Wyobraźmy sobie lekarza, który diagnozuje pacjenta wyłącznie na podstawie danych z aplikacji w telefonie, bez oglądania chorego. Absurd? Oczywiście. A jednak dokładnie w ten sposób polski rząd nakazuje rolnikom oceniać straty suszowe. Nie komisje gminne, nie lokalni specjaliści, lecz algorytm aplikacji suszowej, która – jak pokazuje rzeczywistość – daleka jest od ideału.
Aplikacja suszowa – to się nie sprawdza
Rolnicy od miesięcy alarmują, że wyniki uzyskiwane z systemu nijak się mają do rzeczywistości. W jednym miejscu uprawy wysychają na wiór, ale aplikacja twierdzi, że suszy nie było. W innym – deszcz ledwie dotknął ziemi, ale według systemu warunki wilgotnościowe były wystarczające. Efekt? Ci, którzy powinni otrzymać wsparcie, często zostają z niczym, a rzeczywista skala strat nie jest prawidłowo rejestrowana.
SPRAWDŹ TAKŻE: Susza w środku zimy: Pierwszy duży pożar lasu na Podkarpaciu
Powrót komisji gminnych
Dlatego tak dużą nadzieję budził projekt rozporządzenia z lutego 2025 roku, który miał umożliwić powrót komisji gminnych do szacowania szkód. To rozwiązanie dawałoby szansę na rzetelną ocenę strat i eliminację błędów systemowych. Niestety, ministerstwo rolnictwa postanowiło się z tego wycofać, pozostawiając rolników na łasce wadliwej aplikacji. Dlaczego? Tego oficjalnie nie wiemy, ale możemy się domyślać – wygodniej zarządzać sytuacją zza biurka, nie konfrontując się z realnymi problemami wsi.
Nie sposób nie zauważyć pewnej ironii w tym wszystkim. Państwo, które chętnie mówi o wsparciu dla rolnictwa, w kluczowych momentach zostawia gospodarzy na lodzie – a raczej na suchym, spękanym gruncie. Rolnicy mają prawo czuć się oszukani, bo kiedy rzeczywistość nie pasuje do cyfrowych wyliczeń, to nie algorytm się myli – to rzeczywistość musi się dostosować.
To nie pierwsza sytuacja, kiedy biurokratyczna wygoda bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Może czas, by ministerstwo zamiast trzymać się kurczowo technologii, której nie potrafi dostosować do realnych warunków, zaczęło słuchać tych, którzy na roli pracują? Bo w przeciwnym razie, za kilka lat będziemy szacować już nie tylko straty suszowe, ale i straty wśród gospodarstw, które nie przetrwały kolejnej politycznej decyzji.