Dosyć już dawno, bo w połowie lutego Instytut Ochrony Roślin zorganizował coroczną konferencję tym razem pt. Nowoczesne Rozwiązania w Ochronie Roślin. To co mnie zainteresowało najbardziej w niej to obecne problemy agrotechniczne i perspektywy dla poszczególnych roślin uprawnych poruszane w czasie sesji „Nauka-Praktyce”. Zapraszam do lektury.

Unia Europejska vs Środki Ochrony Roślin

System dopuszczania Środków Ochrony Roślin stosowany w UE jest najbardziej restrykcyjny na świecie, mówił Marcin Mucha, dyrektor polskiego stowarzyszenia ochrony roślin, organizacji branżowej zrzeszającej producentów i importerów ŚOR. Podejmowane decyzje w Brukseli mają wpływ na dostępność środków do produkcji w Polsce. Jak mówił Mucha ponowna ocena większości substancji w UE jest planowana do końca 2024 roku. Komisja nie bierze pod uwagę jednak jakie będą konsekwencje dla rolnictwa wycofywania niektórych substancji. Przykładem są neonikotynoidy, gdzie wycofanie zapraw z tą substancją spowodowało zwielokrotnienie wykonywania zabiegów nalistnych. W imię idei ograniczania stosowania chemii w rolnictwie pozbawiamy rolników możliwości ochrony. Nie można więc tu mówić o rolnictwie zrównoważonym jeśli chcemy tylko usuwać substancje nie dając nic w zamian. Większość ministrów rolnictwa krajów UE jest zaniepokojona wprowadzaniem restrykcyjnych ograniczeń, bo to w długiej perspektywie ogranicza konkurencyjność UE rolnictwa.

W 2018 roku wycofano 17 substancji, najbardziej znaną jest tiuram, a jego brak jest problematyczny, np. w roślinach bobowatych. Ile nowych substancji zostało zarejestrowanych w tym samym czasie? Jedna plus trzy biologiczne. Widać zatem skalę problemu, mówił Mucha. Nie jest łatwo zarejestrować nową substancję. Zaledwie 1 na 140 tys. molekuł znajdzie się na rynku. Cały proces kosztować może nawet 1 mld złotych i trwa 11 lat. To pokazuje, że przemysł z dnia na dzień też nie może tego dokonać. Mucha mówił też o presji politycznej, społecznej, restrykcyjnej polityce UE oraz Brexicie jako czynnikach mających wpływ na obecną sytuację. Co można zatem zrobić? Potrzebne jest szersze spojrzenie ze strony UE. Polska powinna silnie się zaangażować się w UE bo Ci, którzy kreują polityką mają największy wpływ na to co się dzieje. Potrzebne jest silne wsparcie ze strony organizacji rolniczych, i konieczne jest silne wsparcie ze strony świata nauki. Proces wycofywania środków jest ciężki do zatrzymania zatem nauka powinna dostarczać wyniki badań, ekspertyzy, które będą miały znaczenie dla decydentów w chwili podejmowania kluczowych decyzji. Ostatnią sprawą są media społecznościowe. To one kreują narracje w dyskusji. Jeśli nie ma w nich głosu środowiska lub branży to nie ma to przełożenia na zmianę myślenia ogółu. We współczesnym świecie ponad faktami i dowodami znaczenie mają emocje. Głos nauki powinien być obecny, żeby kształtował opinie publiczną, mówił dyrektor stowarzyszenia producentów ŚOR.

 

Zboża

W Polsce powstało wiele prężnie działających gospodarstw, w których wykorzystuje się rolnictwo precyzyjne, badania gleby, mapowanie pól. W takich miejscach powinna się odbywać praktyka dla uczniów i studentów, mówił Piotr Doligalski z Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych. Jego zdaniem nauka powinna podjąć działania badawcze związane z możliwością stosowania mieszanin zbiornikowych ŚOR w praktyce, w tym badać fitotoksyczność, mieszalność oraz wypracować gotowe wzorce postępowania. Jak mówił potrzebne są opracowywane na nowo progi szkodliwości dostosowane do warunków Polski, metody biologiczne, badania wpływu ochrony roślin na bioróżnorodność. Nauka powinna ponadto badać efekty stosowania uprawy konwencjonalnej i uproszczonej oraz adiuwantów. Zagrożenia jakie widzi Piotr Doligalski to pojawiające się anomalie pogodowe, wycofywanie niektórych substancji z rynku co powoduje nielegalny import środków niewiadomego pochodzenia z zagranicy. Jego zdaniem w rolnictwie rośnie biurokracja.

Kukurydza

Od kilku lat powierzchnia kukurydzy w Polsce ustabilizowała się i wynosi obecnie 1,2- 1,3 mln ha, mówił prof. dr hab. Tadeusz Michalski z UPP, reprezentujący Polski Związek Producentów Kukurydzy. Jak mówił, kukurydza w płodozmianie w dużej mierze zastąpiła rośliny okopowe. Często jest też uprawiana w monokulturze. Długi okres wegetacji, powolny wzrost wiosną i wysoki pokrój roślin utrudniający wykonanie zabiegów powoduje, że w kukurydzy dobrze sprawdzałyby się środki o przedłużonym działaniu. Jak mówił Profesor w warunkach Polski kukurydza trafia na gleby lekkie lub nawet bardzo lekkie, które są niestety pomijane w monitoringu suszy dla tej rośliny. W przeciwieństwie do ustalonych zasad mówiących, że kukurydzy nie uprawia się na glebach najlżejszych w praktyce jest zupełnie odwrotnie. Jak wskazywał prof. Michalski, wraz ze wzrostem udziału kukurydzy w strukturze zasiewów zmniejsza się zużycie ŚOR w gospodarstwie. Odpadają fungicydy, insektycydy, regulatory wzrostu. Często wykonuje się tylko jeden zabieg herbicydowy.

Kukurydza jest rośliną, która bez pomocy człowieka nie urośnie bo chwasty ją zagłuszą. Wymusza to skuteczną metodę odchwaszczania, która jest selektywna i dobra dla środowiska. W tej materii dokonał się ogromny postęp. W latach 80 mówiono, że nawet na 5 lat powinno się przestać uprawiać kukurydzę, bo nie było można się uporać z chwastami prosowatymi. Pojawiły się jednak substancje, które rozwiązały ten problem, mówił prof. Michalski. Zastosowanie adiuwantów i dawek dzielonych pozwalają silnie zredukować stosowane dawki herbicydów. Według prof. Michalskiego metody uproszczone są dobre dla takich krajów jak USA lub Ukrainy, ale w Polsce niestety ich wadą jest niższa temperatura gleby co powoduje obniżone wschody i przedłużone siewy. Wyjątkiem jest strip –till, w którym gleba jest pasowo uprawiana. Zdaniem Profesora okres ochrony dla uprawy kukurydzy się kończy. Według badań 70 gatunków szkodników może atakować tę roślinę w Polsce. Nasilającym problem jest również głownia. Jest ona nieszkodliwa jeśli występuje na poziomie 1-2 %, ale są takie lata jak np. 2005/06 gdzie poczyniła dużą stratę. Jej występowanie jest powiązane ze suszami letnimi. Inną chorobą mającą znaczenie jest Fusarium, w szczególności w gospodarstwach o dużym udziale kukurydzy i pszenicy.

 

Rzepaku chcemy uprawiać więcej

W roku 2018 rzepakiem obsianych było 785604,13 ha, mówił Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych. Średnia powierzchnia plantacji wynosi 10 ha. Był to rok bardzo słaby dla rzepaku, a zbiory szacowane były na 2,1 mln ton. Wyników plonowania nie ma sensu porównywać z Francją czy Niemcami. Pomimo postępu hodowlanego od 2010 roku, plony rzepaku generalnie nie rosną i to nawet z uwzględnieniem odmian mieszańcowych. Wynika to ze specyfiki klimatu oraz gleb w Polsce. Jak mówił prezes Młodecki rok 2020 jest rokiem referencyjnym dla uprawy rzepaku ozimego. W zależności od tego ile Polska wyprodukuje nasion zależeć będzie podział unijnych limitów w kontekście produkcji biopaliw. Są gospodarstwa w Polsce, np. w zachodnio-pomorskim gdzie rzepak zajmuje nawet 28% powierzchni. Jak mówił prezes Młodecki wegetacja rzepaku trwa 11 miesięcy, a w bardzo intensywnych technologiach nawet 12 i schodzi on z pola nawet po pszenicy. Parę lat temu głównym problem był brak herbicydów do zwalczania np. maków. Obecnie to choroby stanowią największe zagrożenie. Na cenę nasion wpływ ma soja, ponieważ rzepaku produkuje się 60 mln ton, a soi 240 mln i to ona decyduje jak wygląda rynek tłuszczu. Chorobami, których problem pozostaje to kiła kapusty oraz żółtaczka rzepy. Walka z nimi w ocenie prezesa jest możliwa z zastosowaniem chemii lub inżynierii genetycznej. Żeby uzyskać cele w ochronie roślin potrzeba stosować płodozmian, coraz więcej mówi się także o bioróżnorodności.

 

Buraki

W Polsce z roku na rok uprawianych jest więcej buraków cukrowych. Obecnie ich powierzchnia zajmuje 240 tys. ha podczas gdy 4 lata temu buraki zajmowały obszar 170 tys. ha, mówił Krzysztof Nykiel, prezes Krajowego Związku Producentów Buraka Cukrowego. Średnia powierzchnia plantacji wynosiła w 2018 roku 7,25 ha, a plon 59,7 t/ha przy polaryzacji 17,75%. Do cukrowni dostarczono ponad 14 301 813 ton buraków. To co martwić może producentów to cena, która wynosi obecnie 23 E/tonę. Jak mówił prezes plony buraków rosną każdego roku. Na przełomie 1999/2000 średnia z 5 lat wynosiła 40 t/ha podczas gdy średnia za ostatnie 5 lat obecnie wynosi 70 t/ha. To wzrost 60%. Każdego roku rolnik z 1 ha produkuje 200 kg więcej cukru i 1,2 tony więcej buraków. Co wpływa na wysokość plonu? Wiedza, umiejętności i zaangażowanie rolników. W tej produkcji zostali najlepsi. Bez odpowiednich odmian, ochrony i techniki zbioru nie udałoby się tego osiągnąć. Problemem przed którym udało się ustrzec polskich producentów to rizomania. Sprzedaż odmian odpornych wprowadzono zanim jeszcze ta choroba u nas zagościła. Obecnie 100 % nasion jest odpornych na rizomanię. Chwościk pozostaje problemem w szczególności, że wykształca się jego odporność na niektóre fungicydy. Nowymi zagrożeniami jest szarek komośnik, guzowatość korzeni i wycofanie zapraw. Szacunki wskazują, że przy braku stosowania neonikotynoidów średnia utrata plonów w Polsce może wynosić 15%, a straty jakości do 10%. Poważną próbą dla producentów będzie również planowane wycofanie popularnych substancji do odchwaszczania: fenmedifamu i desmedifamu !

 

Ziemniaki

Zdaniem Wojciecha Nowackiego, specjalisty w produkcji ziemniaków na tej roślinie można zarobić, ale podstawą jest profesjonalizm. Roczne spożycie tego warzywa na osobę wynosi 96 kg i stawia to Polskę jako wyjątek w Europie. Wyjątkiem są jeszcze może Anglicy ale oni w latach 90 postanowili zwiększyć konsumpcję poprzez wprowadzenie ziemniaka pieczonego. Za przyczynę importu wczesnego ziemniaka do Polski wini brak nowoczesnego przechowalnictwa w Polsce oraz brak świadomości klientów w rozróżnianiu ziemniaków młodych od mytych. Rośnie produkcja ziemniaków z przeznaczeniem na cele przemysłowe. Przed wejściem Polski do UE prawe każde gospodarstwo uprawiało ziemniaki. Dziś pozostało 340 tys. a do 2023 będzie to 200 tys. Zbiory ustabilizowały się na poziomie 7-8 mln ton. Powierzchnia uprawy maleje, a plony ziemniaków rosną, mówił Nowacki. W Polsce ekologiczna produkcja nie cieszy się zbytnim powodzeniem ale produkty takie nabierają na znaczeniu wśród konsumentów. Specyfiką ziemniaka są jego różne kierunki produkcji. Dynamicznie rozwija się sektor ziemniaka konfekcjonowanego do marketów.

Zdaniem Wojciecha Nowackiego producenci powinni dążyć do jakości, nie zaś wysokości plonu. Znaczenie ma produkcja bezpiecznego, zdrowego produktu. Nikt nie kupi ziemniaka ze śladami żerowania rolnicy czy też objawami parchu zwykłego lub srebrzystego. Klimat przejściowy, jaki panuje w Polsce sprzyja uprawie ziemniaka i ogranicza rozwój chorób. Coraz większym problem jest jednak chroniczny niedobór wody i tu należy postawić na deszczowanie.

Jeśli uda znaleźć się fundusze planowane jest wprowadzenie programu mającego na celu uwolnienie polski od bakteriozy pierścieniowej co pozwoliłoby na otwarcie na nowe rynki zbytu. Program obejmie wszystkich producentów ziemniaka, którzy wprowadzają ziemniaki do obrotu. Rolnicy będą mieć obowiązek wysadzania kwalifikatu, a w przypadku stosowania własnego materiału będzie on musiał być poddany badaniu pod kątem obecności CMS. Wprowadzona zostanie dopłata do powierzchni upraw obsadzonych materiałem elitarnym i kwalifikowanym. Za brak przestrzegania zasad będzie grozić mandat w wysokości 5 tys. złotych. Zdaniem Wojciecha Nowackiego polskie odmiany charakteryzują się przeciętną wartością użytkową, ale za to wysoką wartością agrotechniczną. Z zachodnimi odmianami jest natomiast odwrotnie.

Mgr inż. Stanisław Świtek
Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu

Prowadzącymi panel Nauka Praktyce byli prof. dr hab. Marek Mrówczyński oraz dr Mariusz Taczka