Co znajdziesz w artykule?
Koniec taryfy ulgowej. Od początku 2026 roku Mechanizm Dostosowania Granicznego z tytułu emisji CO2 (CBAM) wchodzi w fazę pełnego wdrożenia. Dla polskich rolników nie jest to tylko „klimatyczna teoria”, ale realne ryzyko wzrostu kosztów produkcji, przede wszystkim w obszarze nawożenia. Sprawdzamy, co zmieni się na rynku i jak przygotować się na nadchodzące podwyżki.
Nawozy pod specjalnym nadzorem
Choć CBAM kojarzy się głównie z hutnictwem i energetyką, to właśnie rolnictwo odczuje go najmocniej poprzez ceny nawozów. Unia Europejska importuje blisko 50% nawozów mineralnych z krajów trzecich (m.in. Egipt, Algieria, Turcja, a do niedawna Rosja i Białoruś). Od 1 stycznia importerzy muszą kupować certyfikaty CO₂, których cena jest powiązana z unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji (ETS).
Co to oznacza w praktyce?
- Wzrost cen: Eksperci rynkowi (m.in. Rabobank) szacują, że ceny nawozów azotowych importowanych spoza UE mogą wzrosnąć o 10–15%, a w czarnych scenariuszach nawet o 30%.
- Domyślne wartości emisji: Jeśli eksporter spoza UE nie przedstawi rzetelnych danych o swoim śladzie węglowym, Bruksela narzuci mu „wartości domyślne”, które są celowo zawyżone, by zniechęcać do „brudnego” importu. To bezpośrednio podbije cenę końcową na polskim podwórku.
Polska: tarcza czy dodatkowy ciężar?
Teoretycznie CBAM ma chronić unijnych producentów, takich jak Grupa Azoty czy Anwil, przed nieuczciwą konkurencją ze Wschodu, która nie ponosi kosztów polityki klimatycznej.
- Zaleta: Polskie nawozy stają się relatywnie bardziej konkurencyjne wobec towaru z importu.
- Wada: Mechanizm ten nie eliminuje wysokich cen gazu ani kosztów uprawnień ETS, które krajowi producenci i tak muszą opłacać. Sumarycznie rolnik dostanie produkt „wyrównany cenowo”, ale na znacznie wyższym poziomie niż przed laty.
Pułapka „imadła” kosztowego
Wprowadzenie CBAM zbiega się z trudną sytuacją na rynkach zbóż. Podczas gdy koszty środków do produkcji (nawozy, maszyny ze droższej stali, energia) idą w górę, ceny zbytu płodów rolnych pozostają pod presją globalnej podaży. Rolnicy wpadają w tzw. efekt imadła – ich marża jest miażdżona z obu stron.
Warto wiedzieć: Ukraina, kluczowy eksporter dla polskiego rynku, wnioskowała o odroczenie CBAM do 2026 r., jednak Bruksela do dziś nie wydała pozytywnej decyzji. Oznacza to, że towary z Ukrainy również zostaną objęte nową opłatą, co może paradoksalnie nieco ograniczyć presję importową na polski rynek, ale jednocześnie podrożyć surowce paszowe.
Jak przetrwać erę CBAM? Trzy rady dla rolnika:
- Analiza gleby i precyzyjne nawożenie: W 2026 roku każdy kilogram azotu będzie na wagę złota. Systemy rolnictwa precyzyjnego (VRA) przestają być nowinką, a stają się koniecznością ekonomiczną.
- Planowanie zakupów z wyprzedzeniem: Rynek certyfikatów CBAM będzie powodował wahania cenowe. Monitorowanie trendów i kupowanie nawozów „poza szczytem” będzie kluczowe dla zachowania płynności.
- Inwestycja w rośliny motylkowate: Zwiększenie udziału roślin wiążących azot w płodozmianie to najskuteczniejsza metoda na realne zmniejszenie zależności od drogich nawozów mineralnych objętych „podatkiem węglowym”.
Podsumowując: CBAM to kolejny element „zielonej rewolucji”, który w 2026 roku stawia przed polskim rolnictwem jasne wyzwanie: albo zwiększymy efektywność, albo koszty emisji zjedzą nasz zysk.





Brukselska „wierchuszka” wie jak szybko i skutecznie zniszczyć własne rolnictwo. Proces ten odbywa się wielokierunkowo.