Ponad 50-letni John Deere z Bawarii przeszedł niezwykłą metamorfozę. Zamiast silnika Diesla pracuje dziś na napędzie elektrycznym, a energię czerpie z instalacji fotowoltaicznej zamontowanej na gospodarstwie. Choć nie zastąpi dużych maszyn podczas najcięższych prac polowych, doskonale sprawdza się w codziennych obowiązkach na farmie.
Zabytkowy traktor bez spalin i hałasu
Gdy elektryczny John Deere przejeżdża przez podwórze gospodarstwa Petera Aignera w Simbach koło Landau, uwagę zwraca przede wszystkim cisza. Nie słychać charakterystycznego ryku silnika ani nie czuć zapachu spalin. Zamiast tego pojawia się jedynie delikatny szum napędu elektrycznego.
Rolnik pracujący na pół etatu postanowił samodzielnie zelektryfikować swój ponad półwieczny ciągnik. Powód był prosty – nowe traktory elektryczne są bardzo drogie, a używane egzemplarze trudno znaleźć na rynku.
Około 100 godzin pracy nad przebudową
Realizacja projektu wymagała wielu zmian konstrukcyjnych. Z ciągnika usunięto zbiornik paliwa, silnik wysokoprężny, układ wydechowy oraz sprzęgło. Następnie całość została dostosowana do pracy z napędem elektrycznym.
Na wykonanie wszystkich prac Aigner poświęcił około 100 godzin. Jako emerytowany inżynier geodeta od dwóch lat zajmuje się przebudową traktorów i klasycznych pojazdów, dlatego tego typu wyzwania traktuje nie tylko jako hobby, ale również sposób na rozwijanie swojej pasji.
Moc pozostała taka sama jak wcześniej
Efekt końcowy okazał się zaskakująco dobry. Elektryczny John Deere dysponuje mocą 25 kW, czyli około 34 KM. To dokładnie tyle samo, ile oferował wcześniej z silnikiem spalinowym.
Dzięki temu ciągnik zachował swoje możliwości podczas wielu codziennych prac wykonywanych w gospodarstwie.
Akumulator wystarcza nawet na dwie godziny pracy
Kluczowym elementem projektu jest akumulator o pojemności 14 kWh. Energia potrzebna do jego ładowania pochodzi z instalacji fotowoltaicznej zamontowanej na gospodarstwie.
Według właściciela jedno ładowanie pozwala na około godzinę koszenia lub nawet dwie godziny pracy przy sianie. To wystarczający wynik do wielu typowych zadań wykonywanych na podwórzu i pastwiskach.
Jednocześnie rolnik przyznaje, że w przypadku ciężkich prac, takich jak orka czy ciągnięcie dużych maszyn, nadal konieczne jest wykorzystanie większego ciągnika z silnikiem Diesla.
Coraz większe zainteresowanie elektryfikacją maszyn rolniczych
Przy realizacji projektu Aigner korzystał ze wsparcia Hansa Hausa z Pfarrkirchen, który od lat zajmuje się konwersją klasycznych pojazdów na napęd elektryczny.
Jak podkreśla specjalista, zainteresowanie elektryfikacją w rolnictwie stale rośnie. Szczególnie popularne stają się elektryczne ładowarki i pojazdy pracujące wewnątrz budynków gospodarczych. Brak spalin poprawia warunki pracy w stodołach, a własna energia z paneli słonecznych pozwala ograniczyć koszty eksploatacji.
Koszt inwestycji wyniósł około 15 tysięcy euro
Przebudowa zabytkowego Johna Deere’a nie była tania. Peter Aigner przeznaczył na projekt około 15 tys. euro. Kwota objęła zakup silnika elektrycznego, pompy hydraulicznej oraz akumulatora.
Mimo to właściciel uważa, że inwestycja ma sens, zwłaszcza że projekt wciąż jest rozwijany.
Akumulator ciągnika pomoże zasilać dom
Rolnik planuje wykorzystać baterię swojego elektrycznego traktora również poza pracą w gospodarstwie. W przyszłości akumulator ma pełnić funkcję magazynu energii dla domu.
Kiedy ciągnik będzie stał zaparkowany na podwórku, zgromadzona energia będzie mogła zasilać budynek w okresach mniejszej produkcji z paneli fotowoltaicznych. Dzięki temu stary John Deere stanie się nie tylko maszyną rolniczą, ale również elementem domowego systemu energetycznego.









