Co znajdziesz w artykule?
Kredyt płynnościowy z oprocentowaniem 1% brzmiał jak wybawienie, ale rzeczywistość dla wielu okazała się brutalna: „limit wyczerpany”. Dlaczego jedni dostali wsparcie, a inni odeszli z kwitkiem? Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) właśnie przerwał milczenie, odpowiadając na interwencję izb rolniczych. Te wyjaśnienia pokazują mechanizm, który warto znać przed kolejnymi naborami.
Pieniądze były ogromne, ale chętnych dwa razy więcej
Zacznijmy od konkretów, które robią wrażenie. BGK trzykrotnie zwiększał pulę środków, by ostatecznie dobić do poziomu 2,33 mld zł na gwarancje. To pozwoliło „uruchomić” w bankach niemal 3 mld zł taniego kredytu. Wydaje się dużo? Nic bardziej mylnego. Z oficjalnych danych wynika, że zapotrzebowanie ze strony rolników i przetwórców było dwukrotnie wyższe niż najszczodrzejsze możliwości Funduszu Gwarancji Rolnych. To była klasyczna walka o ogień – kto pierwszy, ten lepszy.
Pułapka grudniowego terminu
Dlaczego w bankach panowała taka nerwowość i pośpiech? Kluczem jest skrót, który zna każdy gospodarz: PROW. Środki na dopłaty pochodziły z kończącego się Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Zasady były nieubłagane – każda złotówka z tej puli musiała zostać wypłacona na konto rolnika do 31 grudnia 2025 roku. To dlatego banki miały „nóż na gardle”, a procesy decyzyjne musiały biec ekspresowo. Jeśli Twój wniosek utknął w kolejce, najpewniej po prostu zabrakło czasu na jego rozliczenie przed zamknięciem unijnego worka z pieniędzmi.
Banki spółdzielcze górą, ale system rezerwacji zawiódł?
Dla rolników najważniejszą informacją jest fakt, że aż 72% limitów trafiło do bankowości spółdzielczej. To tam bije serce finansowania polskiego rolnictwa. BGK wyjaśnił jednak, jak wyglądało dzielenie tych pieniędzy „od środka”. W zrzeszeniach takich jak BPS czy SGB początkowo panowała wolna amerykanka – każdy bank spółdzielczy mógł rezerwować limity w systemie pod konkretnego klienta.
Szybko jednak zorientowano się, że najszybsze banki „sprzątają” pulę sprzed nosa innym. Dlatego zrzeszenia zmieniły zasady w trakcie gry, przechodząc na podział proporcjonalny. Miało to wyrównać szanse, by rolnik z mniejszego terenu nie był poszkodowany tylko dlatego, że jego lokalny bank nie zdążył kliknąć „rezerwuj” w systemie.
Choć transparentność BGK i banków zrzeszających została utrzymana, niedosyt pozostaje. Branża rolna pokazała, że potrzebuje znacznie większych nakładów na utrzymanie płynności, niż przewidziało Ministerstwo Rolnictwa.
źródło: WIR




