeszcze nie ma takiej presji ze strony szkodników, czy chorób grzybowych. Na pewno jest dobrym, a nawet bardzo dobrym płodozmianem pod pszenicę. Można też uzyskać dodatkowe dopłaty. Ale przy tej cenie, to nie wiem -trzeba by chyba 6 ton zebrać, żeby to miało jakiś sens ekonomiczny. No, ale co tu siać? Przy rzepaku jest problem ze szkodnikami, uprawa buraka cukrowego jest tragicznie nieopłacalna, więc coś musimy siać. Dlatego na przyszły rok planujemy areał soi trochę zwiększyć.
Ci, co nie zebrali soi we wrześniu, musieli dłużej czekać niż się spodziewali
Krzysztof Piech, rolnik z Igłowic:
– Sugestia może była błędna, bo dało się tę soję minimalnie szybciej zacząć zbierać. Ja jednak byłem pewny, że pogoda się utrzyma i zostawiłem zbiór soi na później. Zebrałem do tej pory ponad 20 ha i mam jeszcze do zebrania jakieś 1,5 hektara soi. Plon był generalnie niższy niż w zeszłym roku. Myślę, że to jest powszechne odczucie. W zeszłym roku na dobrych jakościowo glebach można było namłócić ponad 4 tony z hektara. W tym roku jest o około tony mniej, czyli raczej 3 tony.
Areał uprawy soi wciąż rośnie
– Zwiększam areał uprawy soi pomimo tego, że były bardziej udane lata, a ten jest mniej udany, jeżeli chodzi o plon. Ale ja widzę w tym bardzo rozsądną alternatywę dla uprawy zbóż. Im więcej soi w Polsce to tym mniej pszenicy i mniejsza ewentualna nadprodukcja. Wyżynanie pogłowia świń, wyżynanie pogłowia drobiu powoduje, że jest problem ze zbytem pszenicy w dobrej cenie.
I myślę, że jest alternatywa w roślinach motylkowatych, białkowych, takich jak soja. To może spowodować mniejszą podaż zbóż na rynku. Przy tym rośliny motylkowate są przyjazne środowisku, praktycznie nie zużywa się do ich uprawy azotu. To daje też wymierne korzyści w postaci oszczędności dla rolnika.
Pogoda wciąż nie pozwala dokończyć czy rozpocząć żniw soi
dr Marcin Markowicz, Top Farms Głubczyce:
– Żniwa sojowe w tym roku niestety się przedłużają. W połowie października według mojej oceny tutaj w regionie Głubczyc jest wykonanych około 30% żniw soi. Niestety większość plantacji z soją jest jeszcze na polu. Ta mokra jesień na pewno nie sprzyjała dojrzewaniu roślin, choć w tym momencie większość plantacji już nadaje się do zbioru. Problemem jest pogoda, która jest niekorzystna, ponieważ mamy ciągłe opady deszczu. Nie są może one bardzo duże, ale psują robotę w polu. Wilgotność nasion jest za wysoka, co powoduje, że rolnicy po prostu nie decydują się. I nie dotyczy to tylko zbiorów soi, ale także pozostałych prac agrotechnicznych. Rolnicy wolą poczekać jeszcze, aż ta wilgotność spadnie do niższych wartości. Pierwsze te zbiory, które przebiegały około 2-3 tygodni temu, w szczególności tych odmian z grupy wczesnych, czy bardzo wczesnych, to rolnicy zebrali nasiona suche z wilgotnością około 13%. Natomiast teraz myślę, że będzie ciężko już zebrać tak suche nasiona i wilgotność na pewno będą znacznie wyższa. Mam nadzieję, że prognozy pogody się sprawdzą i od niedzieli pogoda będzie ładniejsza. Ma być więcej słońca, mam nadzieję, że wiatru też, co pozwoli lepiej dosuszyć soję na polu i zebrać ją jeszcze w miarę suchą.
Większość rolników będzie miała niższy plon niż przed rokiem
– Jeżeli chodzi o plony z tej części, która została zebrana, to nie jest to na pewno rok rekordowy dla soi. Trochę jest to przykre, bo mamy w kraju rekordową powierzchnię zasiewów, blisko 100 tys. hektarów i pewnie skutkiem tego będzie mniejszy areał w przyszłym roku. Mam nadzieję, że rolnicy się tak nie zniechęcą, w szczególności ci, co spróbowali pierwszy rok. Plony tutaj w regionie Głubczyc wynoszą od 2,7 do 3,5 tony z hektara. Większość plantacji jest jeszcze na polach, więc zobaczymy, jak będą wyglądały zbiory właśnie tych późniejszych odmian. Mam nadzieję, że będą powyżej tych 3 ton, między 3 a 3,5 tony. Aczkolwiek już teraz widać, że na te 4 tony, na które się nastawialiśmy, będzie raczej ciężko. Z tego, co też widać, co obserwujemy, niestety jest bardzo mała masa tysiąca nasion. Nasiona są zdecydowanie mniejsze, niż w poprzednich latach, bardzo drobne. Tak jak tutaj stoimy na plantacji widać, że obłożenie strąków jest bardzo dobre i szacowałoby się bardzo dobry plon. Natomiast kiedy spojrzymy na nasiona, to niestety są one małe i ta masa tysiąca nasion, tak jak wspominałem, w tym roku niestety nie pozwoli zrobić tego plonu.
Opłacalność uprawy soi w tym roku, podobnie, jak innych upraw jest niska
– Opłacalność upraw w tym roku generalnie jest dużo niższa niż w latach poprzednich, zarówno w przypadku zbóż, rzepaku, a także i soi. Na ten moment ceny soi wynoszą średnio około 1400-1450 zł w kraju. Jest to zdecydowanie dużo niższa kwota, niż rolnicy uzyskiwali w zeszłych latach. No i to właśnie dodatkowo przy jeszcze tych niższych plonach będzie jakby takim czynnikiem zniechęcającym do uprawy. Aczkolwiek soja niesie z sobą wiele korzyści. Nawet przy tym plonie trzech ton z hektara, przy tak niskiej cenie, poziom kosztów jest stosunkowo niższy w porównaniu do pozostałych upraw, co i tak stawia soję w dobrej sytuacji i rolnicy zostają jeszcze z dobrym wynikiem finansowym.
Kombinat Rolny Kietrz jeszcze nie przystąpił do zbiorów soi
Marek Oblicki, dyrektor ds. produkcji roślinnej w Kombinacie Rolnym Kietrz:
– U nas jeszcze nie rozpoczęliśmy żniw soi. Na chwilę obecną ona wygląda na dojrzałą. Co prawda półtorej tygodnia temu jeszcze miejscami była zielona, ale przyszedł przymrozek i soję ściął, mówiąc kolokwialnie. Natomiast od ponad dwóch tygodni przekropna pogoda nie pozwala tej soi zebrać. Widać, że ta soja wygląda bardzo dobrze.
W Kombinacie Rolnym Kietrz zwiększono areał upraw soi
– Do zeszłego roku uprawialiśmy około 50 hektarów. W 2024-tym roku z tej racji, że dostaliśmy dosyć późno znaczny areał do uprawy, to chyba byliśmy największym w Polsce plantatorem: mieliśmy przeszło 1150 hektarów soi. Natomiast w tym sezonie mamy 490 hektarów soi. Nie planujemy zwiększać tego areału, ponieważ jeszcze to nie jest roślina na nasze warunki. Jeszcze musimy troszeczkę tutaj popracować nad odmianami. No i też wahania cen, zresztą jak na inne produkty, są znaczne, co nie pomaga, żeby wejść już w tą uprawę na większym areale.
Eksport z Ukrainy towarów rolnych spadł o blisko 40% we wrześniu 2025 roku. Ukraina wyeksportowała we wrześniu tylko 2,84 miliona ton produktów rolnych, czyli o 38% mniej niż we wrześniu 2024 roku.
Wrześniowy eksport pszenicy obniżył się o 1/5, a kukurydzy o blisko 90% – r/r
W szczególności eksport pszenicy spadł o 21% do 1,83 miliona ton, kukurydzy o 88,4% do 61 000 ton, rzepaku o 68,8% do 238 000 ton, a soi o 66,7% do 78 000 ton. Tymczasem eksport oleju słonecznikowego zmniejszył się o 42% do 203 000 ton, a roślin strączkowych o 24% do 177 000 ton. Jedynie jęczmień odnotował wzrost eksportu o 4% do 238 000 ton.
90% towarów wyeksportowano korytarzem przez Morze Czarne
Ponadto 90% produktów rolnych eksportowano przez porty w Odessie, 2% przez porty na Dunaju. 6% koleją i 2% transportem samochodowym przez zachodnie granice. Jednak we wrześniu eksport przez porty odeskie spadł o 29,2%, osiągając 2,522 miliona ton; przez Dunaj – o 84,4% do 68 000 ton; koleją – o 61,5% do 175 000 ton; a ciężarówkami – o 68,8% do 55 000 ton.
Do 10 października zebrano zboża z 67% areału
Do 10 października ukraińscy rolnicy zebrali już 33,03 miliona ton zbóż z 67% zasianych areałów, w tym 22,62 miliona ton pszenicy, 5,31 miliona ton jęczmienia i tylk o3,45 miliona ton kukurydzy.
Indonezja rozważa wprowadzenie nowych ograniczeń na eksport surowego oleju palmowego (CPO) w ramach ambitnego planu zwiększenia krajowej produkcji biodiesla. Potencjalne graniczenia eksportowe mogą zmniejszyć globalną podaż i spowodować wzrost cen olejów jadalnych, zwłaszcza w krajach silnie uzależnionych od indonezyjskiego oleju palmowego. Drożej mogą zatem płacić konsumenci, ale drożejące oleje mogą wspierać ceny rzepaku.
Wprowadzenie mieszanki B50 zwiększy zapotrzebowani krajowe o 5,3 mln ton
Minister energii Bahlil Lahadalia ogłosił 14 października nowe przepisy eksportowe w związku z uruchomieniem programu mieszania biodiesla B50.
Program B50, którego uruchomienie planowane jest na drugą połowę 2026 roku, będzie wymagał mieszanki oleju napędowego z 50% oleju palmowego, w porównaniu z obecnymi 40% w ramach programu B40. Szacuje się, że ta zmiana zwiększy krajowe zapotrzebowanie na olej palmowy o 5,3 miliona ton.
Wprowadzenie mieszanki B50 ograniczy eksport oleju palmowego
Aby sprostać rosnącemu popytowi, rząd rozważa szereg środków, w tym rozszerzenie plantacji palmy olejowej i wprowadzenie krajowych zobowiązań rynkowych (DMO), które wymagają od eksporterów przeznaczania części swojej produkcji na konsumpcję lokalną.
Lahadalia podkreślił, że chociaż ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta, przepisy eksportowe pozostają realną opcją wsparcia inicjatywy na rzecz biodiesla.
Ograniczenia eksportowe mogą zmniejszyć globalną podaż i spowodować wzrost cen olejów jadalnych
Analitycy ostrzegają, że ograniczenia eksportowe mogą zmniejszyć globalną podaż i spowodować wzrost cen oleju jadalnego, zwłaszcza w krajach silnie uzależnionych od indonezyjskiego oleju palmowego.
Dyskusje rządu toczą się w czasie, gdy globalne bezpieczeństwo żywnościowe i ceny surowców są poddawane intensywnej kontroli. Analitycy zauważają, że wszelkie środki ograniczające eksport oleju palmowego mogą mieć efekt domina w całym łańcuchu dostaw, wpływając na ceny i dostępność na całym świecie.
Wcześniej informowano, że kraj zamierza całkowicie zaprzestać importu tego paliwa w związku z uruchomieniem programu mieszania biodiesla B50.
Indonezja jest, obok Malezji, jednym z dwóch największych producentów i eksporterów oleju palmowego na świecie. Olej ten stanowi blisko 60% wszystkich olejów roślinnych importowanych do UE w tym sezonie.
Od 27 października rusza drugi nabór wniosków o pomoc dla poszkodowanych rolników (m.in. po przymrozkach, powodzi). Wsparcie będzie przyznawane jako pomoc publiczna, co jest szansą dla tych, którzy wyczerpali limit de minimis oraz dla rolników z Żuław.
ARiMR ogłasza drugi nabór pomocy klęskowej
Dobra wiadomość dla rolników, którzy w tym roku ponieśli straty z powodu ekstremalnych zjawisk pogodowych! Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) ogłasza kolejną turę wsparcia. Od 27 października 2025 r. rusza nabór wniosków o pomoc dla producentów, których uprawy rolne zostały zniszczone w wyniku przymrozków wiosennych, powodzi, gradu, deszczu nawalnego lub huraganu.
Kluczowa informacja: to wsparcie będzie przyznawane poza formułą de minimis, jako pomoc publiczna, co otwiera drogę do odszkodowań dla wielu poszkodowanych, którzy wyczerpali już swoje limity.\
Rolnicy z Żuław: szansa na dodatkowe wsparcie po deszczu nawalnym
Z tej nowej puli pomocy będą mogli skorzystać także rolnicy z obszaru Żuław, którzy ponieśli straty w uprawach spowodowane deszczem nawalnym, który miał miejsce 28 i 29 lipca 2025 r.
Obecnie trwa nabór (od 16 do 24 października), w którym podstawą ubiegania się o wsparcie są dane satelitarne. Zdarzają się jednak przypadki, gdzie dane satelitarne nie wykazały strat, ale komisja szacująca szkody powołana przez wojewodę potwierdziła ich powstanie.
Wówczas taki rolnik, nie mogąc skorzystać z pomocy w ramach naboru trwającego do 24 października, będzie mógł ubiegać się o wsparcie do tych gruntów w naborze rozpoczynającym się od 27 października. W nowym naborze bowiem podstawą do udzielenia pomocy będzie protokół komisji szacującej straty.
Jak ominąć limit de minimis? Strategia dla poszkodowanych
Drugi nabór jest strategicznie ważny dla tych rolników, którzy zmagają się z limitem pomocy de minimis. Wartość pomocy wynikająca ze stawek i powierzchni upraw często przekracza wolny limit, jakim rolnik dysponuje.
Co należy zrobić?
Rolnik powinien nie wykazywać we wniosku składanym do 24 października (tym w formule de minimis) tej części zniszczonych upraw, która powoduje przekroczenie limitu. Zamiast tego, o pomoc do tej powierzchni należy ubiegać się, składając wniosek w naborze, który rozpocznie się od 27 października.
Ponieważ to wsparcie udzielane jest poza formułą de minimis, wykorzystany limit nie będzie przeszkodą w jej uzyskaniu. Kluczowym dokumentem uprawniającym do tej pomocy będzie protokół z oszacowania strat sporządzony przez komisję powołaną przez wojewodę.
Od 10 października zdalne orzecznictwo w KRUS stało się faktem! Rolnicy uzyskają świadczenia bez wizyt u orzecznika. Sprawdź, jak nowa procedura przyspieszy renty, zasiłki chorobowe i świadczenia powypadkowe.
Koniec z kolejkami – zdalne orzecznictwo w KRUS
Dobra wiadomość dla każdego rolnika ubiegającego się o świadczenia z Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS). Z dniem 10 października w życie weszła nowelizacja, która rewolucjonizuje proces orzeczniczy. Orzeczenia lekarskie, będące podstawą do przyznania renty, zasiłku chorobowego lub świadczeń powypadkowych, będą teraz wydawane bez konieczności osobistego stawiennictwa i badania rolnika.
Jak wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Łukasz Wicherek, Naczelny Lekarz Kasy, większość spraw zostanie rozstrzygnięta „zaocznie” na podstawie dostarczonej dokumentacji medycznej. To historyczny moment, ponieważ zdalne orzecznictwo w KRUS oznacza mniej stresu, kosztów i zmarnowanego czasu dla mieszkańców wsi.
Zdalne orzecznictwo w KRUS: jak działa nowa procedura?
Dotychczasowe przepisy, często sprzed ponad 20 lat, wymagały obowiązkowego stawiennictwa rolnika u lekarza-orzecznika, a w przypadku odwołania – przed komisją lekarską. Zdalne orzecznictwo w KRUS całkowicie to zmienia.
Decyzja na odległość:Komisja lekarska podejmie decyzję wyłącznie na podstawie dostarczonej dokumentacji medycznej.
Wygoda i oszczędność: Dla rolników, zwłaszcza starszych lub z ograniczoną mobilnością, zdalne orzecznictwo w KRUS eliminuje długie oczekiwanie w kolejkach, kosztowne dojazdy i dodatkowe trudności.
Większa dostępność specjalistów: Nowa forma orzecznictwa pozwala na udział w procesie lekarzom specjalistom, których często brakuje w regionie zamieszkania rolnika. Jest to ważny element walki z nierównościami społecznymi.
Wyjątki: Jedynie w sytuacjach, gdy dokumentacja jest niewystarczająca, lekarz-orzecznik może skierować rolnika na badanie osobiste lub odwiedzić go w domu.
Zdalne orzecznictwo w KRUS dotyczy świadczeń z tytułu renty z tytułu niezdolności do pracy, świadczeń powypadkowych oraz zasiłków chorobowych. Co ważne, zmiany obejmują także procedury rozpoczęte przed 10 października.
Jak uzyskać orzeczenie z KRUS? Proces w świetle zdalnego orzecznictwa
Aby uzyskać orzeczenie o niezdolności do pracy lub inne świadczenie, rolnik musi złożyć wniosek wraz z kompletną dokumentacją medyczną. Dzięki zdalnemu orzecznictwu w KRUS nie musi już stawiać się na badaniu.
Kto skorzysta? Jak wskazują dane Biura Statystyki KRUS, tylko w pierwszym półroczu 2025 roku przed orzecznikami Kasy stanęło ponad 43 tys. osób. Teraz większość tych spraw zostanie rozstrzygnięta zdalnie, co zwiększa poczucie bezpieczeństwa i podmiotowości rolnika.
Czy komisja lekarska KRUS może orzec na niekorzyść?
Zarzut wadliwości orzeczenia: W systemie kontroli wciąż istnieje mechanizm zarzutu wadliwości orzeczenia lekarza orzecznika KRUS. Oznacza to, że przełożony lekarz orzecznik (lub Naczelny Lekarz Kasy) może kwestionować prawidłowość orzeczenia, kierując sprawę do ponownego rozpatrzenia przez komisję lekarską KRUS.
Komisja lekarska a orzeczenie na niekorzyść: Choć podstawą jest dokumentacja, komisja lekarska, działając jako instancja odwoławcza, orzeka w granicach złożonego sprzeciwu. Istnieje możliwość czynienia ustaleń w kierunku na niekorzyść ubezpieczonego, ale dzieje się to głównie w ramach nadzoru (np. w przypadku zgłoszenia zarzutu wadliwości).
Jakie mogą paść pytania na komisji lekarskiej (w przypadku wezwania)?
Choć zdalne orzecznictwo w KRUS ogranicza wizyty, w przypadku wezwania na badanie osobiste, komisja może dociekać, jaka jest aktywność sportowa, hobby, przebyte choroby oraz ogólny stan zdrowia. Warto też wspomnieć o kosztach poniesionych przez leczenie, rehabilitację i dojazdy do szpitala.
Choroby kwalifikujące do renty KRUS to szeroki wachlarz schorzeń, które powodują całkowitą lub częściową niezdolność do pracy w gospodarstwie rolnym. Obejmują one:
Choroby układu krążenia, neurologiczne i oddechowego (np. nowotwory, udar).
Choroby reumatyczne prowadzące do ograniczeń ruchowych (np. poważne problemy z kręgosłupem).
Choroby zawodowe (np. pylica płuc, borelioza, astma oskrzelowa, kleszczowe zapalenie opon).
Wprowadzone przepisy to sygnał, że priorytetem dla KRUS jest pomoc rolnikom, a digitalizacja orzecznictwa KRUS to ważny krok w kierunku przeciwdziałania wykluczeniu społeczności wiejskiej.
Przed nami pogodna noc na zachodzie kraju. Deszcz do północy popada od Podlasia po Lubelskie, Podkarpacie- do 2-5 mm oraz w Małopolsce do 1-2 mm a w regionach podgórskich spadnie śnieg do 1-3 cm. W centrum, Mazowszu, Górnym Śląsku, Warmii i Mazurach sucho ale nad ranem miejscami pojawią się mgły i zamglenia. Na zachodzie noc bezwietrzna- stąd mróz. Na wschodzie silny wiatr z północy.
Na termometrach o świcie od 0 stopni na Mazurach do 2-4 stopni od Warmii po centrum, wschód i południe kraju- wsie podgórskie chłodniejsze (0-1 stopień na plusie).
Granica mrozu przebiegać ma gdzieś w pobliżu Gdańska, Śliwic, Bydgoszczy, Koła, Sieradza, Wielunia, Opola, Raciborza. Na zachód od tych miast od -3 do -1 stopnia na 2 metrach i do -5 przy gruncie. W Jeleniej Górze do -6 stopni na 2 metrach. Lokalnie w rejonie Wałcza, Mirosławca na Pomorzu również będzie chłodniej na poziomie -5/-4 stopni na 2 metrach.
Niedziela zapowiada się z piekną słoneczną pogodą z tym, że przed południem lokalnie w centrum i na wschodzie z mgieł utworzy się trochę chmur ale nie jest to nic pewnego.
Wiatr na zachodzie słaby z południa. Na wschodzie silny z północy. Od Kaszub i Warmii po Kujawy i dalej aż po Poznań, Kalisz, Opolskie, Górny Śląsk i Małopolskę przez większość dnia bezwietrznie.
Poniedziałek nadal słoneczny w całym kraju. Wiatr nasili się na zachodzie, północy i w centrum- z południowego wschodu przez co nad ranem od 0 do +3 stopni. Na wschodzie tym razem będzie bezwietrznie i na Podlasiu możemy mieć nad ranem nawet -7 stopni na 2 metrach.
Kolejno nastąpi ocieplenie, silniejszy a wiatr w górach halny. Temperatury wzrosną do powyżej 10-12 stopni w całym kraju osiągając maksymalnie 14-17 stopni a na południu 18-19 stopni.
Od przyszłej niedzieli/ poniedziałku napłynie powietrze z północy przynosząc nam pierwszy od dawna zimny koniec października z przymrozkami. Wszystkich Świętych także zapowiada się zimno.
Pogoda w ostatnich 30 latach- potrafiło być już -8 stopni nad ranem w Poznaniu, Toruniu czy Białymstoku na wysokości 2 metrów https://cmm.imgw.pl/cmm/?page_id=18414
Miejscowy producent warzyw zniszczył 25 tysięcy główek kalafiorów w proteście przeciwko ciągłym odmowom odbioru plonów przez sieci handlowe i przetwórnie. Akt ten ujawnił skalę problemu: rolnicy nie tylko borykają się z rażąco niskimi cenami skupu, ale także z ogromnymi zaległościami finansowymi u skupujących za ubiegłoroczne dostawy. To jest alarm dla całej branży.
Zmulczował 70 ha uprawy kalafiora
Na Podkarpaciu doszło do wstrząsającego aktu protestu, który stał się gorzkim symbolem głębokiego kryzysu w polskim warzywnictwie. Sławomir Kępa, producent warzyw z Giedlarowej pod Leżajskiem, w desperacji rozjechał traktorem 25 tysięcy główek kalafiorów. Powód? Sieci handlowe i przetwórnie odmówiły przyjęcia jego plonów, a oferowane ceny skupu były rażąco niskie. Scena ta ujawniła dramat rolników z regionu, którzy walczą nie tylko o zbycie, ale także o zaległe pieniądze za dostawy z ubiegłego roku.
Sławomir Kępa opowiedział o skali wysiłku, który został zniweczony przez nieefektywny system handlowy. Mimo 100 godzin pracy tygodniowo i dbałości o najwyższą jakość, rolnik nie znalazł nabywców na swoje warzywa. Decyzja o zniszczeniu całej uprawy, czyli zmulczowaniu 70 arów kalafiora, była, jak sam przyznał, jedynym wyjściem. „Nie opłaca się zbierać, nie chcą tego odebrać, nie ma chętnych” – mówił. Kalafior trafił pod koła ciągnika zamiast do marketu.
Grozi nam lawina upadłości!
Podczas konferencji prasowej rolnicy z Podkarpacia zgodnie podkreślali, że problem leży znacznie głębiej niż w bieżących cenach. Kluczowym problemem są zatory finansowe u skupujących.
Brak rozliczeń za 2024 rok: Przetwórnie i punkty skupowe nie odbierają tegorocznych zbiorów i, co gorsza, nie rozliczyły się za dostawy z poprzedniego roku.
Zaległości na setki tysięcy: Jak alarmował Tomasz Buczek, poseł i działacz rolniczy, duża część rolników ma zaległości w kilku skupach na grube setki tysięcy złotych każdy.
Ta sytuacja to tykająca bomba. Brak płynności finansowej, połączony z niskimi cenami skupu warzyw, grozi lawiną upadłości w regionie.
W kontekście ogólnopolskiej debaty, na Podkarpaciu padły mocne słowa skierowane do konsumentów. Jedna z rolniczek ostrzegała: „Jak upadną rolnicy, nie będzie nas, nie będzie też was”. Jest to apel o solidarność i przypomnienie, że opieranie zaopatrzenia na tanim imporcie i brak wsparcia dla krajowej produkcji prędzej czy później uderzy rykoszetem w każdego z nas.
Dramat pod Leżajskiem to wyraźny sygnał, że sektor warzywny w Polsce potrzebuje pilnej reakcji. Tomasz Buczek zapowiedział natychmiastową interwencję u Ministra Rolnictwa, Stefana Krajewskiego, w sprawie zaległych wypłat. Należy uregulować kwestię terminowości płatności przez skupy oraz wypracować skuteczne mechanizmy ochronne, aby wysoka jakość polskiego kalafiora nie kończyła pod kołami ciągnika.
Nie każda przerwa w produkcji jaj oznacza chorobę czy błąd hodowcy. Kury, podobnie jak inne ptaki, podlegają naturalnym cyklom biologicznym. Najbardziej widoczny wpływ ma długość dnia. Kiedy ilość światła dziennego spada poniżej 12–14 godzin, gruczoły odpowiedzialne za gospodarkę hormonalną zwalniają tempo pracy. Organizm kury interpretuje to jako sygnał do odpoczynku i oszczędzania energii. W praktyce oznacza to mniejszą liczbę jaj lub nawet całkowitą przerwę w znoszeniu.
Wiek i kondycja ptaków, a nieśność
Produkcja jaj jest najwyższa w pierwszym roku życia kury, zwłaszcza od 6. do 18. miesiąca. Z czasem wydajność spada, a po 3–4 latach wiele niosek daje już tylko pojedyncze jaja w tygodniu. Wiek to czynnik nie do zatrzymania, ale hodowca powinien o nim pamiętać, planując odnowę stada. Zbyt intensywne użytkowanie, brak regeneracji czy choroby dodatkowo przyspieszają spadek nieśności.
Linienie – naturalna przerwa
Okres linienia jest dla ptaków ogromnym obciążeniem energetycznym. Organizm kieruje wtedy wszystkie zasoby na wymianę upierzenia, co odbywa się kosztem produkcji jaj. W tym czasie nieśność praktycznie ustaje. Linienie może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy, w zależności od rasy i warunków. Hodowca powinien zapewnić ptakom dietę bogatą w białko, metioninę i cynk, aby proces przebiegł sprawnie i nie powodował nadmiernego spadku kondycji.
Żywienie, a produkcja jaj
Jednym z najczęstszych powodów spadku nieśności jest niedobór składników pokarmowych. Kura, która nie otrzymuje odpowiedniej ilości energii, białka, wapnia i fosforu, nie będzie w stanie utrzymać cyklu produkcyjnego. Szczególnie ważny jest wapń – jego brak prowadzi nie tylko do mniejszej ilości jaj, ale również do cienkich, łamliwych skorupek. Pasza dla niosek powinna być zbilansowana i zawierać dodatki mineralne oraz witaminowe, a dostęp do świeżej wody musi być stały.
Stres i warunki środowiskowe
Ptaki reagują niezwykle silnie na stres. Nagłe zmiany otoczenia, hałas, obecność drapieżników, a nawet częste wchodzenie do kurnika mogą wywoływać spadek nieśności. Tak samo działa zbyt duże zagęszczenie w stadzie czy brak wystarczającej ilości grzęd i gniazd. Komfortowe środowisko – odpowiednia temperatura, wentylacja, brak przeciągów – sprzyja utrzymaniu prawidłowego rytmu znoszenia.
Choroby i pasożyty
Zatrzymanie nieśności bywa również sygnałem zdrowotnym. Choroby zakaźne, takie jak kokcydioza czy zapalenia układu oddechowego, obniżają wydajność stada. Równie groźne są pasożyty wewnętrzne i zewnętrzne – robaczyce jelitowe czy inwazja ptaszyńca. Osłabiony organizm nie ma sił na produkcję jaj, a energia zużywana jest na walkę z zagrożeniem. Regularna profilaktyka weterynaryjna, odrobaczanie i kontrola stanu ptaków to podstawa utrzymania nieśności.
Światło – kluczowy regulator
Układ hormonalny kur reaguje na długość dnia świetlnego. Zbyt mała ilość światła, szczególnie zimą, ogranicza produkcję hormonów odpowiedzialnych za owulację. Dlatego w hodowlach towarowych stosuje się doświetlanie kurników, aby utrzymać stały rytm produkcji. W małych gospodarstwach warto zadbać, by kury miały dostęp do naturalnego światła przez większą część dnia lub uzupełniać braki odpowiednimi lampami.
Genetyka i rasa kur
Nie wszystkie rasy kur są równie wydajne. Nioski specjalnie selekcjonowane mogą dawać ponad 300 jaj rocznie, podczas gdy rasy ozdobne lub typowo mięsne produkują ich znacznie mniej. Często hodowcy amatorscy dziwią się, że ich kury nie niosą tyle, ile zakładali, a przyczyną jest po prostu cecha genetyczna danej rasy. Znajomość potencjału ptaków pozwala uniknąć rozczarowań.
Wpływ temperatury i pór roku
Upały oraz silne mrozy znacząco wpływają na kondycję kur. Wysokie temperatury powodują, że ptaki mniej jedzą, a co za tym idzie – dostarczają organizmowi mniej składników potrzebnych do tworzenia jaj. Z kolei zimno zmusza je do zużywania energii na ogrzewanie organizmu, kosztem procesu nieśności. Dlatego w skrajnych warunkach klimatycznych trzeba zadbać o izolację kurnika, wentylację i dostosowanie diety do pory roku.
Przemęczenie organizmu
Zbyt intensywne użytkowanie niosek może prowadzić do przedwczesnego spadku wydajności. Ptaki potrzebują okresów regeneracji, a brak przerw i stała eksploatacja powodują osłabienie układu rozrodczego. Dlatego w praktyce stosuje się tak zwane wymuszone linienie – krótkotrwałe ograniczenie karmienia i światła, które daje kurom możliwość odbudowy organizmu.
Błędy hodowlane i brak obserwacji
Wielu problemów z nieśnością można uniknąć, jeśli hodowca regularnie obserwuje swoje stado. Niedostateczna higiena kurnika, brak czystej ściółki czy zaniedbania w karmieniu to czynniki, które szybko odbijają się na produkcji jaj. Kury to ptaki, które dość jasno pokazują swoje potrzeby – jeśli nagle przestają nieść, zawsze warto przyjrzeć się warunkom, w jakich przebywają.
Import z Ukrainy wzrośnie po ostatnich uzgodnieniach. Ukraina i UE uzgodniły nowe warunki wolnego handlu, korzystniejsze dla Ukrainy. Co się zmienia – wyjaśnia Oleksandra Avramenko, szefowa Komitetu Integracji Europejskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Ukrainy w wywiadzie udzielonym Latifundist.com.
Po trzech latach negocjacji Ukraina i UE uzgodniły nową wersję strefy wolnego handlu
Po trzech latach negocjacji Ukraina i Unia Europejska uzgodniły nową wersję strefy wolnego handlu. Nowe umowy przewidują zwiększony dostęp produktów rolnych do rynku europejskiego. Jednocześnie następuje przejście na unijne przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt, pestycydów i kontroli jakości. Jeśli chcesz sprzedawać w UE, zapomnij o pestycydach i zadbaj o to, aby ferma miała światło, wentylację i miejsce dla drobiu.
Jak zmieniły się kwoty, kiedy zaczną obowiązywać nowe wymogi i co to oznacza dla eksporterów
Jak zmieniły się kwoty, kiedy zaczną obowiązywać nowe wymogi i co to oznacza dla eksporterów — wyjaśnia Oleksandra Avramenko, szefowa Komitetu Integracji Europejskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Ukrainy.
Latifundist.com: Oleksandra, co dokładnie wydarzyło się 14 października i dlaczego ta decyzja jest ważna?
Oleksandra Avramenko: To był historyczny dzień. Ukraina i UE zamknęły wszystkie punkty proceduralne, a teraz mamy zaktualizowaną część umowy stowarzyszeniowej dotyczącą handlu, którą uzgodniły wszystkie strony – czyli strefę wolnego handlu z UE w nowej wersji.
Jest to istotne, ponieważ cała nasza wzajemna wymiana handlowa z Unią Europejską opiera się właśnie na postanowieniach Umowy Stowarzyszeniowej, a nie na rozwiązaniach tymczasowych.
Latifundist.com: Ale po wybuchu wielkiej wojny UE otworzyła rynek dla Ukrainy poprzez autonomiczne środki handlowe (ATM). Czy nie można porównać tych dwóch reżimów?
Oleksandra Awramenko: Porównywanie tego z ATM to duży błąd . Ponieważ od 2016 roku między Ukrainą a UE obowiązuje pogłębiona i kompleksowa strefa wolnego handlu (DCFTA). W ramach tej umowy stopniowo obniżaliśmy cła i zwiększaliśmy kontyngenty przez pięć lat. W 2021 roku Ukraina oficjalnie złożyła wniosek o ponowne rozpatrzenie warunków.
Mieliśmy to zrobić w 2022 r., ale Unia Europejska jednostronnie wprowadziła ATM, system tymczasowy, który miał nas wesprzeć w czasie wojny.
ATM nie był i nie mógł być trwały. Dlatego dzisiejsza rewizja to coś, co powinno było nastąpić trzy lata temu. W rzeczywistości wersja na rok 2025 jest jeszcze lepsza , ponieważ podchodzimy do niej z innym poziomem pewności i wyników rynkowych.
Latifundist.com: Nie można więc powiedzieć, że Ukraina „straciła” wolumen handlu?
Oleksandra Avramenko: Nie. Podstawą porównania powinien być rok 2021, a nie okres ATM . Ponieważ w okresie ATM panowały zupełnie inne warunki.
Latifundist.com: Na przykład w przypadku cukru.
Oleksandra Avramenko: Tak, ponieważ UE miała wtedy deficyt cukru wynoszący ponad 2 miliony ton i zupełnie inną strukturę cen.
Latifundist.com: Ale to nie zmienia faktu, że nie wspominamy już o nostalgii za czasami, gdy producenci cukru eksportowali 300 tys. ton 🙂
Oleksandra Avramenko: Zdecydowanie. Ale nie zapominajmy, że kwota cukru wynosiła 20 tysięcy ton, a teraz wynosi 100 tysięcy ton . Jednocześnie produkty pochodne, które wcześniej były objęte tą kwotą, zostały z niej usunięte.
To samo dotyczy pszenicy : wcześniej 1 milion ton i mąka były objęte jedną kwotą, teraz mąka będzie miała osobną . Niektóre produkty mleczne , a nawet niektóre niszowe produkty – takie jak grzyby itp. – również zostały zliberalizowane .
Latifundist.com: Przechodząc do szczegółów, co zmieniło się w przypadku innych ważnych produktów rolnych: kurczaków, jaj, zbóż?
Oleksandra Avramenko: Po pierwsze, musimy zrozumieć, że są to tak zwane towary wrażliwe dla Unii Europejskiej. Dlatego kompromisy w tej sprawie są ostrożne, ale istnieją.
Na przykład na jaja kwota wzrosła z 6 do 18 tysięcy ton . A nawet poza kwotą ukraińskie jaja są eksportowane, ponieważ w UE jest pewien deficyt, ten ostatni z powodu ptasiej grypy – popyt jest tak duży, że nawet cło importowe nie wstrzymuje dostaw, bo rozsądna cena rekompensuje wszystko.
W przypadku kukurydzy nic się radykalnie nie zmieniło – kwota wzrosła, ale warunki pozakwotowe pozostały takie same – 0% cła importowego na dostawy z krajów trzecich, w tym z Ukrainy. Natomiast w przypadku pszenicy odnotowaliśmy zauważalny wzrost: z 1 miliona ton wzrosła do 1,3 miliona ton , a mąka została objęta osobną kwotą . Obejmuje ona pszenicę, jęczmień i mąkę kukurydzianą, ale w rzeczywistości będziemy mogli eksportować tylko pszenicę. Kwota na nią wynosi około 30 tysięcy ton , co w przybliżeniu odpowiada naszemu szczytowi 35–40 tysięcy ton w okresie ATM.
Latifundist.com: Czy są jakieś towary, które również skorzystały na zaktualizowanej umowie DCFTA?
Oleksandra Avramenko: Na przykład miód. W 2021 roku kwota wynosiła zaledwie 6 tysięcy ton, a teraz wynosi 35 tysięcy ton.
Owszem, jest to mniej niż eksportowaliśmy w okresie ATM, ale i tak jest to sześć razy więcej niż przed wojną.
Czy to powstrzymało nasz miód? Dzięki Bogu, nie. Ponieważ cło importowe w UE nie jest zaporowe – wynosi 17%, a stabilny popyt gwarantuje cenę w pełni pokrywającą te koszty.
Stare i nowe kwoty eksportowe – tabela
Zwiększanie kwot w zamian za jakość
Latifundist.com: Teraz UE faktycznie uzależnia wielkość dostępu do rynku od spełnienia pewnych warunków, w szczególności dotyczących dobrostanu zwierząt lub synchronizacji przepisów dotyczących środków ochrony roślin. Wyobraźmy sobie sytuację, w której Ukraina zrezygnuje z niektórych pestycydów lub wprowadzi normy dobrostanu zwierząt. Czy UE może zwiększyć kwotę pszenicy do 2 milionów ton lub więcej?
Oleksandra Awramenko: Zgadza się. Unia Europejska oddziela w ten sposób kwestie negocjacyjne od procesu negocjacyjnego i wiąże je z handlem.
Unia Europejska doskonale rozumie, że sektor rolny jest siłą napędową Ukrainy, a dostęp ukraińskich producentów do rynku unijnego jest warunkową „wisienką na torcie”.
Dlatego firmy zainteresowane tym dostępem same wdrożą europejskie standardy, a nawet będą naciskać na rząd, aby zrobił to szybciej. W rzeczywistości mamy związane ręce, ale jednocześnie otrzymaliśmy zachętę do aktualizacji systemu i dostosowania go do standardów UE.
Latifundist.com: O jakich standardach konkretnie mówimy?
Oleksandra Awramenko: W wewnętrznych dokumentach UE znajduje się około 20 przepisów. Wśród nich są pestycydy, leki weterynaryjne, dobrostan zwierząt, wymagania dotyczące jakości pasz, kontrola pozostałości itp. To szczegółowy wykaz przepisów, a nie tylko ogólne życzenia.
Najbardziej bolesne są oczywiście wymogi dotyczące dobrostanu zwierząt. Te same, które…
Latifundist.com: …wejdzie w życie 1 stycznia 2026 r.
Oleksandra Avramenko: Dokładnie. Dla nas oznacza to, że wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego eksportowane do UE – przede wszystkim drób i jaja – muszą w pełni spełniać te normy. Wielu eksporterów już się do tego przygotowuje, więc nie będzie to dla nich szokiem.
Trudniej jest z wieprzowiną i wołowiną, które nie mają jeszcze certyfikatów eksportowych do UE. Oczywiście, prędzej czy później te standardy staną się wymogiem również dla tego sektora.
Latifundist.com: Pana zdaniem, jaka część przedsiębiorstw na Ukrainie faktycznie spełnia europejskie wymogi dotyczące dobrostanu zwierząt?
Oleksandra Avramenko: Wszyscy, którzy dziś eksportują do UE, spełniają już te normy. Ci, którzy mają europejskie numery rejestracyjne, dysponują również odpowiednią infrastrukturą.
Bo dobrostan zwierząt to nie tylko „kilogramy na metr kwadratowy”. To oświetlenie, wentylacja, mikroklimat, dostęp do wody i paszy. Większość naszych ferm drobiu jest nowoczesna, więc bez większych trudności dostosowała się do nowych wymagań.
Latifundist.com: Co jeśli hoduję kurczaki, nie chcę spełniać norm dobrostanu zwierząt i warunkowo wywiozę je do Egiptu?
Oleksandra Awramenko: To się nie uda. Nie chodzi tylko o eksporterów – przepisy będą obowiązkowe dla wszystkich producentów na Ukrainie.
Do tego dochodzą kwestie uboju i logistyki. Zostały one częściowo rozwiązane, ale problem transportu zwierząt pozostaje otwarty. Potrzebujemy bardziej wyspecjalizowanych pojazdów, spełniających standardy humanitarnego traktowania. UE oczekuje, że pełny pakiet wymogów dotyczących dobrostanu zwierząt zostanie wdrożony do 2028 roku.
Oleksandra Awramenko, Przewodnicząca Komitetu Integracji Europejskiej Ukraińskiej Akademii Nauk
Dostosowania agrochemiczne
Latifundist.com: A równolegle rozmawiamy o innym bloku – środkach ochrony roślin. Jak złożona jest ta kwestia dla naszego rynku?
Oleksandra Avramenko: To bardzo trudne. Po pierwsze, przejście z jednej substancji czynnej na drugą wymaga testów, aktualizacji map technologicznych i, co najważniejsze, inwestycji . Teraz niełatwo znaleźć te środki. Dlatego nie chodzi o zakazy, ale o zrównoważone przejście.
Latifundist.com: Kiedy rozmawiałem z ukraińskimi producentami pestycydów, powiedzieli mi wprost: „Jeśli po prostu skopiujemy europejskie zakazy, stracimy 40–50% naszego asortymentu”.
Oleksandra Awramenko: Tak, i to jest absolutnie realne zagrożenie. Wszyscy rozumiemy, jak ważny jest sektor rolny dla ukraińskiej gospodarki.
Dlatego problem ten musi być rozwiązywany stopniowo, wspólnie przez biznes i rząd , aby opracować realistyczny plan działania. Najważniejsze jest zatem nie przeskakiwanie od razu do sedna, ale ostrożne działanie zgodnie z planem.
Latifundist.com: Czy istnieją jakieś ramy czasowe dla tej transformacji?
Oleksandra Avramenko: Tak, są pewne ramy czasowe – do końca 2028 roku. Wszystkie obecne wolumeny wolnego handlu i zaktualizowane kwoty będą obowiązywać do tego czasu.
W ciągu tych trzech lat Ukraina będzie co roku składać sprawozdanie na temat wdrażania prawodawstwa europejskiego w obszarach ochrony środowiska, zdrowia zwierząt, dobrostanu zwierząt itp.
W 2028 roku odbędzie się nowy przegląd warunków handlowych
W 2028 roku odbędzie się nowy przegląd warunków handlowych i to właśnie wtedy UE zdecyduje, czy jest gotowa na dalsze rozszerzenie dostępu dla towarów ukraińskich. Oznacza to, że liberalizacja jest bezpośrednio związana z wdrożeniem norm.
Komisja Europejska pełni w istocie rolę swoistego „rozjemcy” między ukraińskim biznesem a europejskimi rolnikami. Musi nas zintegrować ze wspólną przestrzenią gospodarczą, ale nie po to, by wygrywać wszystkie mecze z producentami rolnymi z krajów członkowskich, którzy zawsze podkreślali, że ukraińscy producenci pracują w „nierównych warunkach”. Logika jest zatem prosta: jeśli spełniasz standardy, zyskujesz szerszy rynek.
Latifundist.com: Jednak adaptacja wymaga innego podejścia: nie wszystkie przedsiębiorstwa dysponują takimi samymi zasobami.
Oleksandra Avramenko: Zdecydowanie. Może warto podzielić na trzy grupy warunkowe:
Przedsiębiorstwa, które już eksportują do UE, albo już spełniają normy, albo znajdują się na końcowym etapie transformacji.
Regiony znajdujące się na pierwszej linii frontu oczywiście potrzebują dodatkowego wsparcia, ponieważ możliwości inwestycyjne są ograniczone.
A ci, którzy obecnie działają tylko na rynku krajowym, z czasem również będą musieli się dostosować, bo europejskie przepisy staną się naszymi.
Dlatego teraz najważniejsze stworzenie wspólnej mapy drogowej między biznesem a rządem, aby zmiany były realistyczne.
Kto jest przeciw?
Latifundist.com: A tak przy okazji, czy były jakieś kraje UE, które blokowały zatwierdzenie zaktualizowanej umowy?
Oleksandra Awramenko: Szczerze mówiąc, były, ponieważ niektóre sąsiednie państwa członkowskie nie są zachwycone rozszerzeniem dostępu dla ukraińskich towarów . Francja tym razem nie stawiała oporu. Jednak niektórzy sąsiedzi tradycyjnie zachowują powściągliwość, zwłaszcza jeśli chodzi o wrażliwe kategorie towarów.
Latifundist.com: I dlatego proces zatwierdzono dopiero w październiku, mimo że wstępne porozumienie osiągnięto już latem?
Oleksandra Awramenko: Tak. Pod koniec czerwca Ukraina i Komisja Europejska uzgodniły wstępnie parametry nowej umowy. Następnie dokument przeszedł przez wszystkie szczeble akceptacji w UE: od ekspertów i stałych przedstawicieli państw członkowskich ( COREPER ) po ministrów. Dopiero potem Rada Europejska dała zielone światło.
Po podpisaniu umowy strony wymieniły się notatkami w ramach Komitetu Stowarzyszenia w formacie handlowym i, jak potwierdził Taras Kachka , decyzja została już ostatecznie uzgodniona.
Latifundist.com: I jeszcze jedno. Komisja Europejska wspomniała o pomocy Ukrainie w dywersyfikacji eksportu – czy to konkretna umowa, czy wciąż tylko pomysł?
Oleksandra Awramenko: Na razie to raczej pomysł. Chodzi o wspieranie wejścia lub powrotu ukraińskiego eksportu na rynki trzecie, poza UE.
Mogłoby to być częścią nowej strategii handlowej, ale nie ma jeszcze szczegółów . UE po prostu przyznała: jeśli z powodu konkurencji lub presji politycznej nie możemy się rozszerzyć w Europie, musimy pomóc nam wejść na rynki Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu.
Zetor 7211 to ciągnik ceniony wśród rolników za prostą konstrukcję, niezawodność i stosunkowo niskie koszty eksploatacji. Jednak nawet najlepszy traktor nie uruchomi się bez sprawnego źródła energii. Akumulator pełni tu kluczową rolę – odpowiada nie tylko za rozruch silnika wysokoprężnego, ale także za zasilanie instalacji elektrycznej, świateł, ogrzewania kabiny czy dodatkowych urządzeń. Dobór niewłaściwego akumulatora skutkuje problemami z odpalaniem, szczególnie zimą, oraz szybszym zużyciem całego układu elektrycznego.
Parametry techniczne, na które należy zwrócić uwagę
Wybierając akumulator do Zetora 7211, trzeba kierować się przede wszystkim parametrami technicznymi, które muszą być zgodne z wymaganiami silnika i instalacji:
Napięcie – w Zetorze 7211 stosuje się instalację 12 V, dlatego akumulator musi mieć takie właśnie napięcie.
Pojemność – zazwyczaj zaleca się akumulatory o pojemności w zakresie 120–180 Ah. Większa pojemność ułatwia rozruch w niskich temperaturach, ale trzeba pamiętać o ograniczeniach przestrzeni montażowej.
Prąd rozruchowy (CCA) – wartość ta informuje, jaką mocą akumulator jest w stanie uruchomić silnik w trudnych warunkach. Dla Zetora 7211 najlepiej sprawdzają się akumulatory o prądzie rozruchowym minimum 800–1000 A.
Wymiary i biegunowość – akumulator musi fizycznie zmieścić się w miejscu montażu i mieć odpowiednio ustawione klemy, aby podłączenie nie sprawiało problemów.
Jeden akumulator czy dwa połączone?
Wielu rolników zastanawia się, czy do Zetora 7211 stosować jeden mocniejszy akumulator, czy dwa mniejsze połączone równolegle. Obydwa rozwiązania są praktykowane:
Jeden akumulator 12 V o dużej pojemności – to wygodniejsze i tańsze w obsłudze rozwiązanie. Montaż jest prostszy, a wymiana w razie awarii mniej kłopotliwa.
Dwa akumulatory po 6 V połączone szeregowo – takie rozwiązanie stosowane było w starszych ciągnikach. Dziś odchodzi się od tej konfiguracji ze względu na mniejszą dostępność akumulatorów 6 V oraz wyższe koszty wymiany.
W praktyce zdecydowana większość użytkowników Zetora 7211 wybiera jeden solidny akumulator 12 V.
Jakie technologie akumulatorów są dostępne?
Na rynku dostępnych jest kilka typów akumulatorów, różniących się budową i trwałością. Do ciągników rolniczych najczęściej stosuje się:
Akumulatory kwasowo-ołowiowe (klasyczne) – najpopularniejsze i stosunkowo tanie. Ich zaletą jest łatwa obsługa i dostępność w każdym sklepie rolniczym.
Akumulatory bezobsługowe (SMF) – wyposażone w zamkniętą konstrukcję, która nie wymaga dolewania elektrolitu. Są bardziej odporne na wibracje i dłużej utrzymują parametry.
Akumulatory AGM – magazynują energię w separatorach z maty szklanej, co zapewnia większą odporność na wstrząsy i lepsze przewodzenie prądu. Idealne dla maszyn pracujących w ciężkich warunkach, choć ich cena jest wyższa.
Do Zetora 7211 najlepiej sprawdzają się akumulatory bezobsługowe o pojemności 140–170 Ah i dużym prądzie rozruchowym. Dla gospodarstw, w których ciągnik pracuje zimą przy niskich temperaturach, warto rozważyć modele AGM.
Warunki pracy, a wybór akumulatora
Traktor w gospodarstwie nie pracuje w sterylnych warunkach – jest narażony na kurz, błoto, wilgoć i wibracje. Z tego względu wybierając akumulator, warto zwrócić uwagę na:
Odporność na wstrząsy i przechyły – szczególnie ważna, gdy ciągnik pracuje w terenie nierównym.
Szczelność obudowy – ogranicza ryzyko wycieku elektrolitu, co chroni instalację elektryczną przed uszkodzeniami.
Zakres temperatur pracy – akumulator musi radzić sobie zarówno w mroźne poranki, jak i w upalne lato podczas pracy na polu.
Jak dbać o akumulator w Zetorze 7211?
Nawet najlepszy akumulator szybko straci swoje właściwości, jeśli nie będzie odpowiednio użytkowany. Kilka podstawowych zasad pozwoli wydłużyć jego żywotność:
regularne sprawdzanie napięcia i poziomu naładowania,
utrzymywanie czystych klem i dobrego kontaktu przewodów,
ochrona przed głębokim rozładowaniem – silnik powinien być uruchamiany regularnie, nawet poza sezonem,
stosowanie prostownika do doładowania w okresie zimowym, gdy ciągnik rzadko pracuje.
Rekomendacje dla użytkowników
Rolnicy korzystający z Zetora 7211 najczęściej sięgają po akumulatory marek wyspecjalizowanych w ciężkim sprzęcie – takich jak Centra, Varta czy Banner. Najlepszym kompromisem między ceną a wydajnością okazują się modele 12 V o pojemności 150–170 Ah i prądzie rozruchowym powyżej 900 A. To rozwiązanie zapewnia pewny start silnika w niskich temperaturach i wystarczającą rezerwę energii do zasilania dodatkowych odbiorników w gospodarstwie.
Warto przy tym pamiętać, że żywotność akumulatora w warunkach rolniczych zazwyczaj wynosi 4–6 lat, a na jego trwałość ogromny wpływ ma sposób eksploatacji i konserwacji. Dlatego inwestycja w markowy produkt z dobrą gwarancją często okazuje się tańsza w perspektywie długoterminowej niż wybór tańszego zamiennika.
Ta strona korzysta z plików cookies. Służą do tego, by strona działała prawidłowo a także do analizowania ruchu na stronie, a także, by wyświetlać Ci lepiej dopasowane treści i reklamy. Stosujemy również cookies podmiotów trzecich. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności i cookies.
Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić wrażenia podczas poruszania się po witrynie. Niektóre z nich są przechowywane w przeglądarce, bo są niezbędne do działania podstawowych funkcji witryny. Używamy również plików cookie podmiotów trzecich, które pomagają nam analizować i rozumieć, w jaki sposób korzystasz z tej witryny. Te pliki cookie oraz pliki stosowane w celach reklamowych będą przechowywane w Twojej przeglądarce tylko za Twoją zgodą. Masz również możliwość rezygnacji z tych plików cookie. Jednak rezygnacja z niektórych z tych plików cookie może wpłynąć na wygodę przeglądania.
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.
Cookie
Duration
Description
cookielawinfo-checkbox-analytics
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Analityczne”.
cookielawinfo-checkbox-functional
11 months
To ciasteczko jest stosowane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent, aby udokumentować zgodę użytkownika na ciasteczka z kategorii "Funkcjonalne".
cookielawinfo-checkbox-necessary
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Niezbędne”.
cookielawinfo-checkbox-others
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Inne”.
cookielawinfo-checkbox-performance
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent. Jest stosowane, by przechowywać zgodę użytkownika na pliki cookies z kategorii „Wydajnościowe”.
viewed_cookie_policy
11 months
To ciasteczko jest używane przez wtyczkę GDPR Cookie Consent i służy do przechowywania informacji, czy użytkownik wyraził zgodę na korzystanie z plików cookie. Nie przechowuje żadnych danych osobowych.
Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.
Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzjący wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.
Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.