poniedziałek, 8 marca, 2021

Od genu do odmiany – 140-lecie istnienia obchodzi DANKO Hodowla Roślin

-REKLAMA-
-REKLAMA-

Produkcja roślinna to proces, o którego sukcesie decyduje szereg czynników. Niewątpliwie jednym z najważniejszych jest dobór odpowiedniej odmiany. Wielu zapomina, że to dzięki hodowlom tworzy się postęp biologiczny warunkujący tworzenie odmian jak najbardziej dostosowanych do warunków klimatycznych czy glebowych panujących w danym regionie. Polska hodowla ma bogatą historię i wiele sukcesów. W tym roku swoje 140-lecie istnienia obchodzi DANKO Hodowla Roślin Sp. z o.o.

Początki firmy sięgają 1880 r. Prace hodowlane rozpoczął Aleksander Janasz w Dańkowie w okolicach Grójca. Był jednym z pierwszych hodowców, który zastosował krzyżowanie ze świadomym doborem komponentów i celowo prowadzoną selekcją mieszańców. Przyświecała mu koncepcja łączenia w nowej odmianie dodatnich cech obojga rodziców. Swoje prace hodowlane rozpoczął od hodowli pszenicy ozimej i rozmnażania odmian ziemniaków. Hodowlę pszenicy rozpoczął od zgromadzenia bogatego materiału wyjściowego w postaci kolekcji odmian i populacji pochodzenia europejskiego i amerykańskiego. W 1885 r. rozpoczął hodowlę buraków cukrowych, a w 1886 r. hodowlę żyta ozimego. W pierwszym okresie, którego umowną granicę stanowi I wojna światowa, hodowlę całkowicie prowadził sam. Po pewnym czasie włączył do prac hodowlanych swoje siedmioro dzieci i zorganizował zespół pomocy technicznej o wysokim stopniu dokładności, sumienności oraz poczuciu odpowiedzialności.

Przeobrażenia strukturalne

Po śmierci Aleksandra Janasza w 1930 r. kierownictwo hodowli zbóż objął jego syn Aleksander Janasz (junior) przy współpracy siostry Marii Wolskiej. Po jego śmierci w 1939 r. hodowlę prowadziła M. Wolska pod naukowym kierownictwem Gustawa Janasza. Po zakończeniu II wojny światowej majątek rolny w Dańkowie przeszedł na własność państwa i w latach 1945–1950 dzierżawiony był przez firmę: „Hodowla zbóż ozimych i buraków cukrowych A. Janasz” mająca swą siedzibę w Warszawie. W celu lepszego dostosowania wytwarzanych odmian do zmienionych granic państwa, przeniesiono część materiałów hodowlanych z Dańkowa do Choryni, która ze stacji reprodukującej zboża przekształciła się w stację hodującą. W 1950 r. hodowla A. Janasza przeszła pod zarząd państwowy, a w 1958 r. została upaństwowiona jako Dańkowska Hodowla Roślin. Po śmierci Gustawa Janasza w 1957 r. i Stanisława Janasza w 1960 r. kierownictwo hodowli zbóż objął prof. Tadeusz Wolski, wnuk Aleksandra Janasza. W 1963 r. w toku reorganizacji 3 stacje zbożowe tej hodowli: Dańków, Choryń i Dębina (przejęta w 1959 r. stacja położona na Żuławach) przeszły pod zarząd Poznańskiej Hodowli Roślin z siedzibą w Poznaniu. Dnia 19 grudnia 1990 r. decyzją Ministra Rolnictwa utworzono firmę Hodowla Roślin Danko Przedsiębiorstwo Państwowe z siedzibą w Choryni, do którego włączono stacje objęte wspólnym programem hodowli zbóż kierowanym przez prof. Tadeusza Wolskiego, tj. Choryń, Laski, Dańków i Dębina.

Hodowla z sukcesem

Wyraźny przełom w hodowli nastąpił po 1959 r., kiedy to zapoczątkowano nowy etap hodowli twórczej zbóż. Dla pszenicy było to wyhodowanie m.in. odmiany Grana, która na przełomie lat 70. i 80. stanowiła ok. 50% krajowej repartycji. W roku 1982 wprowadzono pierwszą odmianę ozimą o wysokiej wartości wypiekowej i wymiałowej mąki – Begra, która przez długie lata pozostawała wzorcem wartości technologicznej. Koniec pierwszej dekady XXI w. to dominacja na polskich polach wysokoplennej, jakościowej odmiany Muszelka, która charakteryzowała się najkrótszym źdźbłem. Kolejną przełomową odmianą była Arkadia, która dodatkowo cechuje się nadzwyczajną mrozoodpornością. Niewątpliwym sukcesem Danko w hodowli żyta było wyhodowanie odmiany Dańkowskie Złote, które uważane jest za największe osiągnięcie współczesnej hodowli rekombinacyjnej żyta. Ziarno tej odmiany jeszcze do 2018 r. eksportowane było do wielu krajów europejskich, a także do USA i Korei Płd. Odmiany należące do rodziny „Dańkowskie”, np. Dańkowskie Diament są kontynuacją XIX-wiecznej myśli hodowlanej i do dzisiaj, w dobie zaawansowanej technologii XXI w. mają swoje implikacje. Pod koniec lat 60. XX w. naczelny hodowca, prof. Tadeusz Wolski, zainteresował się hodowlą nowego zboża – pszenżyta. Miało ono łączyć w sobie wysokie wartości paszowe pszenicy z niskimi wymaganiami glebowymi żyta. Prace prof. T. Wolskiego doprowadziły do wyhodowania odmiany Lasko, która zarejestrowana była nie tylko w Polsce, ale również w 11 innych krajach m.in. w Niemczech, Francji, Austrii, czy Szwajcarii. Pomimo niskiej zimotrwałości, jak na warunki Polski, odmiana ta na długie lata wyznaczyła standard dla takich cech pszenżyta, jak wypełnienie ziarna czy liczba opadania. W latach 80. była najliczniej uprawianą odmianą pszenżyta ozimego na świecie. O jej sukcesie świadczy również fakt, że znajduje się ona w rodowodach większości współczesnych odmian europejskich pszenżyta.

 

 

Danko dziś

DANKO Hodowla Roślin Sp. z o.o. jest uznaną marką hodowlaną działającą w większości krajów europejskich. W 2019 r. 52 odmiany hodowli Danko sprzedawane były do 23 krajów, wśród których najważniejsze rynki to: Niemcy, Dania, Szwecja, Austria, Czechy, Wielka Brytania, Białoruś i Francja. Odmiany z Danko można spotkać również w USA, Kanadzie, Turcji czy na Malcie. Głównymi gatunkami eksportowymi są pszenżyto ozime i jare oraz żyto. W ostatnich latach, oprócz sprzedaży nasion do reprodukcji, eksportowane są również nadwyżki ziarna w stopniu kwalifikacji C1 lub C2. To wszystko jest wielkim sukcesem polskiej hodowli, ponieważ presja koncernów zagranicznych jest dzisiaj ogromna. Aby sprostać dużej międzynarodowej konkurencji, Danko współpracuje z wieloma firmami hodowlanymi i nasiennymi w kilkudziesięciu krajach w celu selekcjonowania i komercjalizacji krajowych odmian na tamtejszych rynkach. Ponadto, co jest dużym sukcesem, jako jedyna krajowa firma hodowlana w 2019 r. otworzyła w Niemczech spółkę córkę – Danko Saatzucht Deutschland GmbH. Celem jej działania jest selekcja wczesnych materiałów hodowlanych w tamtych warunkach, co zwiększa szansę na rejestrację odmian, a następnie ich komercjalizację. Na temat planów na przyszłość rozmawiałam z Dariuszem Majchrzyckim, dyrektorem ds. sprzedaży i marketingu w DANKO Hodowla Roślin Sp. z o.o.

Na jakie gatunki i odmiany hodowla Danko będzie stawiać w najbliższym czasie?

– Jako Danko hodujemy różne gatunki roślin rolniczych, jednakże najważniejszą dla nas grupą roślin są zboża. Największy nacisk kładziemy na hodowlę odmian pszenicy ozimej, pszenżyta ozimego, żyta ozimego, w tym hybrydowego, a ze zbóż jarych – jęczmienia jarego, pszenicy jarej oraz owsa. W kwestii komercjalizacji odmian to w najbliższym sezonie 2020 największy nacisk będziemy kładli na pszenicę ozimą Comandor, która otrzymała Złoty Medal MTP 2020. Nowościami w portfolio pszenic ozimych są Reduta, Bataja i Kariatyda, które rolnicy będą mogli nabywać od jesieni tego roku. Dla zainteresowanych pszenżytem ozimym mamy do zaproponowania odmianę Belcanto, która wykazała się najwyższym poziomem plonowania w ostatnich 3 latach w Polsce. Drugą odmianą jest jedna z czołowych odmian pszenżyta w Polsce – Orinoko, wyróżniająca się bardzo wysoką odpornością na porastanie ziarna w kłosie, co jest bardzo istotne, szczególnie w latach mokrych żniw. Spośród odmian żyta populacyjnego na uwagę zasługuje Dańkowskie Granat, które rekordowo wysoko plonuje, natomiast spośród odmian żyta mieszańcowego polecać będziemy odmianę Tur. Charakteryzuje się ona bardzo dobrymi parametrami jakościowymi ziarna, przez co z powodzeniem ziarno można stosować na cele piekarnicze.

Dobrze, to zboża, a co z innymi gatunkami?

– Zajmujemy się głównie hodowlą zbóż, ale też soi oraz traw. Spośród tych ostatnich największy nacisk kładziemy na życicę wielokwiatową. Odmianą, która sprzedawana jest w wielu krajach europejskich jest Dukat. Idealna dla rolników posiadających produkcję bydła, ponieważ odmiana ta daje dużą masę zielonki. My, sami, jako jedni z większych producentów mleka w Polsce, wykorzystujemy Dukat do siewu w terminie wrześniowym. Pierwszy pokos zbieramy pod koniec kwietnia, a potem siejemy kukurydzę, dzięki czemu w ciągu jednego roku mamy 2 zbiory: życicy i kukurydzy. Poszerzamy naszą ofertę o inne gatunki i od kilku lat np. dystrybuujemy nasiona kukurydzy czy soi. Jest to wynik naszej współpracy z ponad 20 krajami i kilkudziesięcioma firmami w różnych miejscach, głównie w Europie. Firmy te reprezentują nasze odmiany na tamtejszych rynkach, a my w zamian, jeśli ich odmiany są przydatne do uprawy w naszych warunkach, korzystamy z tych odmian i uzupełniamy swoją ofertę.

 

W kontekście suszy, która jest już mocno widoczna, czy według Pana zboża mogą być tolerancyjne na niedobory wody?

– Aktualnie jesteśmy w trakcie realizacji programu badawczego oraz prowadzenia prac hodowlanych, w których próbujemy wyhodować odmiany jęczmienia jarego czy pszenicy ozimej o większej tolerancji na suszę. Jest to, niestety, bardzo trudne. Generalnie odmiana taka musiałaby mieć bardzo dobrze rozwinięty system korzeniowy oraz charakteryzować się dużą wczesnością. Obecnie w swojej ofercie mamy odmianę pszenicy ozimej Asory, która charakteryzuje się wysoką tolerancją na niekorzystne warunki, właśnie dzięki bardzo dobrze rozwiniętemu systemowi korzeniowemu, przy wykorzystaniu genu 1A/1R, który został przetransferowany z żyta. Ważne jednak, aby rolnicy zdali sobie sprawę z tego, że nie będzie możliwości połączenia rekordowo wysokich plonów w optymalnych warunkach pogodowych z tolerancją na niekorzystne czynniki pogodowe. Ta oferta będzie głównie dla rolników, którzy gospodarują na tych niekorzystnych terenach, czyli np. Wielkopolski czy Kujaw. Jeśli rolnik wybierze taką odmianę, to będzie miał większe bezpieczeństwo uprawy w latach suchych, ale jeżeli raz na 5, 6 lat zdarzą się warunki bardzo dobre dla uzyskania wysokiego plonowania zbóż jarych, to wtedy z tych odmian bardziej wymagających, ale nieodpornych na suszę uzyska rolnik wyższy plon.

Czy według Pana lepiej siać formy ozime zbóż, które lepiej powinny sobie poradzić z niedoborem wody?

– Formy ozime w większości przypadków, choć nie jest to reguła, plonują lepiej aniżeli formy jare. Chyba, że zdarzą się anomalia pogodowe i susza pojawi się w momencie, w którym roślinom ozimym już zaszkodziła, a jarym jeszcze nie. Jest tak, po pierwsze dlatego, że rośliny ozime siane są jesienią. Opady deszczu czy śniegu w okresie jesiennozimowym i wczesnowiosennym powodują, że roślina wznawia wegetację w warunkach dużego uwilgotnienia. Jeśli chodzi o gatunki jare, to sama uprawa gleby przed ich siewem powoduje jej przesuszenie. Skutkuje to tym, że rośliny jare są w gorszej sytuacji. Jeżeli ktoś planuje siew form jarych, zwłaszcza pszenicy czy pszenżyta, my coraz częściej zalecamy dokonywanie tych zasiewów sprawdzonymi odmianami w okresie późnojesiennym, czyli w listopadzie. To są tak zwane rośliny przewódkowe, które w większości przypadków lepiej sobie poradzą, ze względu na pewien zapas wody w glebie. Oczywiście należy wziąć jeszcze pod uwagę kwestię przezimowania. W ostatnich latach zimy mają dość łagodny przebieg i dlatego nie ma z tym problemu, jednakże wszyscy pamiętają rok 2012, kiedy wystąpiło bardzo duże wymarzanie.

 

Jak hodowle mogą poradzić sobie z presją chorób w kontekście wycofywania substancji aktywnych środków ochrony roślin?

– Odmiana, żeby była zarejestrowana, musi spełniać wiele wymagań. Musi przejść testy OWT, czyli musi być odrębna, wyrównana i trwała. Ponadto musi posiadać wysoką wartość gospodarczą (WGO). We wszystkich gatunkach celem, jaki sobie stawiamy na pierwszym miejscu, jest wysoki plon. Cechą silnie związaną z plonem jest odporność na choroby, bo jeżeli nie będzie odporności na choroby, odmiana choruje i nie da wysokiego plonu. W procesie selekcji wybieramy tylko te materiały, które mają wysoką odporność na choroby. Naszą odpowiedzią na wycofywanie pestycydów może być wcześniej wspomniana odmiana pszenżyta ozimego Belcanto, ponieważ charakteryzuje się ona bardzo dużą zdrowotnością i przy tej odmianie można ograniczyć stosowanie zabiegów pestycydowych. Dzięki temu rolnik nie będzie musiał ponosić wysokich nakładów w technologii produkcji, a dzięki wysokiej plenności odmiany finalnie osiągnie wysoki efekt ekonomiczny tej uprawy. Oczywiście zdarza się, że po pewnym czasie od zarejestrowania odmiany, odporność na choroby zostaje przełamana. Jest to swoista walka hodowcy z przeciwnościami, z naturą. Takim klasycznym przykładem załamania odporności jest pszenżyto ozime Lamberto, które w latach 1998-2005 weszło na rynek europejski i było zarejestrowane w 19 krajach. Była to odmiana o największej reprodukcji w Europie, w momencie wprowadzania na rynek była odporna na choroby, a w ciągu dwóch lat została załamana w niej odporność na mączniaka, skutkiem czego zniknęła z rynku. Odmiana. Dlatego tak ważne jest aby hodowla była efektywna i wprowadzała nowe odmiany na rynek.

 

Jeśli dopłaty do materiału siewnego zostaną zniesione, jaki będzie to miało skutek dla polskiej hodowli?

– Obniżenie wysokości dopłat jest już faktem. Jeśli zostaną one całkowicie zniesione, to uważam, że będzie to sytuacja dramatyczna. Przed wprowadzeniem dopłat poziom stosowania nasion kwalifikowanych wynosił ok. 7%, teraz, w zależności od roku jest to 15-18%. Oczywiście ciężko jest udowodnić w jakim stopniu dopłaty przyczyniły się do wzrostu zużycia nasion kwalifikowanych, a jaki wpływ miały inne czynniki np. świadomość rolników czy koniunktura w danej branży w poszczególnych latach. Nie mniej jednak po wprowadzeniu dopłat zauważyliśmy bardzo szybki wzrost zapotrzebowania na tego typu materiał. Spodziewamy się, że przez niższe stawki dopłat lub ich całkowite zniesienie spadnie ilość nasion kwalifikowanych w zasiewach, a to będzie miało dalsze reperkusje związane z niższymi plonami czy gorszą jakością surowców. Warto też podkreślić, że hodowle funkcjonują dzięki wpływom z praw autorskich. Jeżeli tych wpływów nie będzie to pewne programy hodowlane będą zamykane, niektóre ograniczane, a to w dłuższej perspektywie odbije się negatywnie na rolniku, ponieważ nie będzie postępu biologicznego, z którego może skorzystać. Wyniki badań pokazują, że w przypadku nowoczesnego rolnictwa, gdzie rolnik posiada nowoczesny sprzęt do pracy, postęp w plonach w 80% można uzyskać przez stosowanie nowej genetyki. Jeśli hodowle nie będą mieć pieniędzy to tej nowej genetyki nie będzie. Takiego problemu nie ma w przypadku roślin mieszańcowych, gdzie rolnik musi stosować nasiona F1, bo w przypadku F2 następuje duży spadek poziomu plonowania. W przypadku kukurydzy czy rzepaku rolnik musi co roku kupić nasiona, dzięki czemu hodowca ma pieniądze na proces hodowli.

 

W takim razie, podsumowując, dlaczego warto stosować kwalifikowany materiał siewny?

– Rolnik zawsze dąży do uzyskania jak największych plonów, które może osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest wzrost intensyfikacji produkcji, czyli stosowania większej ilości nawozów czy pestycydów. Drugi to stosowanie innowacji, czyli kwalifikowanego materiału siewnego odmian plennych. Jak wspomniałem wyżej udział genetyki we wzroście plonu sięga nawet 80%, a więc widać, że czynnik ten pozwala rolnikowi uzyskiwać wyższy poziom plonowania roślin. Ponadto, rolnik stosując nasiona kwalifikowane wie co sieje. Zna parametry i właściwości danej odmiany, dzięki czemu może zastosować precyzyjną technologię siewu, ochronę pestycydową czy nawożenie. Mamy na rynku odmiany, których wyższy plon można uzyskać przy dużej inwestycji np. w ochronę pestycydową, ale także takie, które takich nakładów nie potrzebują. Każdy rolnik dobiera odmianę do swoich warunków i potrzeb. Jeżeli rolnik decyduje się na materiał kwalifikowany może stosować precyzyjne normy wysiewu, ponieważ wszystkie niezbędne informacje znajdują się na etykiecie dołączonej do materiału. Bardzo istotną kwestią jest również fakt, że my jako producenci nasion stosujemy nowoczesne zaprawy nasienne, aplikowane profesjonalnym sprzętem. Jest to bardzo ważny aspekt środowiskowy, ponieważ nie ma zagrożenia zastosowania niewłaściwej dawki zaprawy. Kolejny czynnik przemawiający za stosowaniem materiału kwalifikowanego to możliwość sprzedaży towaru po lepszej cenie. Przykładem są słodownie, które skupują konkretną odmianę, badając jej czystość odmianową. I ostatni aspekt, ale nie mniej ważny, to prawo reklamacji. Jeżeli rolnik kupi materiał siewny, który nie spełnia deklarowanych parametrów i właściwości, ma prawo zareklamować taki materiał. Producent bierze pełną odpowiedzialność za sprzedawany towar. Jeżeli okaże się, że wina leży po jego stronie musi ponieść tego konsekwencje. W przypadku nielegalnego nabywania nasion niekwalifikowanych nikt rolnikowi nie zwróci pieniędzy za wadliwy materiał.

Źródło: Archiwum DANKO Hodowla Roślin Sp. z o.o.

-REKLAMA-
Avatar
Agro Profil
Magazyn rolniczy Agro Profil tworzony jest przez redaktorów rolników. Praktyczne podejście do problemów jest dla nas najważniejsze.

Napisz komentarz

Podobne artykuły

ARiMR wzywa do uzupełnień dokumentacji!

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa prosi rolników o niezwłoczne skompletowanie wymaganej dokumentacji, w tym szczególnie niezbędnych opinii, zaświadczeń i decyzji wydawanych przez organy administracji...

W ciągu dnia pogodnie [POGODA]

Po zachodzie słońca chmury będą się bardzo szybko rozpraszać. Wiatr osłabnie a to oznacza duży spadek temperatury. Nad ranem między Suwałkami a Kętrzynem może...

Internetowe urzędy dla rolnika

Cyfrowe "paszporty" żywności, System satelitarnego monitorowania upraw rolnych (S2MUR) i Cyfrowa transformacja administracji 2.0 (w tym platforma eRolnik)  – to systemy wdrażane przez Ministerstwo Rolnictwa...

Śledź nas

21,298FaniLubię to
395ObserwującyObserwuj
6,840SubskrybującySubskrybuj

Ostatnie artykuły