Co znajdziesz w artykule?
Święta jajeczne coraz bliżej, a właściciele ferm i kurników pracują pełną parą. Sprzedaż jaj mocno wzrosła, ceny są wysokie i koszty również. A jak sytuację oceniają hodowcy?

Choroby drobiu wpływają na koniunkturę
Jarosław Mormuł, prezes RSP Skrzypiec:
– Nasza spółdzielnia od 1978 roku zajmuje się produkcją jaj konsumpcyjnych. Ostatni rok, to to był wybitnie rok producenta. Przyczyną bardzo dobrej koniunktury generalnie były choroby drobiu i związane z tym ryzyko. Niestety część hodowców, którzy mieli problemy, poległo. Wiele milionów kur zostało wyciętych. W skali kraju było to kilkanaście milionów, mniej więcej 25, nawet do 30%, licząc tak rok do roku. Ale generalnie można powiedzieć, że to był problem ogólnoświatowy, bo i w Stanach Zjednoczonych i w Europie był taki ubytek. W związku z tym sytuacja obecna przed tymi świętami wielkanocnymi, które wbrew pozorom marketingowo i sprzedażowo są zwykle nieco słabsze niż Boże Narodzenie, nie została jeszcze zabliźniona. Skutki tych ubytków pogłowia nie zostały uzupełnione.
Podaż jaj jest niższa
– Część hodowców też waha się, czy inwestować, ponieważ ponieśli straty, mają problemy organizacyjne z ustawieniami i tak dalej. To powoduje, że podaż jest zdecydowanie mniejsza. Braki są odczuwalne. My w kraju cały czas niezachowanie produkujemy więcej niż wynosi nasz popyt wewnętrzny. Niemniej kontrakty eksportowe są całkowicie realizowane, bo one są długofalowe. Tradycyjnie sprzedaż wzrasta przed świętami. Są to takie piki sprzedażowe. Zresztą myślę, że to występuje nie tylko w asortymencie jaj, ale i w przeróżnych towarach. Przed świętami ludzie robią złożone zakupy, ale jajko na pewno jest tutaj na pierwszym miejscu. My mamy też swoje punkty sprzedaży, które są, można powiedzieć, barometrem, na podstawie których można by stwierdzić, jak się zachowuje rynek. Od mniej więcej dwóch tygodni nasze sklepy sprzedają dwukrotnie więcej niż w normalnych tygodniach. A z ostatnich kilku dni, to bym powiedział, że trzy razy więcej.
Popyt jest duży
Wojciech Kaleciński, prezes RSP Krobusz:
– Koniunktura na jaja cały czas jest. Teraz akurat mamy okres przedświąteczny. Więc ludzie, nie powiem, że walą drzwiami i oknami, no ale przychodzą. Mamy pewną renomę tutaj na tym naszym lokalnym ryneczku. Jest to wolny wybieg. Jajko jest naprawdę dobre, bo po pierwsze jest świeże. Codziennie dowozimy towar do tych naszych sklepów. Nie rzucamy się gdzieś daleko, bo mamy zbyt pod ręką, więc to wszystko schodzi. Akurat jestem w drodze, żeby dowieźć partię towaru, bo dziewczyny już mnie goniły, że nie mają co sprzedawać, a ludzie przychodzą i pukają do drzwi. I cena jest niezła.
Zagrożenie z zagranicy
Marcin Baranowski, dyrektor operacyjny ModernHatch:
– Sytuacja na rynku drobiarskim jest dynamiczna i dla niektórych trudna. Dynamiczna dlatego, że w kraju mamy problemy z jednostkami chorobowymi w kraju, w Europie, które powodują, że podaż jaj, podaż drobiu, cykliczność i regularność produkcji jest zachwiana. Do tego mamy zagrożenie w postaci mocno rozwijającego się przemysłu drobiarskiego ukraińskiego i MERCOSUR. Jest to trudne, ale Polacy są bardzo mobilni, bardzo elastyczni, szybko działają, szybko podejmują decyzje i ja bym się nie bał o polską produkcję drobiarską. Większe problemy ma zachodnia produkcja drobiarska. My sobie poradzimy.
Niepewny rynek
Paweł Podstawka, przewodniczący Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj, prezes zarządu Drobiarstwo Sp. z o. o.:
– Sytuacja na rynku jaj na dzień dzisiejszy jest cały czas rozchwiana, dlatego że przez choroby, które dziesiątkują stada, cały czas jesteśmy w takiej fazie niepewności. Dodatkowo kwestie związane z blokadami i sytuacją międzynarodową tego nie ułatwiają. Mamy cały czas napływ jajka z Ukrainy, które jest sprzedawane gdzieś na boku i to wszystko rozwala ten rynek i w zasadzie nie można spokojnie planować produkcji z miesiąca na miesiąc.
Dominują jaja klatkowe
– Pasza rzeczywiście jest tańsza niż była do tej pory i te marże są wysokie, ale te marze nie wynikają z tego, że hodowcy chcą niebotyczne pieniądze zarobić, tylko sytuacja na rynku wygląda tak, że jeżeli są braki, sieci wycofują trójki ze swojego asortymentu, więc automatycznie tego jajka brakuje. My w Polsce mamy ponad 63% produkcji w klatkach, więc automatycznie brakuje asortymentu. Ten asortyment jest zasypywany przez kontrakty zagraniczne i w tym momencie mamy sytuację taką, jaką mamy. Marża na jajku jest bardzo wysoka, sprzedaż jest, ale cały czas są niedobory w dostawach, w związku z tym cena jest odzwierciedleniem tego, co się dzieje na rynku.
Hodowcy powoli inwestują
– Problemy inwestycyjne hodowców są związane z tym, że niestety gminy i pozwolenia środowiskowe, które są wydawane, idą bardzo ciężko. Moglibyśmy rozwijać tę produkcję znacznie szybciej, gdyby były ułatwienia administracyjne, a na dzień dzisiejszy mamy tylko i wyłącznie utrudnienia. I to jest też konsekwencja tego, że w zasadzie z jednej strony wymuszana jest na nas transformacja, żebyśmy robili to w innym, alternatywnym hubie, a z drugiej strony, jak już przychodzi do tego, że decyzja zapadła i sieci wycofały na przykład te trójki, no to nie ma żadnej odpowiedzi ze strony Rządu, żeby dofinansować tą transformację i cały ciężar tych zmian jest przerzucany na nas. Więc my, tak na dobrą sprawę, te środki, które na dzieś generujemy przy tej wysokiej cenie jajka, musimy przeznaczyć na transformację.
dr Mariusz Drożdż










