środa, 14 stycznia, 2026

Umowa z Mercosur to dopiero początek! Czy jedynym ratunkiem jest cięcie kosztów produkcji?

Podczas gdy oczy rolniczej Europy zwrócone są na protesty przeciwko umowie z krajami Ameryki Południowej (Mercosur), w kuluarach Brukseli początek 2026 roku przynosi przyspieszenie kolejnych negocjacji. Na stole leżą porozumienia z Indiami, Australią i Meksykiem. Dla polskiego rolnika oznacza to jedno: kumulację importu towarów produkowanych przy drastycznie niższych kosztach i standardach.

Przeczytaj również – Protesty rolnicze: Francuscy rolnicy ponownie blokują Paryż

Strategia „Towar za żywność”

W handlu międzynarodowym rolnictwo często służy jako „waluta przetargowa”. Bruksela dąży do otwarcia rynków azjatyckich i latynoamerykańskich dla europejskich maszyn, samochodów i usług cyfrowych. Ceną za te kontrakty są ustępstwa w dostępie do unijnego rynku żywności.

Gdzie uderzą kolejne umowy? (Prognoza na 2026)

  • Mercosur: Faza ratyfikacji. Kluczowe zagrożenie dla polskiej wołowiny, drobiu i cukru.
  • Indie: Szczyt UE–Indie w styczniu 2026 r. ma przynieść przełom w dostępie do rynku ryżu, cukru i tanich komponentów paszowych.
  • Australia: Trwające negocjacje o zwiększenie kontyngentów na bezcłową wołowinę i baraninę.

Dlaczego polski producent stoi na straconej pozycji?

Problem nie leży w braku wydajności naszych gospodarstw, ale w podwójnych standardach. Podczas gdy polski rolnik jest krępowany wymogami Zielonego Ładu, unijny import będzie zasilany towarami z krajów, gdzie:

  1. Chemia bez limitów: W Brazylii czy Indiach nadal stosuje się substancje czynne wycofane w UE lata temu.
  2. Stymulatory wzrostu: Produkcja mięsa w Ameryce Płd. często opiera się na antybiotykowych stymulatorach wzrostu, zakazanych w Polsce.
  3. Koszty produkcji: Brak unijnych norm socjalnych i środowiskowych sprawia, że koszt wytworzenia tony wołowiny czy cukru za granicą jest o 30–50% niższy niż w Polsce.

Klucz do przetrwania: Zmniejszenie obciążeń, a nie tylko cła

Wielu ekspertów i organizacji rolniczych podkreśla, że walka o same cła może nie wystarczyć. Rozwiązaniem, które realnie wyrównałoby szanse, byłoby zdecydowane zmniejszenie obciążeń nakładanych na unijnych rolników.

Jeśli UE chce otwierać rynek, musi pozwolić swoim producentom konkurować cenowo. Oznaczałoby to:

  • Redukcję biurokracji: Uproszczenie sprawozdawczości i kontroli, które dziś pochłaniają czas i pieniądze.
  • Zrewidowanie restrykcji klimatycznych: Złagodzenie wymogów dotyczących nawożenia i ochrony roślin, by koszty środków produkcji nie odbiegały tak drastycznie od reszty świata.
  • Wsparcie energii i paliw: Obniżenie kosztów energii, która w Europie jest wielokrotnie droższa niż u konkurentów z Mercosur czy Azji.

Bez poluzowania gorsetu regulacyjnego, polskie gospodarstwa pozostaną „skansenem wysokich kosztów” w starciu z globalną, tanią masówką.


Druga strona medalu: Kto na tym zyska?

Dla zachowania uczciwości należy wskazać sektory, które w tych umowach upatrują ogromnych szans. Umowy wolnohandlowe to potężne wpływy do budżetu z innych gałęzi gospodarki:

  • Polska branża motoryzacyjna i maszynowa: Zyska na zniesieniu ceł (sięgających dziś 35% w Mercosur). To szansa na kontrakty dla fabryk zlokalizowanych w naszym kraju.
  • Przetwórstwo spożywcze „Premium”: Producenci słodyczy i serów dojrzewających zyskają dostęp do rosnącej klasy średniej w Indiach i Brazylii.
  • Surowce dla technologii: Umowy (np. z Australią) gwarantują UE bezcłowy dostęp do litu i miedzi, niezbędnych do produkcji nowoczesnych maszyn rolniczych i elektroniki.

Podsumowanie: Interes ogółu vs bezpieczeństwo żywnościowe

Bruksela patrzy na umowy handlowe przez pryzmat globalnego PKB. Według wyliczeń Komisji Europejskiej, eksport do krajów Mercosur wspiera już teraz ponad 29 tysięcy miejsc pracy w Polsce.

Jednak dla polskiej wsi bilans pozostaje niepokojący. Jeśli Unia nie wprowadzi klauzul lustrzanych (wymóg tych samych norm dla importu) lub drastycznie nie obniży kosztów narzucanych własnym rolnikom, otwarcie granic może zdemolować rodzimą produkcję zwierzęcą i roślinną.

spot_img
Andrzej Bąk
Andrzej Bąk
Pochodzę ze wsi położonej na Lubelszczyźnie. Wykształcenie zdobyłem na studiach rolniczych w Olsztynie i Lublinie (ekonomika rolnictwa), oraz w Wyższej Szkole Menedżerów (doradztwo inwestycyjne i analiza finansowa). Pracowałem przy tworzeniu Warszawskiej Giełdy Towarowej S.A. (WGT S.A.) przy udziale ekspertów z giełdy w Chicago. Aktualnie prowadzę portal internetowy e-WGT - Internetowa Giełda Rolna należący do WGT S.A. Na co dzień zajmuję się analizą rynków rolnych i paliw.

Napisz komentarz

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie
Zobacz wszystkie komentarze

Podobne artykuły

Bieżący Agro Profil

spot_img

Śledź nas

Ostatnie artykuły

Strefa wiedzy

Pogoda dla rolników

0
Chętnie poznamy Twoją opinię, skomentuj!x