Co znajdziesz w artykule?
W Prószkowie na Opolszczyźnie odbyło się doroczne podsumowanie wyników użytkowości mlecznej krów poznańskiego regionu Krajowej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Dopisali hodowcy, firmy towarzyszące i mleczarnie. Okazało się, że wydajność wciąż przekracza dziesięć tysięcy kilogramów mleka od krowy nie należy w województwie opolskim do rzadkości. I znów województwo opolskie uplasowało się na pierwszym miejscu podium.

Podczas święta hodowców mleka najlepszym producentom wręczono nagrody.
11208 kilogramów mleka rocznie
Martin Ziaja, prezes Opolskiego Związku Hodowców Bydła:
– Dzisiaj świętujemy nasze pierwsze miejsce. Jestem bardzo dumny, że mogę stać na czele tak fantastycznych hodowców. Osiągnęliśmy wynik 11 208 litrów, co daje nam pierwsze miejsce w kraju. Pod oceną w województwie opolskim jest ponad 240 gospodarstw i ponad 22 tysiące krów mlecznych. Plasuje nas to na tym szczytnym pierwszym miejscu po raz kolejny.
Wysoka wydajność i ograniczanie kosztów
– Fantastyczni hodowcy, zwłaszcza teraz w tych trudnych czasach, kiedy wchodzimy w kryzys, a nasi hodowcy w województwie opolskim pokazują to, jak w dobrych czasach zarabiać, jak trudne czasy przetrwać właśnie dzięki wysokiej wydajności, dzięki ograniczaniu kosztów i dzięki dobremu zarządzaniu.
Zdrowotność zamiast wydajności
Dariusz Piątek, sekretarz Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka:
– Ci, którzy hodują bydło doskonale wiedzą, ile trzeba włożyć pracy, wysiłku i wiedzy, żeby takie wydajności osiągać. Nie sądzę, że ta wydajność będzie gdzieś gwałtownie rosła, a to z tytułu tego, że miarą opłacalności produkcji nie jest też wzrost wydajności, ale zdrowotność krów czy inne parametry, które decydują o opłacalności. Także proponowałbym tą wydajność zostawić na poziomie tych najlepszych około 14 tys. kilogramów i na tym poprzestać. Chociaż, jeżeli ktoś życzy sobie produkować więcej mleka, to jak najbardziej. Może, tylko te koszty mogą się wtedy zwiększać i opłacalność oczywiście może być mniejsza.
Rozród przede wszystkim
Arnold Hurek, hodowca z Krośnicy
– Mamy średnio-rocznie 72-74 sztuki i na razie plany jakieś tam może są, ale na razie to tak stoimy i robimy to, co mamy w zasięgu swoich możliwości. Powinna tutaj stać moja córka Wiktoria, bo to ona głównie zajmuje się rozrodem, a zawsze jest tak, że oprócz wydajności rozród musi być. Jeżeli rozród nie działa, to mleka też nie będzie. Od lat co roku mamy wzrost wydajności o 300-400 litrów od krowy, ale jeżeli krowy będą zdrowe i my ludzie, czyli obsługa i rodzina będzie zdrowa, to no nie wiem, co się złego stanie.
Holsztynofryzy czerwone na podium
Arkadiusz Kożuszko, prezes Ośrodka Hodowli Zarodowej w Głogówku:
– Jestem bardzo dumny z wyników za 2025 rok. Wszystkie nasze gospodarstwa były na podium. Zajęliśmy pierwsze i drugie miejsce w kategorii od 150 do 300 krów oraz drugie miejsce w kategorii powyżej 300 krów. Dla nas jest to też o tyle istotne, że prowadzimy hodowlę holsztynofryza czerwonego, a w kategorii startowały wszystkie krowy, zarówno czarno-białe, jak i czerwono-białe. Dla nas to jest niebywały sukces. Dzisiaj średnia wydajność z naszych obór to jest powyżej 13 tysięcy. To można powiedzieć jest zaprzeczeniem, jak każdy mówi, że krowy czerwono-białe dają mniej mleka. To jest długoletnia praca całego zespołu: głównego hodowcy oraz zootechników i kierowników na fermach. Im należą się największe gratulacje.
Kombinat Rolny Kietrz najlepszy
Wszystkie miejsca na podium wśród największych obór zajęły po raz kolejny trzy obiekty Kombinatu Rolnego Kietrz, w którym hodowanych jest prawie dziesięciu tysięcy sztuk bydła, z czego prawie cztery tysiące to dojne krowy. Z zakładu wyjeżdża sto osiem tysięcy litrów, czyli cztery cysterny mleka dziennie.
Mariusz Sikora prezes Kombinatu Rolnego Kietrz:
– Każda wygrana stawia poprzeczkę wyżej, a wiadomo, że to lidera zawsze się goni. To pierwsze miejsce zawsze zobowiązuje do ciężkiej pracy, szczególnie, że mówimy tutaj o bydle mlecznym, gdzie praca nie należy do najłatwiejszych, bo jest to praca 365 dni w roku. Dzisiaj mamy ponad 3800 krów dojnych. Łącznie z młodzieżą to jest stado blisko 10 tysięcy sztuk bydła. Produkujemy blisko 48 milionów litrów mleka w skali roku, czyli codziennie z Kombinatu wyjeżdża ponad pięć cystern, pięć tirów mleka.
Waldemar Gacek, wiceprezes Zarządu Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej we Włoszczowie:
– Cieszy mnie to, że dostawcy z Opolskiego osiągnęli pierwsze miejsce w kraju pod względem wydajności. Cieszy również to, że są wśród nich nasi dostawcy, którzy mają też fajne osiągnięcia. To napawa optymizmem na przyszłość, że będzie dobrze w mleczarstwie.
Czy kryzys w mleczarstwie przemija?
– Ja z natury jestem optymistą. Myślę, że, skończy się to dobrymi wynikami i dobrą ceną również w przyszłości, taką mamy nadzieję. Ceny już zaczęliśmy podnosić: na marzec daliśmy pięć groszy wyżej, ale czy to się utrzyma, czy ta tendencja będzie taka dalej, to zobaczymy po kwietniowych wynikach, jak to się ukształtuje z ilością mleka. Wojny też robią swoje, koszty wzrastają, i to też może się przełożyć na to, że ciężko będzie wygospodarować fundusze na jakąś tam solidną podwyżkę dla dostawców.
Czy hodowcy zaczną się wykruszać?
Martin Ziaja, prezes Opolskiego Związku Hodowców Bydła:
– Oczywiście wśród nas znajdą się hodowcy, którzy tego trendu spadkowego mogą nie wytrzymać, którzy mają wysokie koszta i inny sposób na życie, ciekawszy jak hodowla krów. To jest normalny proces, wiele gospodarstw ubędzie. Ten proces trwa od wielu lat: liczba gospodarstw maleje, stado krów w Polsce też maleje. Może nie w takim tempie, ale w dobrych gospodarstwach tak szybko rośnie wydajność, że i tak produkujemy z roku na rok więcej mleka, co właśnie też skutkuje tym kryzysem, bo usłyszałem kiedyś takie zdanie, które jest prawdziwe, że jesteśmy dzisiaj ofiarami własnego sukcesu.
Coraz więcej mleka
– Z jednej strony mamy sukces, mamy coraz lepsze wyniki i w ten sposób dostarczamy coraz więcej surowca na rynek, nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej. Na świecie również przybywa mleka, co powoduje nadpodaż, czego efektem jest słaba cena. Trzeba mieć nadzieję, że po jakimś cena znowu wzrośnie, oczywiście tylko dzięki spadkowi produkcji. To, że niektórzy zrezygnują, nie wytrzymają tego, da szansę tym, którzy będą chcieli zostać, którzy nie mają innej alternatywy jak produkować mleko, no i oczywiście cała nasza nadzieja w konsumentach, że będą częściej sięgali po nabiał.
Coraz większa specjalizacja
Dariusz Piątek, sekretarz Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka:
– Takie spadki cen produkcji mleka obserwujemy co jakiś czas w okresie około 7-8 lat. Trzeba tu jasno powiedzieć, że produkcja mleka jest najbardziej pracochłonną gałęzią polskiego rolnictwa. Dużo ludzi odchodzi od produkcji mleka, natomiast już dzisiaj są gospodarstwa bardzo wyspecjalizowane, jest wiele robotów udojowych, wiele nowych, świetnych urządzeń, które tę pracochłonność troszeczkę ograniczają. Nie proponuję zaprzestawać produkcji mleka, tylko rozwijać się, bo to jest przyszłość polskiego rolnictwa.
dr Mariusz Drożdż










