Jesienna wegetacja rzepaku ozimego w 2026 roku rozpoczęła się bez poważniejszych komplikacji, choć lokalnie rolnicy musieli mierzyć się z nierównomiernymi wschodami. Późniejsze ocieplenie przyspieszyło rozwój roślin, które po blisko dwóch miesiącach wegetacji znajdują się przeważnie w dobrej kondycji. Na plantacjach przeprowadzono już ważne o tej porze roku zabiegi fungicydowo-regulujące, a odpowiedni dobór substancji, szczególnie tych odpowiadających za regulację pokroju rzepaku, ma duże znaczenie dla jego przygotowania do zimy. Doświadczenia z poprzedniego sezonu pokazały, że zaniedbania w tym zakresie mogą skutkować wymarznięciami i znacznym przerzedzeniem plantacji.
Warunki pogodowe na początku sezonu 2026/27 przypominały te sprzed roku, a w czasie siewów gleba w wielu miejscach nadal była niedostatecznie uwilgotniona, co utrudniało kiełkowanie nasion i równomierne wschody. Pierwszym tygodniom wegetacji towarzyszyły również stosunkowo wysokie temperatury, które sprzyjały aktywności pchełki rzepakowej.
Pchełka rzepakowa to szkodnik, który wygryza otwory w tkankach młodych roślin, a przy dużym nasileniu żerowania może doprowadzić do całkowitego zniszczenia ich części nadziemnych. Z tego powodu po stwierdzeniu obecności szkodnika konieczna była szybka interwencja insektycydowa, a znacznie spokojniejsza sytuacja panowała w przypadku śmietki, której większej aktywności i związanych z nią uszkodzeń korzeni nie obserwowano.
Ubiegłoroczne doświadczenia pokazały, jak poważne mogą być następstwa jesiennych nalotów pchełki. Część uszkodzonych plantacji trzeba było zlikwidować dopiero wiosną, gdy po wznowieniu wegetacji możliwa stała się ocena rzeczywistych strat. Co więcej, nawet na polach, na których rośliny wyglądały stosunkowo dobrze, przed żniwami można było znaleźć dorodne z zewnątrz egzemplarze z licznymi śladami żerowania wewnątrz tkanek.
– Trzeba pamiętać, że uszkodzenia, które spowodowała pchełka rzepakowa, otwierają drogę do zainfekowania roślin przez sprawców chorób grzybowych. To oznacza, że zwłaszcza na plantacjach, na których doszło do znacznych uszkodzeń młodych roślin, należało zadbać o rzetelną, skuteczną ochronę fungicydową – przypomina Michał Filipowski, menedżer ds. upraw rolniczych w firmie INNVIGO.
Zabiegi fungicydowe połączone z regulacją wzrostu wykonywano na przełomie września i października, kiedy rzepak znajdował się w początkowych fazach rozwoju liści, określanych jako BBCH 12–14.
Objawy chorób były słabo widoczne, ale ryzyko infekcji pozostało
Podczas lustracji plantacji prowadzonych pod koniec września na ogół nie stwierdzano wyraźnych objawów porażenia przez patogeny grzybowe. Sprzyjały temu stosunkowo niskie temperatury utrzymujące się w drugiej połowie miesiąca, a brak widocznych symptomów nie oznaczał jednak, że rośliny nie były infekowane.
Sytuacja pogodowa zmieniła się na przełomie września i października. Po chłodniejszym okresie nastąpiło ocieplenie, a temperatury w ciągu dnia przekraczały miejscami 20°C, a dodatkowo w drugim tygodniu października pojawiły się opady deszczu, tworząc warunki sprzyjające rozwojowi chorób grzybowych.
W ostatnich latach szczególne znaczenie w jesiennej ochronie rzepaku przypisuje się suchej zgniliźnie kapustnych oraz werticiliozie. Obie choroby stanowią poważne zagrożenie dla zdrowotności plantacji i mogą negatywnie wpływać na późniejsze plonowanie. Z tego względu dobór fungicydów powinien uwzględniać możliwość ograniczania ich sprawców już w początkowym okresie wegetacji.
Nowy fungicyd do jesiennej ochrony rzepaku przed werticiliozą
Podstawą wielu jesiennych programów ochrony fungicydowej są triazole, wśród których znajdują się difenokonazol, tebukonazol i metkonazol. Poszczególne substancje różnią się właściwościami, a niektóre wykazują przede wszystkim działanie grzybobójcze, natomiast inne dodatkowo wpływają na regulację wzrostu roślin.
Pozwala to dostosować zabieg do stanu plantacji. Rzepak rozwijający się na słabszych stanowiskach, gdzie wystąpiły trudności ze wschodami, potrzebował innego poziomu regulacji niż rośliny, których rozwój został przyspieszony przez wysokie temperatury występujące bezpośrednio po siewach.
Osobną kwestią pozostaje ochrona pól szczególnie narażonych na werticiliozę. Przed rozpoczęciem sezonu 2026/27 firma INNVIGO uzyskała rejestrację dla preparatu Saturion 325 SC – jest to dwuskładnikowy fungicyd zawierający azoksystrobinę oraz difenokonazol, przeznaczony do zwalczania kilku groźnych chorób rzepaku.
Zakres jego zastosowania obejmuje suchą zgniliznę kapustnych, zgniliznę twardzikową, czerń krzyżowych i szarą pleśń. Preparat służy również do ograniczania werticiliozy, a istotną cechą tego rozwiązania jest możliwość stosowania jesienią, czyli w okresie, w którym dochodzi do infekowania roślin przez sprawców tej choroby.
– Saturion 325 SC jest wyjątkowy, ponieważ zawiera wysokiej jakości azoksystrobinę, po raz pierwszy zarejestrowaną do użytku jesiennego – podkreśla ekspert INNVIGO.
– Jej rolą jest ograniczanie rozwoju werticiliozy. Substancja ta charakteryzuje się długim okresem przemieszczania się w roślinie. Chroni nie tylko nadziemne części roślin, jak robią to triazole, ale przemieszcza się do części podziemnych. To ważne, bo do infekcji werticiliozy dochodzi właśnie pod ziemią. W kompleksowym programie ochrony fungicydowej azoksystrobina powinna być stosowana też wiosną.
Wybór Saturion 325 SC ze względu na szerokie działanie fungicydowe nie zwalniał jednak plantatorów z konieczności zadbania o właściwą regulację wzrostu. W tym celu zabieg należało uzupełnić odpowiednim rozwiązaniem regulującym, na przykład opartym na metkonazolu, chlorku mepikwatu lub trineksapaku etylu.
Regulacja rzepaku przed zimą. Poprzedni sezon pokazał konsekwencje zaniedbań
Pomimo początkowego deficytu wilgoci wrześniowe deszcze poprawiły warunki rozwoju rzepaku. Młode rośliny uzyskały dostęp do odpowiedniej ilości wody, dzięki czemu na większości plantacji ich kondycja po pierwszych tygodniach wegetacji była zadowalająca. Nie wszędzie sytuacja wyglądała jednak jednakowo, a na części pól widoczne były różnice w wielkości roślin wynikające z nierównomiernych wschodów, a dodatkowym problemem pozostawały uszkodzenia blaszek liściowych spowodowane przez pchełkę rzepakową.
Kiedy wraz ze wzrostem temperatur tempo rozwoju rzepaku zaczęło przyspieszać, szczególnego znaczenia nabrały zabiegi regulujące. Ich zadaniem było ograniczenie wzrostu wydłużeniowego oraz rozwoju łodygi głównej, dzięki czemu rośliny nie powinny nadmiernie wyrastać ponad łan, a ich stożki wzrostu pozostają mniej narażone na działanie niskich temperatur. To właśnie stożek wzrostu jest jedną z części rośliny szczególnie podatnych na uszkodzenia mrozowe.
– Przestrzegaliśmy rolników, żeby nie odpuszczali tego zabiegu, bo on pozwala zatrzymać jak największą obsadę roślin na polu – mówi Michał Filipowski.
– Widzieliśmy w zeszłym roku, że niskie temperatury faktycznie mogą zrobić dużą krzywę rzepakowi. Skutki były obserwowane nie tylko od razu po zimie. Niekorzystne efekty występowały też na późniejszych etapach rozwojowych. W kwietniu czy maju okazywało się, że takie rzepaki nie rosną równie dobrze jak te, które nie zostały uszkodzone przez mrozy.
Przebieg poprzedniego sezonu wyraźnie pokazał, że pominięcie jesiennej regulacji może prowadzić do zmniejszenia obsady roślin, a w konsekwencji również do ograniczenia dochodów z uprawy. W ostatnich latach dominowały zimy stosunkowo łagodne, podczas których nadmiernie wyrośnięty jesienią rzepak nie zawsze ponosił duże straty. Inaczej wyglądała jednak zima 2025/26, kiedy długotrwałe, znaczne spadki temperatur przy jednoczesnym braku pokrywy śnieżnej okazały się szczególnie niekorzystne dla roślin, które przed zakończeniem jesiennej wegetacji zostały niedostatecznie przygotowane do zimowania.
Konsekwencją były między innymi straty w obsadzie oraz niższe plony, odbiegające od wyników uzyskiwanych przeciętnie w poprzednich latach. Skalę problemów odzwierciedlają dane Głównego Urzędu Statystycznego. W opublikowanym pod koniec września opracowaniu Przedwynikowy szacunek głównych ziemiopłodów rolnych i ogrodniczych w 2026 r. wskazano, że rzepak przezimował gorzej niż w poprzednim sezonie. Według szacunków zbiory rzepaku i rzepiku mają wynieść łącznie około 3 mln ton. Oznacza to spadek o 17,3% w porównaniu z poprzednim rokiem. Jednocześnie powierzchnia upraw tych roślin zmniejszyła się o około 8,4%.
Rozwój systemu korzeniowego ma znaczenie również podczas suszy
Działanie substancji regulujących wzrost rzepaku nie ogranicza się wyłącznie do skracania części nadziemnych. Środki te oddziałują także na gospodarkę hormonalną roślin, między innymi okresowo hamując wydzielanie auksyn odpowiadających za wzrost wydłużeniowy. Zmiany te mogą jednocześnie sprzyjać aktywności innych hormonów uczestniczących w rozwoju systemu korzeniowego, w efekcie regulacja może wpływać nie tylko na pokrój roślin, lecz także na rozbudowę ich korzeni.
Poza triazolami do jesiennych zabiegów wykorzystywane są również substancje wykazujące wyłącznie działanie regulujące, a przykładem jest chlorek mepikwatu, którego wpływ na rozwój korzeni był przedmiotem licznych badań naukowych. Wykazano, że substancja ta może korzystnie oddziaływać na system korzeniowy, między innymi poprzez poprawę pobierania składników pokarmowych, a ważnym efektem jest również zwiększenie możliwości pobierania wody przez rośliny.
W warunkach obserwowanych w ostatnich sezonach ma to szczególne znaczenie. Niedobory wilgoci w glebie oraz występowanie dostępnej wody głębiej w profilu glebowym sprawiają, że odpowiednio rozwinięty system korzeniowy staje się istotnym elementem prawidłowego wzrostu i kondycji rzepaku.
Źródło: Informacja prasowa INNVIGO







