Co znajdziesz w artykule?
Służba zdrowia w Polsce to dziś tykająca bomba zegarowa. Gigantyczne zadłużenie szpitali i brak pieniędzy na podstawowe świadczenia zmusiły decydentów do szukania oszczędności tam, gdzie dotąd nikt nie odważył się zajrzeć. W kuluarach mówi się wprost: system nie przetrwa, jeśli grupy „uprzywilejowane” nie zaczną płacić więcej. Dla polskiej wsi to komunikat jasny – czas taniego leczenia dobiega końca.
• Puste kasy NFZ wymuszają drastyczne kroki. Kolejne „dosypywanie” pieniędzy z budżetu przestało działać.
• Reforma finansowania zdrowia ma uderzyć w fundamenty KRUS. Składka od hektara może odejść do lamusa.
• Eksperci ostrzegają: rolnicy nie są już najuboższą grupą społeczną, a ich „symboliczny” wkład w system budzi coraz większy opór w miastach.
Wielkie łatanie dziury. Kto pójdzie pod nóż?
Od lat polska ochrona zdrowia funkcjonuje w trybie awaryjnym. Jednak obecny kryzys finansowy jest inny niż wszystkie poprzednie – koszty leczenia i presja na podwyżki w sektorze medycznym rosną szybciej niż wpływy z naszych składek. Specjaliści od zarządzania zdrowiem wskazują na błędy popełnione jeszcze pod koniec lat 90., kiedy to politycy, bojąc się gniewu wyborców, sztucznie zaniżyli poziom finansowania systemu.
Dziś te zaniechania wracają ze zdwojoną siłą. Przy starzejącym się społeczeństwie i kurczącej się liczbie pracujących, utrzymywanie obecnego modelu jest po prostu niemożliwe. Pytanie nie brzmi już „czy” system trzeba zreformować, ale „kogo” ta reforma zaboli najbardziej.
„Symboliczna złotówka” to już za mało?
Głównym punktem zapalnym w dyskusji o ratowaniu NFZ jest model opłacania składek przez rolników. System, w którym wysokość wpłaty zależy od wielkości pola, a nie od realnych zysków, jest coraz częściej nazywany „historycznym anachronizmem”. Podczas gdy przedsiębiorcy w miastach walczą z wysokimi obciążeniami, rolnicy – zdaniem części analityków – korzystają z parasola ochronnego, na który składają się pozostali podatnicy.
W kręgach rządowych coraz częściej słychać głosy o konieczności „pełnego oskładkowania”. Co to oznacza w praktyce?
1. Likwidację stawek ryczałtowych powiązanych z hektarem przeliczeniowym.
2. Wprowadzenie składki od dochodu, co zmusiłoby właścicieli dużych i dochodowych gospodarstw do płacenia stawek zbliżonych do tych, jakie płacą właściciele firm.
3. Weryfikację statusu rolnika, by oddzielić realnych producentów żywności od osób, które posiadają ziemię jedynie dla korzyści podatkowych.
Polityczny granat z wyciągniętą zawleczką
Reforma KRUS to dla każdej partii rządzącej polityczne samobójstwo. Polska wieś to potężny elektorat, który potrafi głośno upomnieć się o swoje prawa. Jednak tym razem sytuacja jest inna – brak reformy zdrowia uderzy w każdego, także w mieszkańców wsi, którzy stoją w tych samych kolejkach do lekarzy.
Nieoficjalnie mówi się, że Polska może pójść drogą innych krajów naszego regionu, które mimo ogromnego oporu społecznego zdecydowały się na drastyczne cięcia przywilejów. Jeśli NFZ faktycznie stanie na granicy wydolności, politycy mogą zostać postawieni pod ścianą: albo zabiorą rolnikom, albo system leczenia w Polsce po prostu przestanie istnieć.
Czy wieś jest gotowa na zmiany?
Przeciwnicy zmian argumentują, że praca na roli to nie etat za biurkiem. Dochody w rolnictwie są skrajnie nieprzewidywalne, a jeden sezon przymrozków czy suszy potrafi zniszczyć dorobek lat. Narzucenie rolnikom miejskiego systemu składek zdrowotnych mogłoby doprowadzić do upadku mniejszych gospodarstw rodzinnych.
Dajcie znać co Wy myślicie o tym pomyśle!




