Co znajdziesz w artykule?
Żywność z Ukrainy pod lupą: Czarne chmury nad ukraińskim eksportem drobiu. Po tym, jak Mołdawia (ANSA) wprowadziła natychmiastowy zakaz importu mięsa i jaj z Ukrainy, polskie służby graniczne również notują rekordową liczbę zatrzymanych transportów. Powód? Już nie tylko błędy w papierach, ale groźna chemia i pleśń. Sprawdzamy, co to oznacza dla polskiego rynku.
Mołdawia mówi „stop” przez metronidazol
Decyzja mołdawskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Żywności (ANSA) z przełomu stycznia i lutego 2026 roku odbiła się szerokim echem w całym regionie. Powodem całkowitego embarga na drób i jaja z Ukrainy jest wykrycie metronidazolu – antybiotyku zakazanego w produkcji żywności w UE i Mołdawii od ponad dwóch dekad.
Inspektorzy wykazali, że ukraińskie systemy kontroli są nieszczelne, a zakazany lek wciąż jest tam dostępny w obrocie weterynaryjnym. Dla Mołdawii, która importowała stamtąd 20% drobiu, to potężny wstrząs, ale bezpieczeństwo konsumentów postawiono na pierwszym miejscu.
Polska: Co dziesiąty transport zawracany
W Polsce, mimo braku oficjalnego embarga na drób, sytuacja na przejściach granicznych jest niemal równie radykalna. Zgodnie z najnowszymi danymi IJHARS, obecnie aż co dziesiąty transport żywności z Ukrainy nie przechodzi weryfikacji.
- Fitosanitarne sito: Tylko w ostatnich dniach zablokowano m.in. 58 ton koncentratu pomidorowego (pleśń) oraz 40 ton margaryny (zatajenie składu).
- Wojna o „lustrzane przepisy”: Ministerstwo Rolnictwa finalizuje prace nad rozporządzeniem, które pozwoli na systemowe blokowanie towarów zawierających pestycydy i antybiotyki niedopuszczone w UE (tzw. klauzule lustrzane).
- Sklepowa czystka: Kontrole IJHARS wewnątrz kraju wykazały nieprawidłowości w 8 na 10 sklepów oferujących ukraińską żywność. Główne grzechy to brak polskich etykiet i ukrywanie alergenów.
Rynek zbóż a afera drobiowa
Sytuacja jest paradoksalna. Jak pamiętamy, świat cieszy się obecnie rekordową podażą zbóż (świetne zbiory w Argentynie i Australii), co powinno obniżać ceny pasz i mięsa. Jednak narastające bariery sanitarne i problemy z jakością importu z Ukrainy działają jak „hamulec bezpieczeństwa”.
Dla polskiego rolnika to sygnał, że presja cenowa ze Wschodu może zelżeć – nie ze względu na brak towaru, ale przez jego niską jakość, której europejskie służby nie zamierzają już tolerować. Co więcej, ukraińskie jaja od stycznia 2026 r. objęte są cłami po przekroczeniu kontyngentów, co dodatkowo studzi zapał importerów.
Wniosek: Koniec ery przymykania oczu. „Żywność z Ukrainy” przestaje być tanim zamiennikiem, a staje się towarem wysokiego ryzyka dla importerów, co może być szansą na stabilizację cen dla krajowych producentów.
Opracowanie Agroprofil na podstawie ANSA







