Co znajdziesz w artykule?
Mamy już wiosnę, a rolnicy wciąż dużą część zbóż i rzepaku przetrzymują w magazynach, bo spadek cen nie zachęcał do sprzedaży. Rolnicy sprzedali część zbóż i rzepaku w żniwa lub zaraz po nich, a dużą część przetrzymują w magazynach do dziś, bo ceny nie zachęcały do sprzedaży. Magazyny firm skupowych jeszcze niedawno były pełne, bo ceny na rynkach światowych były niskie. A jaka sytuacje jest teraz?

Systematyczna sprzedaż
Krzysztof Jędrysek, rolnik z Kozłówek:
– Z pszenicą jest sytuacja taka, że my sukcesywnie co miesiąc sprzedajemy jakąś małą partię pszenicy. Po żniwach ceny były dużo lepsze niż później. Przy takich dużych plonach nie można liczyć, że będzie jakiś skok pszenicy w górę. Więc trzeba sukcesywnie sprzedawać i wyciągnąć średnią z tej ceny i z plonów, bo plony były dużo większe. Myślę, że przy niższej cenie opłacalność będzie podobna. Pszenicę będziemy sprzedawać do czerwca, a rzepak też co miesiąc małymi partiami.
Ceny bez większych zmian
Dariusz Klusko, gospodarstwo rolne w Pągowie:
– W magazynach jeszcze sporo. Sytuacja generalnie jest taka płaska. Można powiedzieć, że od żniw nie za wiele się zmieniło – ceny są cały czas takie same. Jeżeli chodzi o suchą kukurydzę to ciężko ją sprzedać powyżej 700 zł. Powiedzmy te 700 zł z małym okładem, ale żeby już coś więcej, gdzieś tam pod 800 zł, to temat generalnie niewykonalny.
Zostało sporo mokrej kukurydzy
– Teraz sytuacja jest o tyle bardziej kłopotliwa, że mamy jeszcze rękawy z niewysuszonym ziarnem, a przy wysokiej cenie gazu jesteśmy całkowicie w rozkroku, co z tym fantem zrobić, bo nie da się tego wysuszyć po nowych cenach gazu i sprzedać po 700 zł za tonę.
Marcin Wołczański, firma Agroplon Głuszyna:
– Kukurydza jest o 20 zł droższa od pszenicy paszowej. Cena pszenżyta cały czas stoi, więc widać, że tego pszenżyta jest dużo i mieszalnie go nie potrzebują. Jeśli coś drgnęło, to tylko cena pszenicy paszowej i konsumpcyjnej.
Sprzedają tylko dlatego, że kupują nawozy
Rafał Wistuba, rolnik z Białej:
– Wielu rolników sprzedaje swoje zboża, czy rzepak ponieważ trzeba powoli zaopatrywać się w materiały do produkcji rolnej, czyli nawozy, chemię. Są to transakcje raczej nie bardzo nasycone optymizmem, z tego względu, że ceny są stosunkowo niskie. Jeśli ktoś jeszcze ma pieniądze, to towar trzyma i liczy na to, że ta cena gdzieś podskoczy.
Około połowy zapasów zbóż jest w magazynach
Tadeusz Simiński, dyrektor handlowy AgroAs:
– Rolnicy mieli pełne magazyny zboża i tego zboża w dalszym ciągu w tych magazynach nie brakuje. Jeżeli chodzi o handel zbożami, to w naszej ocenie jeszcze przynajmniej połowa tego surowca znajduje się w zasobach rolników, więc czeka nas, naszym zdaniem, trudny drugi kwartał 2026, bo ta presja podażowa powinna, jakby nie było, w dalszym ciągu narastać. A jeżeli ta presja podażowa będzie narastała, to możemy się spodziewać, przynajmniej na lokalnym rynku, spadków cen.
Ruch cen wymusiła zmiana kursu walut
– Troszeczkę nam pomogły różnice kursowe między euro i dolarem, czy między złotym a euro i dzięki temu udało nam się troszeczkę w ostatnim czasie, w ostatnich miesiącach posprzedawać na rynku niemieckim i holenderskim. Tym samym, jakby nie było, upłynęliśmy część tych zasobów, które są w magazynach. Co nie zmienia w postaci rzeczy, że jest tego w dalszym ciągu bardzo dużo, no i ten przednówek może być trudny z punktu widzenia producenta rolnego. Środki do produkcji rzeczywiście bardzo podrożały, a dostępność nawozów jest bardzo ograniczona. Słyszymy także, że komponenty do produkcji środków ochrony roślin, także z uwagi na ten konflikt, który toczy się na Półwyspie Arabskim, może spowodować duże ograniczenia. Ceny tych produktów także mogą w niedługim czasie pójść do góry, a zboża tylko i wyłącznie dzięki tym różnicom kursowym troszeczkę podrożały, bo niestety nie przybyło nam klientów na pszenicę.
Ubyło klientów
– Klientów na pszenicę mamy wręcz mniej, no bo rzeczywiście kraje arabskie, które są głównym importerem zbóż z Europy, ograniczyły swoje zasoby i zakupy z uwagi na ten konflikt, który trwa. Jeżeli chodzi o kukurydzę natomiast, no to Europa jest jak zawsze deficytowym rynkiem, tak, i do Europy trzeba tę kukurydzę zaimportować, więc polska kukurydza, której mamy spore nadwyżki, jest z sukcesem wysyłana do Niemiec, do Holandii czy na Węgry. Kukurydza powinna się sprzedać, natomiast pszenica chyba się nie sprzeda z uwagi na jej ilość w magazynach rolniczych.
dr Mariusz Drożdż






