Żniwa rzepaku ozimego w 2026 roku przyniosły ogromne różnice w plonowaniu. W Wielkopolsce zbierano od 0,5 do 4 t/ha, podczas gdy w części gospodarstw wyniki przekraczały nawet 5 t/ha. Tak dużych dysproporcji nie można wyjaśnić wyłącznie suszą czy intensywnością ochrony roślin. Na ostateczny plon wpłynęły również przymrozki, czerwcowe upały, kondycja systemu korzeniowego oraz choroby, w tym rozwijająca się przez wiele miesięcy bez wyraźnych objawów werticilioza.
Plony rzepaku w 2026 roku. Od 0,5 do ponad 5 ton z hektara
Z plantacji rzepaku ozimego uzyskiwano najczęściej plony od 2 do 4 t/ha. W regionach silnie dotkniętych suszą i przymrozkami zbierano 1,5–2 t/ha, a lokalnie nawet poniżej 1 t/ha. Największe zróżnicowanie było widoczne w Wielkopolsce – od 0,5 do 4 t/ha. Na części pól Dolnego Śląska zbierano jedynie 2–3 t/ha przy zaolejeniu poniżej 41%. Wobec tego wyniki powyżej 4 t/ha należy w tym sezonie uznać za bardzo dobre.
Potencjał plonowania rzepaku ozimego w tym sezonie był tracony stopniowo i to już od jesieni, kiedy rośliny budowały system korzeniowy i dochodziło do pierwszych infekcji. W okresie wiosennym piętno odcisnęła susza i przymrozki oraz wysoka temperatura, która skróciła okres nalewania nasion. Szczególne znaczenie odegrała również werticilioza rozwijająca się przez długi okres bezobjawowo. Ujawniła się ona w momencie, gdy rzepak najbardziej potrzebował sprawnych tkanek przewodzących.


Dlaczego rzepak tak różnie plonował? Pogoda zmieniała się gwałtownie
Miniony sezon trudno zamknąć w jednym określeniu. Nie był on ani wyłącznie suchy, ani chłodny czy wręcz przeciwnie, upalny. Jego najważniejszą cechą były gwałtowne zmiany warunków pogodowych w fazach rozwoju rzepaku, które decydują o budowaniu plonu.
Bardzo ciepła jesień wydłużyła wegetację, a sucha i chłodna zima zweryfikowała przygotowanie roślin. Ekstremalnie ciepły marzec przyspieszył ich wzrost bez odpowiedniego zaopatrzenia roślin w wodę, a kwietniowe przymrozki uszkodziły organy generatywne. Czerwcowy upał ograniczył natomiast czas nalewania nasion.
Każdy z tych stresów oddziaływał na inny element struktury plonu. Słaby rozwój korzenia ograniczał liczbę produktywnych rozgałęzień. Przymrozki zredukowały liczbę pąków, kwiatów i młodych łuszczyn. Wysoka temperatura przyspieszyła dojrzewanie i obniżała masę tysiąca nasion. Choroby korzeni, podstawy łodygi oraz wiązek przewodzących zmniejszyły zdolność roślin do wykorzystania nawet niewielkiej ilości dostępnej wody.
Wobec wymienionych czynników plantacje o podobnym wyglądzie i pokroju podczas kwitnienia mogły dać zupełnie odmienne wyniki. O wysokości plonu zadecydowała zdolność roślin do przetrwania kolejnych okresów stresowych, utrzymania sprawnego systemu korzeniowego i tkanek przewodzących oraz zachowania odpowiedniej liczby prawidłowo wypełnionych łuszczyn.

Jesienny rozwój rzepaku miał ogromny wpływ na późniejsze plonowanie
Wrzesień 2025 roku był bardzo ciepły. Średnia temperatura wyniosła 15,5°C i była o 1,7°C wyższa od normy z lat 1991–2020. Odpowiednia ilość wody w glebie w wielu regionach umożliwiła szybkie wschody i intensywny rozwój rozet. Jednocześnie rosło ryzyko nadmiernego wzrostu plantacji wysianych zbyt wcześnie i gęsto, a ponadto niedostatecznie regulowanych.
Duża masa liści nie zawsze oznaczała właściwe przygotowanie roślin do spoczynku zimowego. O kondycji rzepaku przed zimą decydowały przede wszystkim nisko osadzony stożek wzrostu, gruba szyjka korzeniowa i głęboki, nieuszkodzony korzeń palowy. Roślina budowała w ten sposób nie tylko zimotrwałość, lecz także zdolność do korzystania z wody wiosną.
Stosunkowo ciepła jesień wydłużała również okres aktywności patogenów chorobotwórczych. Kolejne infekcje suchej zgnilizny kapustnych mogły następować przez wiele tygodni. W podobnym czasie mogło dochodzić do porażenia korzeni przez Verticillium longisporum. Objawy tych infekcji stawały się widoczne znacznie później, ale ich początek miał miejsce w okresie jesiennym.
Sucha zima ograniczyła zapasy wody dla rzepaku na wiosnę
Bardzo ciepły i skrajnie suchy grudzień został zastąpiony przez wyraźne styczniowe ochłodzenie. Średnia temperatura powietrza w styczniu wyniosła -4,1°C i była o 3°C niższa od normy z lat 1991–2020. W tym samym czasie odnotowano zaledwie 17,2 mm opadu. Wobec tego styczeń 2026 r. sklasyfikowano jako bardzo chłodny i najsuchszy w Polsce w XXI wieku.
O powodzeniu przezimowania plantacji nie decydowała jednak wyłącznie najniższa zanotowana temperatura. Równie ważny były stopień zahartowania roślin, tempo nadejścia mrozów, obecność okrywy śnieżnej oraz stan szyjki korzeniowej. Najlepiej przygotowane do zimy były rośliny niewybujałe, z nisko osadzoną rozetą, grubą szyjką korzeniową i dobrze rozwiniętym systemem korzeniowym.
Zimowy deficyt opadów miał natomiast konsekwencje wykraczające poza sam okres spoczynku. Nie pozwolił na dostateczne odbudowanie zasobów wody w profilu glebowym przed wznowieniem wegetacji. Skutki stały się widoczne już w marcu. Pod wpływem wysokiej temperatury rzepak szybko rozpoczął wzrost, jednak jego zapotrzebowanie na wodę rosło znacznie szybciej niż dostępne zasoby. Rośliny weszły więc w intensywną fazę rozwoju z niedostatecznie uzupełnionym bilansem wodnym.

Susza i przymrozki wiosną 2026 roku. Rzepak stracił część potencjału plonowania
Marzec był ekstremalnie ciepły. Średnia temperatura wyniosła 6,4°C i była o 3,3°C wyższa od normy. Jednocześnie spadło tylko 10,8 mm deszczu, czyli 28,6% normy. Część nadziemna szybko rozpoczęła wzrost, natomiast nawozy zastosowane na przesuszoną glebę rozpuszczały się wolniej, a zawarte w nich składniki pokarmowe miały ograniczoną możliwość przemieszczania się do systemu korzeniowego. W takich warunkach o kondycji plantacji decydował więc system korzeniowy zbudowany kilka miesięcy wcześniej.
Przewagę zyskiwały rośliny o głębokim i dobrze rozwiniętym systemie korzeniowym, zdolnym do pobierania wody z niższych warstw gleby. Na stanowiskach z podeszwą płużną, nadmiernie zagęszczonych lub okresowo podmokłych jesienią rozwój korzenia palowego był ograniczony, dlatego rzepak znacznie szybciej odczuwał skutki wiosennej suszy.
Pod koniec kwietnia temperatura spadała miejscami do -4, a nawet -5°C. Przymrozki przypadły na okres intensywnego rozwoju pędów, pąkowania i początku kwitnienia. Ich następstwem były pęknięcia łodyg, deformacje pędów, uszkodzenia kwiatów oraz zawiązywanie łuszczyn z mniejszą liczbą nasion. Rzepak częściowo kompensował straty, wytwarzając dodatkowe rozgałęzienia i kwiaty, jednak skuteczność tego mechanizmu zależała przede wszystkim od późniejszej dostępności wody.
Intensywnie żółty, kwitnący łan mógł więc sprawiać wrażenie wysokiego potencjału plonowania, choć ostateczny wynik zależał od liczby zachowanych łuszczyn, liczby zawiązanych w nich nasion oraz stopnia ich wypełnienia.
Czerwcowe upały skróciły nalewanie nasion rzepaku
W drugiej połowie czerwca rzepak znalazł się pod wpływem wyjątkowo silnego stresu cieplnego. W czasie gdy trwało nalewanie nasion, temperatura powietrza gwałtownie wzrosła. 28 czerwca w Słubicach zanotowano 40,5°C. Temperatura gleby na głębokości 5 cm miejscami przekraczała 50°C.
Tak trudne warunki przyspieszały oddychanie i starzenie się tkanek, zwiększały utratę wody oraz skracały okres aktywności aparatu asymilacyjnego. W efekcie nasiona pozostawały drobniejsze, a na części plantacji obniżyły się masa tysiąca nasion i zawartość tłuszczu. Największe straty wystąpiły tam, gdzie stres cieplny nałożył się na płytki lub uszkodzony system korzeniowy, wcześniejsze uszkodzenia przymrozkowe oraz choroby ograniczające sprawność tkanek przewodzących.

W takich warunkach szczególnego znaczenia nabrała werticilioza. Skutki tej choroby ujawniają się właśnie wtedy, gdy roślina potrzebuje sprawnego transportu wody i asymilatów do rozwijających się nasion.
Zmiany klimatu, a plonowanie rzepaku. Coraz większe znaczenie ma przebieg pogody
Przebiegu jednego sezonu nie można bezpośrednio przypisywać zmianom klimatu, jednak coraz wyraźniej wpisuje się on w obserwowane tendencje. Dłuższa i cieplejsza jesień wydłuża wegetację rzepaku, ale jednocześnie może prowadzić do nadmiernego rozwoju roślin, słabszego zahartowania oraz dłuższego okresu aktywności patogenów. Z kolei wcześniejsze ruszenie wegetacji wiosną zwiększa ryzyko, że pędy, pąki i kwiaty znajdą się w fazie największej wrażliwości podczas nawrotu mrozu.
Zmienia się również dostępność wody. Nawet jeśli roczna suma opadów nie maleje wyraźnie, coraz większa ich część może przypadać na krótkie i intensywne epizody, rozdzielone długimi okresami bez deszczu. Przy wyższej temperaturze wzrasta parowanie, dlatego woda szybciej ubywa z gleby, a jej nadmiar po ulewie nie zawsze zostaje zatrzymany w strefie korzeniowej. Dla rzepaku szczególnie niebezpieczne jest nakładanie się deficytu wody na kwitnienie, zawiązywanie łuszczyn i nalewanie nasion.
W praktyce oznacza to, że o stabilności plonowania coraz częściej będzie decydowała odporność całego systemu uprawy. Nie chodzi więc wyłącznie o przystosowanie rzepaku do wyższej temperatury, lecz także do większej zmienności warunków w całym sezonie.
Strategiczne elementy technologii
- Skuteczne ograniczenie konkurencji chwastów z wykorzystaniem metod i środków o możliwie niskim ryzyku fitotoksyczności.
- Jesienne efektywne dokarmianie azotem na poziomie minimum 100 kg N/ha, podzielone na dwie dawki nawożenia.
- Wykorzystanie chlorku mepikwatu we wczesnych fazach rozwojowych, ukierunkowane na stymulowanie rozwoju systemu korzeniowego.
- Uzupełnianie niedoborów boru, potasu i żelaza zgodnie z rzeczywistymi potrzebami roślin i ich reakcją na zastosowane nawożenie.
- Sekwencyjne działania ukierunkowane na werticiliozę i suchą zgniliznę kapustnych, prowadzone również z wykorzystaniem rozwiązań opartych na miedzi systemicznej.
- Wczesna i konsekwentna regulacja pokroju, prowadzona już od fazy 2–3 liści aż do uzyskania pożądanego pokroju roślin.
- Systematyczna kontrola szkodników, ze szczególnym uwzględnieniem chowaczy i pchełek, dostosowana do rzeczywistego zagrożenia na plantacji.
Werticilioza rzepaku. Choroba rozwija się długo bez widocznych objawów

Verticillium longisporum wnika do rośliny przez korzenie, a następnie zasiedla wiązki przewodzące. Przez wiele miesięcy infekcja może pozostawać utajona. Objawy pojawiają się zwykle dopiero wtedy, gdy rzepak zaczyna dojrzewać, a wówczas na wykonanie skutecznego zabiegu jest już za późno. Do infekcji korzeni może dochodzić, gdy temperatura gleby przekracza około 12°C. Podczas długiej i ciepłej jesieni warunki sprzyjające zakażeniom mogą więc utrzymywać się przez wiele tygodni.
Ocieplenie klimatu nie jest jedyną przyczyną rosnącego znaczenia werticiliozy, ale może wydłużać okres infekcji i przyspieszać rozwój patogenu w roślinie. Podstawowym problemem pozostają jednak zbyt częsta uprawa rzepaku oraz stopniowe gromadzenie się mikrosklerocjów w glebie.
Nie należy automatycznie zakładać, że susza zwiększa agresywność patogenu. Deficyt wody i wysoka temperatura uwidaczniają jednak skutki ograniczenia sprawności tkanek przewodzących. W okresie nalewania nasion roślina musi dostarczać wodę do łuszczyn, a każde zaburzenie przewodzenia może przyspieszać dojrzewanie i zmniejszać plon.
Na porażonych łodygach pojawiają się charakterystyczne, jednostronne, szare lub brunatne przebarwienia. Po usunięciu cienkiej warstwy skórki można dostrzec liczne, czarne mikrosklerocja. Objawy werticiliozy bywają mylone z naturalnym dojrzewaniem roślin, następstwami suszy lub suchą zgnilizną kapustnych. Prawidłowa diagnoza wymaga zatem dokładnego obejrzenia łodyg, a nie tylko oceny przedwcześnie zasychającego łanu.
Choroby rzepaku ozimego. Sucha zgnilizna, kiła kapusty i zgnilizna twardzikowa
Sucha zgnilizna kapustnych występowała podobnie jak w poprzednich latach. Plamy obserwowane na liściach jesienią były początkiem procesu, którego konsekwencje ujawniały się w podstawie łodygi kilka miesięcy później.
Kiła kapusty pozostawała problemem zakażonych stanowisk. Wyrośla na korzeniach ograniczały pobieranie wody, dlatego skutki choroby były szczególnie widoczne podczas wiosennej suszy.
Natomiast zgnilizna twardzikowa występowała w kraju przede wszystkim punktowo. Na Dolnym Śląsku lokalnie miała jednak bardzo silny przebieg. Pokazuje to, że średnia sytuacja krajowa nie opisuje zagrożenia na konkretnym polu. O ryzyku decydowały historia stanowiska, obecność sklerocjów, wilgotność łanu, długość kwitnienia i lokalny rozkład opadów.

Ponad 5 t/ha rzepaku mimo trudnego sezonu. Co wyróżniało najlepsze plantacje?
Mimo wyjątkowo trudnego sezonu w różnych regionach Polski, również w gospodarstwach wielkopowierzchniowych, uzyskiwano plony przekraczające 5,0 t/ha. Nie był to przypadek. Na najlepiej plonujących plantacjach stosowano kompleksowe rozwiązania ukierunkowane na ograniczenie skutków suszy i werticiliozy, a przede wszystkim bardzo konsekwentnie budowano kondycję roślin już od jesieni. W ścisłych doświadczeniach technologicznych plony przekraczały 7,7 t/ha, a w najlepszych wariantach osiągały nawet 8,0 t/ha.
W praktyce szczególnego znaczenia nabierała bieżąca ocena kondycji roślin. Przydatnym narzędziem okazały się testy kropli soku komórkowego, pozwalające lepiej oceniać stan odżywienia roślin i odpowiednio wcześnie reagować na pojawiające się niedobory. Takie podejście umożliwiało lepsze wykorzystanie naturalnych mechanizmów obronnych roślin i dostosowanie kolejnych elementów technologii do ich rzeczywistego stanu.
Jak ograniczyć straty plonu rzepaku? Najważniejsze decyzje zapadają jesienią
Wspólnym mianownikiem tych działań było przygotowanie roślin do stresów, które pojawiały się w kolejnych miesiącach. Jesienią należało zbudować silny system korzeniowy, zapewnić odpowiednie odżywienie i ograniczyć czynniki osłabiające rośliny. Wiosną, gdy wystąpił deficyt wody, a później przymrozki i ekstremalnie wysoka temperatura, możliwości kompensowania wcześniejszych błędów były już znacznie mniejsze.
Najlepsze wyniki uzyskiwano tam, gdzie poszczególne elementy technologii tworzyły spójny system, a kondycję plantacji budowano konsekwentnie od początku jesiennej wegetacji. Najwięcej kosztowały błędy, których nie dało się naprawić wiosennym zabiegiem.
Największą zdolność kompensacji miały rośliny równomiernie rozmieszczone, z silnym korzeniem i odpowiednią przestrzenią do tworzenia rozgałęzień. Znaczenie miały właściwy dobór odmiany, nawożenie dostosowane do dostępności wody oraz zabiegi wykonywane na podstawie rzeczywistego zagrożenia.
Sezon 2025/2026 pokazał, że plonu rzepaku nie buduje jeden zabieg. Tworzą go gleba o dobrej strukturze, przemyślany płodozmian, zdrowy korzeń, odpowiednia odmiana, zbilansowane nawożenie oraz ochrona dostosowana do rzeczywistego zagrożenia i biologii poszczególnych chorób. Pogody nie można zaprogramować. Można jednak przygotować plantację na długą jesień, nagły mróz, suchą wiosnę, przymrozki podczas rozwoju generatywnego oraz upał w czasie nalewania nasion.

Informacja prawna
Rodzaje preparatów wymienionych w niniejszym artykule są zaliczane do grup środków fitosanitarnych, nawozów oraz biostymulatorów. W rozumieniu obowiązujących przepisów prawa nie są one środkami ochrony roślin. Przedstawione treści mają charakter informacyjny i odnoszą się do wyników badań nad tymi rozwiązaniami. Artykuł nie stanowi rekomendacji ani instrukcji do ich bezpośredniego stosowania w celu ograniczania lub zwalczania agrofagów roślin rolniczych.







